Bunt bogini - Josephine Angelini

Trylogia „Spętani przez bogów” autorstwa Josephine Angelini już za mną i - nie spodziewałam się, że to napiszę - bardzo się cieszę, że to już koniec. Po przeczytaniu „Buntu bogini” aż musiałam wrócić do mojej recenzji pierwszej części, żeby dodać notatkę o tym, jak bardzo jestem rozczarowana tą książką. Bo nawet jeśli pierwszy tom czytałam z entuzjazmem, to w trzecim, im dalej brnęłam w tekst, mój zapał malał coraz bardziej. 


Okładka "Bunt bogini"


Moce Heleny rosną, a wraz z nimi dystans między nią a jej przyjaciółmi, którzy coraz częściej okazują strach w jej obecności. Ale dziewczyna nie tylko nabywa nowych umiejętności - zaczyna w snach widzieć wspomnienia ze swoich poprzednich wcieleń i dzięki nim więcej rozumie ze swojego przeznaczenia. Jednak Mojry nie zamierzają czekać i bezlitośnie pragną doprowadzić do otwartego starcia między Sukcesorami a bogami Olimpu, by dokonało się to, co miało mieć miejsce już podczas wojny trojańskiej.


Mogła panować nad najpotężniejszymi zjawiskami na ziemi, ale wciąż nie potrafiła znaleźć w sobie mocy, aby zapanować nad najważniejszym, nad własnym sercem. 


Gdy zaczynałam czytać ostatni tom „Spętanych przez bogów”, miałam nadzieję, że będzie dobrze i początkowo faktycznie tak było. Zaciekawiły mnie wspomnienia z poprzednich wcieleń Heleny i przedstawienie nowej wersji tego, dlaczego upadła Troja oraz jak w ogóle wybuchła wojna. Podobał mi się też wątek nowego Achillesa i naprawdę żałuję, że nie dane mi było dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Aż wychodziłam z siebie z frustracji, tak bardzo chciałam, żeby ta historia miała więcej głębi, bo naprawdę widziałam w niej potencjał. Mam wrażenie, że ta seria została napisana zbyt pospiesznie, wręcz „na kolanie”. Autorka ma dobre pomysły, ale nie potrafi nadać głębi swoim historiom. I nie ma tu usprawiedliwienia, że jest to książka kierowana do młodzieży. Oczywiście myślę, że zapewne spodobałaby się wielu nastolatkom, ale to nie o to chodzi. Jeśli książka jest młodzieżowa, nie oznacza to, że ma być jednocześnie źle napisana. A tak właśnie jest - to jest słabo napisana książka. 

Zacznę od fabuły, którą autorka prowadziła z dość dużą naiwnością, aż w pewnym momencie pogubiła się w ilości rzeczy, które chciała nam przekazać. W drugiej połowie książki jest ich tak dużo, że żaden wątek nie został rozwinięty na tyle, żebym mogła uznać go za istotny. Jest dynamicznie i atmosfera jest dość intensywna, dlatego ta historia ma w sobie kolor czerwony. Występuje też motyw niebezpieczeństwa i władzy, słyszymy echa nadchodzącej wojny, która może dorównać tej trojańskiej. Tempo staje się jednak tak szybkie, że zamiast ekscytacji wywołuje zadyszkę. Miałam wrażenie, że oglądam wideo przyspieszone do takiego poziomu, żebym tylko pobieżnie rozumiała, o czym jest. Ta książka powinna być trzy albo i cztery razy dłuższa, żeby mieć jakąkolwiek głębię - oczywiście zakładając, że autorka by ją w ogóle nadała. Nie mamy szansy się zatrzymać, pomyśleć. Josephine Angelini nie daje czasu na refleksję, nie rozwija charakteru swoich postaci. 

Jednak najbardziej denerwujące było to, jak autorka budowała bohaterów, ponieważ czasem jako czytelnik nie wiedziałam, co się dzieje i dlaczego tak się dzieje. Zdarzało się, że dowiadujemy się o jakiejś nowej mocy czy umiejętności, która potem ani razu nie zostaje ponownie poruszona. Najgorszy jest jednak brak konsekwencji - bohaterom wszystko uchodzi na sucho, przez co trudno im kibicować. Przykładowo, gdy jedna z postaci poświęca się dla innych i już zaczyna robić się ciekawie, wszystko zostaje nagle odkręcone. Dostajemy ochłapy czegoś ciekawego, a potem autorka się z tego pomysłu wycofuje. Boi się podjąć trudne decyzje, dać swoim bohaterom momenty, które mogłyby ich w jakiś sposób rozwinąć. Dużo jest tu absurdów, jest trochę infantylnie, amatorsko i tandetnie. Panuje tu jaskrawy róż, barbie pink, a przoduje w tym główna bohaterka, której nawet nie da się lubić. 

Helena jest najlepsza, wszystkich kocha, bogowie chwalą ją za inteligencję i spryt. Problem w tym, że ja tego w ogóle nie widziałam - autorka nie potrafiła w wiarygodny sposób przedstawić, dlaczego mam uważać Helenę za świetną postać. Ogromnie irytowała mnie jej naiwność i to, że nie myśli o konsekwencjach tego, co robi (a przecież ma być taka mądra!). Już nawet nie chodzi o to, że posiada wielkie moce, bo gdyby Angelini pokazała nam lepiej i bardziej szczegółowo rozterki postaci, wewnętrzne dylematy i wyzwania, z jakimi musi się zmierzyć, dla mnie nie byłoby to problemem. Ale tego tutaj nie ma, wszystko przychodzi jej z taką łatwością, że staje się to zwyczajnie nierealistyczne. W „Wędrówce przez sen” coś jej nie wychodziło, była samotna, dlatego też budziła większą sympatię. Jedynymi postaciami, które polubiłam, byli Hektor i może trochę Matt. Cała reszta była dla mnie bez wyrazu, zbędna lub irytująca. Plus za to, że wątek trójkąta miłosnego został uczciwie zakończony dość wcześnie, co było miłą odmianą od krzykliwych zapowiedzi na okładce (w tamtym czasie taki romans był bardzo popularny). Minus za to, jak na ostatniej prostej postać Oriona została kompletnie popsuta. 

Cieszę się, że już skończyłam tę serię i mogę ją zamknąć w pudle książek, które lubiłam jako nastolatka. Do pierwszej części mam sentyment, ale całej serii nie polecam i już raczej nigdy do niej nie wrócę. Uważam jednak, że byłby z tego niezły materiał na ekranizację, bo we wszystkich częściach były sceny, które widziałabym na małym ekranie. Być może w formie serialu, dzięki warstwie wizualnej, ta historia zyskałaby jakość, której zabrakło w tekście? Chętnie obejrzałabym taki serial.



 𓂃𓂃 

Według mnie ta książka jest czerwona (dynamiczna akcja, niebezpieczeństwo, władza) i barbie różowa (infantylność, naiwność, amatorskość)

 𓂃𓂃 


To była recenzja książki "Bunt bogini" autorstwa Josephine Angelini wydanej przez wydawnictwo Amber w przekładzie Julii Wolin. "Bunt bogini" to trzeci tom serii "Spętani przez bogów". Książka papierowa, wydanie pierwsze, Warszawa 2013. Oryginalny tytuł powieści to "Goddess".




Znajdziesz mnie na Pintereście!


Dodaj komentarz