poniedziałek, 22 kwietnia 2013

31. Finale - Becca Fitzpatrick



Tytuł: Finale
Tytuł oryginału: Finale
Autor: Becca Fitzpatrick
Seria: Szeptem, tom 4
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Rok pierwszego wydania: 2012



To już ostatnia część sagi "Szeptem", która okazała się bestsellerem. Nie wiem na czym polega wielki sukces autorki, ale sama wciągnęłam się w tę serię. Chociaż ma ona nawet sporo wad jest też miłą lekturą, odskocznią od rzeczywistego świata. "Finale" miały okazać się zapierającym dech w piersiach tomem, który miał być uwieńczeniem i świetnym zakończeniem serii. Czy książka spełniła swoją rolę?

'W wojnie nie ma nic bohaterskiego. Może ona jedynie doprowadzić do absolutnej destrukcji' 

Kiedy Nora zaczęła odzyskiwać pamięć i wszystko zaczęło się układać w logiczną całość jej życie znowu się skomplikowało. Wbrew swojej woli musiała podjąć decyzję, która na zawsze miała ją odmienić. Teraz nie jest już w pełni człowiekiem. Co nie byłoby dla niej może takie złe, gdyby nie fakt, że odpowiada za całą armię Nefilów, którzy nie są zachwyceni zmianą przywódcy. Nie ufają jej i Nora dobrze o tym wie. Przysięga krwi motywuje ją jednak, by nie poddawała się tak łatwo.

'Nie ma nic gorszego niż władza dla władzy' 

Misją Nory ma być doprowadzenie do walki między upadłymi aniołami a Nefilami. Bohaterka nie zdawała sobie sprawy z tego, jak ważne jest to dla członków armii. Kiedy sama stała się jedną z nich wszystko stało się dla niej oczywiste, bo sprawa dotyczyła również jej samej. Nie może dopuścić by pozbawiono jej władzy. Nie jest to proste, kiedy jest oskarżana o związek z wrogiem, upadłym aniołem. Co jest prawdą. Nora nigdy nie czuła się jeszcze taka szczęśliwa. Znalazła swoje miejsce u boku Patcha i wie, że to jej jedyny. Zakochani muszą jednak ukrywać swój związek dla dobra ich obojga.

'Z tajemnic nigdy nie wynikało nic dobrego'

W domu głównej bohaterki zamieszkuje Marcie, której szczerze nie znosi. Jako że umarł jej ojciec postanowiła lepiej poznać się z Norą, z którą łączy ją pokrewieństwo. Dziewczyna jej jednak nie ufa i uważa, że zjawiła się tam nie bez powodu. Natomiast w kierowaniu armią pomaga bohaterce jej doradca Dante, który jest również znajomym Scotta i który nie wzbudza zaufania.  Nora nie ma jeszcze pojęcia z kim przyjdzie jej walczyć, ale jej głównym celem okazuje się usunięcie diabelskiej mocy raz na zawsze. Wkrótce okazuje się, że ktoś zaufany jest zdrajcą. Czy bohaterce uda się pokonać wszystkie przeszkody, aby móc być ze swoim ukochanym na zawsze?

Po zakończeniu tej serii oczekiwałam dużych emocji. Muszę przyznać, że zostałam usatysfakcjonowana. Wszystko ułożyło się logicznie i trochę niespodziewanie, biorąc pod uwagę fakt, że sytuacja była nieco skomplikowana. Często podczas czytania książki zastanawiałam się jak autorka rozwiąże dany problem. Nawet jeśli zniknęły niektóre postacie nie byłam tym bardzo rozczarowana. Po prostu tak już musiało być. Becca Fitzpatrick miała pewnie już cały plan w głowie. A może była to wina tego, że nie zdążyłam, nie miałam szansy przywiązać się do bohaterów. Tego nie wiem. Szkoda, że to już koniec, ale nie zniosłabym już chyba kolejnej części. Polubiłam tę serię a dalsza kontynuacja byłaby dla mnie przesadą.

Nawet jeśli miałam wrażenie, że autorka nie poświęciła dużo czasu bohaterom, niektórych polubiłam. Nie będę tu wspominać o Patchu, którego pewnie uwielbiają wszystkie fanki sagi. Jak to się dzieje, że źli chłopcy wbrew pozorom wzbudzają największą sympatię? Nie ważne, chciałabym się skupić na Scottcie. Wcześniej nie zwracałam na niego wielkiej uwagi, podczas kolejnych części zmieniał się, nigdy nie wiedziałam jak jest z nim do końca. Teraz jednak wiem doskonale i stał się jednym z ulubionych postaci. Vee stała się dla mnie trochę nijaka, chociaż w "Szeptem" była nawet interesująca.

W ciągu poznawania kolejnych faktów w "Finale" akcja często zmieniała swój bieg. Było to dla mnie korzystnym posunięciem, gdyż nie nudziłam się tak jak w przypadku "Ciszy". Tym razem ostatnia część nie tylko zaczyna się Prologiem jak pozostałe, ale też kończy się Epilogiem. Bardzo miło było mi czytać o tym, co stało się trzy lata później, co słychać u bohaterów. Ostatnio spotkałam się z czymś takim w "Harrym Potterze" i wtedy też byłam zachwycona. Dlatego z mojej strony wielki plus dla autorki za pomysł. Styl pisania nadal jest przyjemny, szybko czyta się również tę książkę. Zakończenie było dla mnie tak jak wspomniałam dużo wyjaśniające i piękne. Lubię takie zakończenia, a to było też świetne dla całej sagi. Zawsze mam problem z ocenieniem czy część pierwsza czy ostatnia z serii jest najlepsza. Tutaj też mam ten problem, dlatego ocenię je na równi i "Finale" otrzymują ode mnie ocenę 8,5/10

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania
 Przeczytam tyle, ile mam wzrostu! 
Czytam fantastykę! 

  

  

wtorek, 16 kwietnia 2013

30. Delirium - Lauren Oliver



Tytuł: Delirium
Tytuł oryginału: Delirium
Autor: Lauren Oliver
Seria: Delirium, tom 1
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Rok pierwszego wydania: 2011



Kiedy tylko przeczytałam pierwsze recenzje "Delirium" Lauren Oliver byłam pewna, że muszę zapoznać się z treścią tej książki. I chociaż oceny były różne na mnie pomysł autorki zrobił wielkie wrażenie i nie spoczęłam póki nie wzięłam do rąk powieści. Recenzja tej książki ukazuje się na moim blogu wiele tygodni po jej przeczytaniu. Tak naprawdę znam już wszystkie tomy z tej serii, ale wolałam poczekać aż emocje po premierze najnowszej części trochę ostygną.

'Oto najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija człowieka, gdy go dopada, i wtedy, gdy go omija' 

Ludzie zakochują się, kochają i czują. Uważają te uczucia za bardzo ważne, warunkują one bowiem szczęście w przyszłości. Jednak miłość może okazać się również szkodliwa. Częste są przypadki nieszczęść, depresji, samobójstw. Ludzie również mogą zawieść się na miłości. Czy jest więc ona czymś, co jest niezbędne do życia? Wielu z nas może uznać to pytanie za absurdalne, ale tak naprawdę nigdy się nad nim nie zastanawiało. A co jeśli miłość to najgroźniejsza choroba?

'Każdy, komu ufamy, na kogo, jak nam się wydaje, możemy liczyć, kiedyś nas rozczaruje. Pozostawieni samym sobie ludzie kłamią, mają tajemnice, zmieniają się i znikają, niektórzy za inną maską lub osobowością, inni w gęstej porannej mgle nad klifem. Właśnie dlatego remedium jest takie ważne. Właśnie dlatego go potrzebujemy' 

Lena Haloway żyje właśnie w tym przekonaniu. Już od sześćdziesięciu czterech lat miłość uznawana jest za chorobę. Minęły natomiast czterdzieści trzy lata odkąd znaleziono sposób jej leczenia. Początkowo zabieg był bardzo niebezpieczny i zdarzało się, że śmiertelny. Ale ludzie byli tak zdesperowani, że nie zważali na konsekwencje. Nikt nie chciał zachorować na amor deliria nervosa. Teraz leczenie zostało udoskonalone i choć nadal może mieć negatywne skutki jest uważane za jedyny ratunek. Lena również tak uważa. Z niecierpliwością, ale też ze zdenerwowaniem czeka na swoje osiemnaste urodziny, kiedy to odbędzie się jej zabieg. Najpierw musi jednak zdać egzaminy i przejść etap ewaluacji. Wtedy komisja ewaluacyjna będzie mogła ułożyć jej przyszłe życie.

'Miłość - jedno słowo, niby nic, nieznaczne jak ostrze noża. Właśnie tym jest: ostrzem, krawędzią. Przechodzi przez środek twojego życia, dzieląc wszystko na pół. Przed i po. Cały świat spada na którąś ze stron.' 

Ale w laboratorium dzieje się rzecz, której nikt się nie spodziewał i termin ewaluacji bohaterki zostaje przesunięty. Dziewczyna przez chwilę odczuwa ulgę, ale potem jej myśli znowu wracają do tego, że póki nie dostanie remedium ciągle jest w niebezpieczeństwie zachorowania na delirię. Lena sądzi, że świat, w którym żyje jest bardzo dobry, zapewnia bezpieczeństwo ludziom. Wkrótce jednak zauważa pewne nieścisłości, a rola jej przyjaciółki Hany może się okazać nieoceniona. Nowo poznany przez nie chłopak okazuje się być inny, chociaż bohaterka nigdy nie rozmawiała z nikim z płci przeciwnej. Aleks jest jednak wyleczony, co uspokaja Lenę. A co jeśli się myliła? Czy Aleks uświadomi jej sens życia? Czy bohaterka zapragnie czegoś, co jest uważane za tak niebezpieczne od tylu lat?

Pomysł na napisanie takiej książki od samego początku wydawał mi się szczególnie interesujący. Jako, że ostatnio gustuję w antyutopiach więcej nie było mi trzeba, aby zachęcić mnie do lektury. Tak naprawdę to po przeczytaniu "Delirium" zdałam sobie sprawę na czym polega ten typ powieści. Jest bowiem świat przedstawiony jako idealny, ale tak naprawdę ogranicza ludzi i nawet wyrządza im krzywdę. No bo życie bez miłości początkowo mogło wydawać się świetnym rozwiązaniem, szczególnie dla tych zawiedzionych. Ale przecież nie zawsze tak jest. Miłość sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, nawet jeśli czasami przechodzimy jakieś kryzysy. Przywołam tutaj cytat z książki: "Nie możesz być naprawdę szczęśliwa, jeżeli czasami nie bywasz nieszczęśliwa." Chyba więcej nie trzeba dodawać.

Znaleźć tu możemy również bohaterkę, która jest święcie przekonana o racji idei świata, w którym żyje. Wszystko co odchodzi od reguł jest dla niej niewłaściwe i złe. Do czasu, kiedy ktoś ją uświadamia. Tutaj można wskazać na przyjaciółkę Leny Hanę, ale to raczej Aleks wykazał się tu najbardziej. Dziewczyna odnajduje nowy sens, czuje jak opadają klapki z jej oczu. Tak naprawdę wiedziała co jest słuszne, ktoś musiał jej to tylko pokazać. Lena jest tu bardzo dokładnie opisana. Zostaje przedstawiona jej przeszłość, tęsknota za matką, która popełniła samobójstwo, co wskazywało na jej chorobę. Lena nie chce skończyć tak jak jej mama, wykończona przez delirię. To dlatego tak bardzo chce przyjąć remedium, chociaż strasznie boi się zabiegu. Myśli, że po tym wszystkim będzie szczęśliwa. Jednak jej życie zostaje odwrócone do góry nogami, kiedy sama doświadcza na czym polega miłość.

Wątek miłosny był dla mnie za mało rozwinięty. Wszystko działo się zbyt szybko, uczucia bohaterki nie były według mnie przedstawione wiarygodnie. Jednak myślę, że książka zwraca naszą uwagę na najważniejszy poruszony w niej problem. Cała akcja skupiona jest na problemie miłości i związanymi z nią konsekwencjami. Na okładkach możemy przeczytać następujące pytanie: "Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?". Chyba każdy powinien spróbować na to odpowiedzieć i chyba każdy powiedziałby "nie". Ja tak bym powiedziała. Bo chociaż miłość niesie czasami ze sobą smutek i rozczarowanie, to sprawiają one, że właśnie dlatego jest ona wyjątkowa. A nikt nie powinien rezygnować z szansy poznania tego uczucia.

Czytając "Delirium" ma się pewność, że autorka długo przygotowywała się do napisania książki. Każdy rozdział zaczyna się jakimś cytatem, albo wymyśloną przez samą autorkę częścią tekstu z Księgi SZZ (Księgi szczęścia, zdrowia i zadowolenia). Czasami jest to najnowsza historia, sentencja, albo jakaś nauka. Przez to czytelnik poznaje jak funkcjonuje opisany w powieści świat. Nie ma wtedy potrzeby częstego przywoływania tego w ciągu akcji. Jednak przeszkadzały mi zbyt długie rozdziały. Czasami trwały one niemiłosiernie długo, a ja wtedy bywałam dawno znudzona. Autorka stosowała również zbyt dużo opisów, co także nie poprawiało sytuacji. Zauważyłam, że Lauren Oliver chciała urozmaicić powieść przez środki artystyczne, albo mądre cytaty. Ale częste stosowanie zdań wielokrotnie złożonych czasami było mylące i zniechęcające do dalszej lektury.

"Delirium" to powieść, którą warto przeczytać, chociażby dlatego, aby zastanowić się jak wielką rolę odgrywa miłość w naszym życiu. Można znaleźć tu wiele ciekawych, pouczających i wzbudzających refleksje cytatów. Jednak akcja nie jest tu bardzo porywająca i dopiero pod koniec książki coś się dzieje. Zakończenie powieści jest strasznie interesujące i zachęcające do przeczytania kontynuacji. Ale spodziewałam się po "Delirium" czegoś więcej i trochę się zawiodłam. Autorka miała fajny pomysł na powieść i szkoda, że został on zmarnowany mimo, jak mi się zdaje, wielu miesięcy i pracy jakie zostały dla niej poświęcone. Oceniam na 7,5/10 a niedługo recenzja "Pandemonium".      

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania   
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu! 

środa, 10 kwietnia 2013

29. Gone. Faza pierwsza: Niepokój - Michael Grant



Tytuł: Gone. Zniknęli. Faza pierwsza: Niepokój
Tytuł oryginału: Gone
Autor: Michael Grant
Seria: Gone
Wydawca: Jaguar
Rok pierwszego wydania: 2008



O książce Michaela Granta słyszałam już dawno. Zawsze jednak mijałam się z serią, aż w końcu udało mi się zgarnąć ją w moje ręce. Może nie całą serię, ale część pierwszą, pt. "Gone. Faza pierwsza: Niepokój". Długo nie musiała na mnie czekać, ponieważ nie jestem bardzo cierpliwa. A książka okazała się świetna.

'Rzeczy niemożliwe też się czasem zdarzają' 

Dzień toczył się tak jak zwykle. Dorośli byli w pracy, dzieci uczestniczyły na zajęciach w szkole. Tak samo było w Perdido Beach w Kalifornii. Nagle, w mgnieniu oka wszyscy nauczyciele zniknęli. Zaniepokojeni uczniowie nie wiedzieli co mają o tym sądzić. Okazało się, że zniknęli wszyscy dorośli od piętnastego roku życia. Nie działają telefony, telewizja, Internet.

'Jedynym, czego powinniśmy się bać, jest sam strach' 

Sam Temple był w tym czasie na lekcji historii. Widział całe zdarzenie i tak jak inni nie rozumiał co się stało. Nie popadł jednak w masową panikę. Jako jeden z nielicznych zachował spokój i pomógł przy płonącym budynku. Dzieci, które zostały, widzą w Samie przywódcę. Już w przeszłości wykazał się odwagą, stąd jego przydomek - Autobus. On jednak nie chce władzy i umyka, aby razem ze swoim przyjacielem Quinnem i Astrid poszukać brata dziewczyny.

'Przestraszeni ludzie robią czasem straszne rzeczy, nawet dzieci' 

Podczas poszukiwań zauważają dziwny mur. Nie da się przez niego przejść, lepiej też go nie dotykać. Inni też w końcu widzą przeszkodę i obszar, który ona wyznacza nazywają ETAP-em, czyli Ekstremalnym Terytorium Alei Promieniotwórczej. Nawet nie wiedzą jak trafna może być ta nazwa. Wkrótce pojawiają się osoby z Coates Academy, szkoły dla trudnej młodzieży. Na czele nastolatków stoi Caine i z łatwością przejmuje władzę. Do czego dąży chłopak? Dlaczego nagle zniknęli wszyscy dorośli? I jaką rolę ma w tym wszystkim odegrać Sam?

Książka okazała się być bardzo wciągająca. Autor nie czekał z rozwinięciem akcji, nie ma tu praktycznie charakterystycznego, typowego wstępu wprowadzającego do świata z powieści. Wszystko zaczyna się już od samego początku, a czytelnik ma wiele pytań, na które nie zna odpowiedzi. Ciekawość pozwoliła mi zagłębić się w lekturze i miło spędzić z nią czas. Przez cały czas były odkrywane nowe wątki, tak że nie mogłam się nudzić. Powieść trzyma w napięciu i nie pozwala oderwać się od opowieści. Przeczytałam ją bardzo szybko, mimo tego, iż wydaje się obszerna.

Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie więc poznajemy bliżej wszystkich bohaterów. Przenosimy się do każdego z nich. Chociaż najwięcej czasu zostało poświęcone Samowi, który jest tu głównym bohaterem, widzimy też co dzieje się z Laną, albo Albertem, Cainem i innymi. Każda z postaci jest świetnie wykreowana i ciekawa. Bohaterowie przez to, że autor poświęcił każdemu z nich czas wydają się realni i bliscy czytelnikowi. Wszyscy mają mniej niż 15 lat, a muszą radzić sobie z rzeczami, którymi zwykle zajmowali się dorośli, np. opieka medyczna, gaszenie pożarów, opieka nad najmłodszymi. W takiej sytuacji najlepiej widać jakie osoby są odpowiedzialne i w jakich dziedzinach mogą pomóc. Przykładowo Mary ze swoim bratem Johnem zaczęli opiekować się przedszkolakami. Dahra została pielęgniarką, Sam z Edilio i Quinnem strażakami, Albert zajął się McDonaldem. Z Laną natomiast spotykamy się, kiedy ma bardzo poważny wypadek samochodowy. Było to w momencie, gdy jej dziadek nagle zniknął z fotela kierowcy.

Nie wszystkim jest łatwo. Nie zawsze wiedzą co robić. Najmłodsi tęsknią za rodzicami, ale nastolatkowie również są zagubieni. Wydawać by się mogło, że świat bez dorosłych czasami może być piękny. Tutaj jednak zostały w sposób w miarę realistyczny pokazane panika i starach. Świat, w którym żyją bohaterowie został jeszcze ograniczony przez dziwny mur, o którym nic nie wiadomo. Sam początkowo bał się, że może to być jego wina, przez to co odkrył o samym sobie. Dotychczasowy świat zaczął się zmieniać, zwierzęta mutują, ale również w ludziach zostają wykrywane nowe cechy. Nie wszystko jednak zostaje do końca wyjaśnione. Z każdym nowym odkryciem wiążą się nowe pytania, których jest coraz więcej. Dlatego jestem tak ciekawa kolejnej części.

Na początku każdego rozdziału możemy zobaczyć czas w godzinach. Jest to odliczanie kolejnych minut do 15 urodzin głównego bohatera, Sama. W tym dniu miałby zniknąć. Chłopak szuka jakiegoś sposobu, ale ma też wiele innych problemów, np. z Cainem. Na pierwszych stronach książki znajdziemy też mapę Perdido Beach i ETAP-u. Bardzo często tam zaglądałam, szczególnie kiedy miałam już to wszystko w miarę poukładane w głowie. A mapki to bardzo fajna sprawa. Pierwszy raz spotykam się z czymś takim.

Podsumowując już moją recenzję stwierdzam, że w sposób nieoczekiwany zostałam fanką serii Michaela Granta. Jestem bardzo mile zaskoczona i dziwię się, że tak długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki. Przez cały czas powieść trzymała mnie w napięciu, zadawałam sobie też pytania, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji. Rzecz jest jeszcze w tym, że ja już bym dawno zniknęła, dlatego to wszystko było dla mnie niezwykle ciekawe. "Gone. Faza pierwsza: Niepokój" oceniam na 9,5/10.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania  
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu! 

czwartek, 4 kwietnia 2013

28. "Cisza" Becca Fitzpatrick



Tytuł: Cisza
Tytuł oryginału: Silence
Autor:  Becca Fitzpatrick
Seria: Szeptem, tom 3
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Rok pierwszego wydania: 2011




"Cisza" to już trzeci tom z serii "Szeptem", której autorką jest Becca Fitzpatrick. Poprzednia część skończyła się w bardzo ciekawym i intrygującym momencie, tak że nie mogłam się powstrzymać i bez wahania przeczytałam też tę książkę.

 'By uwierzyć, musiałabym zobaczyć to na własne oczy...'

Pewnego dnia Nora budzi się na cmentarzu. Nie wie co tam robiła i jak się tam dostała. Jedyne co w tej chwili zauważa to to, że w przyrodzie już nastała jesień, a przecież jest pewna, iż nawet nie zaczęły się wakacje. Przerażona i zagubiona dowiaduje się, że jest poszukiwana od czerwca, została porwana. Problem w tym, że Nora nie przypomina sobie nic z tamtego czasu. Nie pamięta nic z ostatnich pięciu miesięcy.

'Niewiedza to najgorsza forma upokorzenia i cierpienia'

Bohaterka ma wsparcie mamy i przyjaciółki Vee. Nie wie co by bez nich zrobiła. Nie pamięta nic więc wierzy w to co do niej mówią. Ale bywają momenty, kiedy próbując sobie coś przypomnieć widzi tylko czerń, która wydaje jej się dziwnie znajoma. Wkrótce dowiaduje się nowych rzeczy, które niekoniecznie zgadzają się z powiedzianą jej wersją wydarzeń. Nora postanawia sama dojść do prawdy, odzyskać pamięć i dowiedzieć się kto jest porywaczem.

'Czasami najlepszą obroną jest dobra obrona' 

 Po pewnym czasie znajduje się w niebezpiecznej sytuacji. Tak poznaje Jeva, który sprawia, że nie może przestać o nim myśleć. Chłopak jest jednak bardzo tajemniczy i nie wyjawia nic bohaterce. Wie ona, że coś ukrywa i z pewnością wie kto ją porwał. Nie ma z nim niestety żadnego kontaktu. Z ratunkiem przychodzi jej Scott, który twierdzi, że jest jej przyjacielem. Tak dziewczyna dowiaduje się wiele informacji, również o Patchu, jej byłym chłopaku. I znowu widzi znajomą czerń. Czy Nora dowie się prawdy? Dlaczego nic nie pamięta? I co łączy Jeva z Patchem?

Książka kusi już samą okładką. Tak jak pozostałe części, ta również jest w tym samym stylu i oczywiście jest bardzo ładna. Osobiście uwielbiam czarno- białe zdjęcia, dlatego oprawa graficzna wydaje mi się tu jeszcze bardziej efektowna. Nie mogę jednak stwierdzić, że w środku wszystko jest bez wad. Może zacznę od tego, że historia jak najbardziej mi się spodobała i myślałam, że w "Ciszy" akcja jeszcze bardziej się rozwinie. Niestety jak się okazuje Nora straciła pamięć i nic nie pamięta od kwietnia, czyli od momentu, kiedy poznała Patcha, czyli wracamy do pierwszej części "Szeptem". Było to dla mnie trochę męczące. Znałam fakty, ale utknęłam w jednym momencie i na nowo musiałam poznawać to co już wiedziałam. Sprawiało to, że czasami odkładałam książkę i po pewnym czasie ponownie do niej zasiadałam. Mimo mojej 'męczarni' na początku, w drugiej połowie książki nareszcie coś się działo. Nadal miałam jednak wrażenie, że "Cisza" jest tylko streszczeniem tego co było wcześniej. Nawet osoby, które nie czytały poprzednich części z pewnością wiedziałyby wszystko czytając tylko trzecią.

Książka tak jak swoje poprzedniczki zaczyna się Prologiem. Dla mnie to jest świetna sprawa, tym bardziej, że tutaj był on nieco dłuższy i bardzo ciekawy. Widzimy w nim scenę z Patchem i jego poświęcenie. Byłam pod wrażeniem. Chociaż myślę, że autorka nie przekazuje wielu emocji, co dla mnie jest jednym z ważniejszych minusów w tej serii, kiedy tylko pomyślałam o czynie chłopaka mogłam sobie wyobrazić jego uczucie do Nory.

Główna bohaterka nic nie pamięta więc jest to dobra okazja, aby mówić jej rzeczy, które niekoniecznie są prawdą. Nawet jeśli w dobrej wierze, niekoniecznie jest to uczciwe i lojalne. Nora wierzy w to co słyszy od mamy i Vee, nie ma podstaw by sądzić, że coś ukrywają. Vee w "Ciszy" jest inna. Nie pojawia się zbyt często, ale widać jej przemianę. Później wszystko się wyjaśnia i zachowanie dziewczyny nie jest już takie dziwne. Nora poznaje również Jeva. Nie przypomina jej nikogo, ale bohaterka czuje coś niesamowitego w jego obecności. Z poprzedniej części oczywiście wiadomo kim jest Jev więc nie byłam tu zdziwiona. Tylko nadal wydawało mi się jakby autorka nie miała już pomysłu. Zakończenie nawet mi się podobało, na pewno jeszcze zrecenzuję ostatnią część z cyklu. Jednak teraz "Ciszę" oceniam na 8/10.

   Książkę przeczytałam w ramach wyzwania   
   Przeczytam tyle, ile mam wzrostu! 
   Czytam fantastykę!

wtorek, 2 kwietnia 2013

Zmiany :)

Zmiany, zmiany, zmiany...

Jak pewnie już zauważyłyście na moim blogu trochę się zmieniło. Zmieniłam szablon, nagłówek, powiększyłam czcionkę. ness zmieniło się na Nessie, tak samo jak zdjęcie profilowe. Nie wiem co jak mam z tym dmuchaniem na zdjęciach, ale znowu podobna fotka do poprzedniej :)

Chyba potrzebowałam zmiany. Myślałam już o tym od dłuższego czasu i mam nadzieję, że wygląd bloga jest lepszy niż ten pierwszy. Sama jeszcze nie mogę się przyzwyczaić :) No tak, jak teraz sobie pomyślę, to mogłam zapisać gdzieś tamten szablon. Nie pomyślałam...

Miała być zmiana pierwszego dnia kwietnia, ale jakoś tak wyszło, że piszę ten post o 1.41 ^^ Zdarza się. Niemniej jednak pozmieniałam wszystko jeszcze przed północą. Tylko męczyłam się z posegregowaniem recenzji i uzupełnieniem zaległości.

Myślałam sobie, żeby urozmaicić trochę posty na blogu. I tak wpadłam na pomysł stosików, które chyba nie tylko ja lubię oglądać :) , może jeszcze coś o książkach, jakieś przemyślenia, może bym napisała od czasu do czasu jakieś porady czy coś, myślałam jeszcze o cytacie miesiąca. Co o tym sądzicie? Chyba może być fajnie. Postanowiłam zmienić jeszcze sposób pisania recenzji. Pogrubiałabym ważniejsze części tekstu, oddzielałabym opis fabuły od właściwej opinii.

Na zdjęciu fotka, którą znalazłam w internecie. Jak dla mnie niezły efekt wyszedł. Herbata, którą chętnie bym teraz wypiła, ale muszę się już zbierać spać. Zaczynam pisać o niczym i bez sensu więc już kończę :)

A jak u was? Zaszły u was jakieś wiosenne zmiany? Ja zmieniłam nie tylko wystrój bloga ale też swój wygląd. Chociaż za oknem śnieg to podobno już jest kalendarzowa wiosna. Podobno...