Są książki, które pachną jak deszcz lub brzmią jak stare radio. Ale są i takie, które... mają kolor.

Ten blog to mój mały eksperyment i próba spojrzenia na powieści z innej perspektywy. Czytam książki, ale zamiast skupiać się tylko na fabule czy stylu, próbuję wyłapać to, co ukryte gdzieś głębiej - kolory, nastroje, odcienie emocji. Każda historia ma swoją paletę barw. Jedna jest jak wejście do zielonego lasu, inna świeci bladoniebieskim światłem ekranów.
Brzmi dziwnie? Może trochę. Ale właśnie o tym będzie ten blog - o tym jak słowa malują obrazy. Więcej o samym pomyśle piszę w kolejnym poście (Każda książka ma swój kolor), w którym zawarłam również moją małą ściągawkę i legendę kolorów.
Co ciekawe, już kiedyś prowadziłam tego bloga, jeszcze w liceum - być może niektórzy pamiętają go w starszej wersji. Było to jednak zupełnie coś innego, postanowiłam więc zarchiwizować stare posty oraz odświeżyć wygląd strony. Teraz wracam do tego pomysłu z nową energią - spokojniej, uważniej, z pomysłem na formę.
Będą tu recenzje, interpretacje i czytelnicze impresje. Wszystko zanurzone w kolorze. Zapraszam!
w poście wykorzystałam zdjęcie Yany Gorbunovej ze strony Unsplash
Dodaj komentarz