Wędrówka przez sen - Josephine Angelini

Gdy recenzowałam pierwszy tom tej serii, wspominałam o tym, że powrót do świata stworzonego przez Josephine Angelini, mimo pewnych niedociągnięć, sprawił mi wielką frajdę. Naprawdę dobrze się przy tej książce bawiłam i od razu sięgnęłam po kontynuację. Okazało się, że z czasem w mojej pamięci zatarły się szczegóły i tak naprawdę pamiętałam tylko fabułę pierwszej części, czyli „Spętanych przez bogów”. Z tym większą uważnością obserwowałam rozwój akcji w „Wędrówce przez sen” - zwłaszcza że klimat tej powieści od samego początku wydał mi się inny niż poprzednio. 


Okładka "Wędrówka przez sen"



Według przepowiedni tylko Podziemny Wędrowiec może przerwać odwieczny cykl zemsty i uwolnić Sukcesorów od gniewu Eryni. Ta trudna rola przypadła Helenie, która co noc wędruje przez bezkresną krainę umarłych, desperacko próbując znaleźć rozwiązanie. Każde zejście do Podziemia wiele ją kosztuje, a dziewczyna z każdym dniem coraz bardziej traci siły. Nie może przy tym liczyć na niczyją pomoc, dlatego gdy pewnej nocy dostrzega w zaświatach drugiego człowieka, nie wierzy własnym oczom. Ten nieznajomy chłopak stanie się dla niej ogromnym wsparciem i pozwoli jej choć na chwilę oderwać myśli od utraconej miłości oraz obojętności, jaką okazuje jej ukochany. Tymczasem dziewczyna nie jest świadoma, że na jawie czeka ją jeszcze większe niebezpieczeństwo. 


Piekłu niepotrzebne były jeziora ani płomienie, żeby torturować. Czas i samotność zupełnie wystarczały.   

 

Muszę przyznać, że autorka postanowiła pokierować fabułę w dość dziwnym kierunku i momentami miałam wrażenie, że sama pogubiła się w tym, co chciała nam przekazać. Dzieje się tutaj całkiem sporo, a jednocześnie jako czytelnik nie zawsze czułam logiczny ciąg zdarzeń. Zmiana klimatu jest wyczuwalna od pierwszych stron, na co duży wpływ miało zaangażowanie nowej tłumaczki. Inny styl tłumaczenia oceniam na plus, choć niestety zawiodła korekta - im bliżej finału, tym częściej pojawiały się błędy i językowe „kwiatki”. Jeśli chodzi o sam odbiór powieści, świetnie oddano ciężar, jaki niesie na swoich barkach Helena, jej dojmującą samotność i przytłaczające zmęczenie. Opisy kolejnych miejsc w Podziemiu, z których bohaterka nie może się uwolnić, są bardzo plastyczne. Podobnie jak w pierwszej części, autorka buduje obrazy niczym sceny z filmu. Akcja wciąga i mimo że tempo bywa nierówne, przez cały czas byłam zaangażowana i ciekawa dalszych losów dziewczyny. 

Mój główny problem polega jednak na tym, że zabrakło mi tutaj „zachłyśnięcia się” nowym podejściem do mitologii. W „Spętanych przez bogów” czułam ekscytację pomysłem Angelini i pewną świeżość, której tutaj mi zabrakło. Wtedy zasady rządzące światem wydawały mi się spójniejsze, a nawiązania do mitów ciekawsze. Mam wrażenie, że konstrukcja zaczęła się sypać w momencie wprowadzenia do akcji greckich bogów i innych nadnaturalnych istot. Teoretycznie powinno to być dobre posunięcie, ale tutaj autorka za bardzo chciała zrobić wszystko naraz, przez co przekaz stał się niedopracowany. Czasem aż prosiło się o pogłębienie konkretnego tematu. O ile w pierwszej części interpretacja autorki pasowała do znanej mitologii i historii wojny trojańskiej, tutaj mity były naginane do fabuły zbyt mocno - szczególnie nie spodobał mi się sposób przedstawienia Aresa jako szaleńca i tchórza. Myślę, że jego wątek byłby o wiele ciekawszy, gdyby bóg wojny zachował swój oryginalny charakter. 

Nie do końca kupiły mnie też postacie drugoplanowe. Helena irytowała mnie już nieco mniej (wyłączając momenty, gdy prawiła morały godne nastolatki istotom żyjącym od wieków), ale widać było, jak bardzo jest osamotniona. Nie mogła liczyć nawet na wsparcie swojej przyjaciółki Claire, a Lucas ją opuścił. On sam zachowywał się tutaj jak typowa drama queen - co w jego sytuacji akurat potrafię zrozumieć - ale cała reszta bohaterów stanowiła jedynie tło, w dodatku dość wredne. Denerwowało mnie też, że wiele rzeczy się nie klei: tylko Pandora potrafiła znaleźć nieścisłości w słowach matki Heleny, a Claire momentami zdawała się wiedzieć więcej o starożytnych obrzędach niż potomkowie bogów czy sama Wyrocznia. Szkoda, że autorka nie pokusiła się o pokazanie nam głębszych charakterów postaci, zamiast pozostawiać je tak płaskimi. 

Ogólnie rzecz biorąc, książkę czytało mi się bardzo szybko. Nie był to typowy „zapychacz” między pierwszym a trzecim tomem, choć ta część wypada zdecydowanie gorzej od poprzedniej. Gdybym miała opisać tę lekturę kolorami, powiedziałabym, że przybyło tu fioletu związanego z wędrówkami Heleny po Podziemiu, a ubyło różu. Wątek romantyczny został wstrzymany na rzecz wprowadzenia drugiego, nieco wymuszonego obiektu westchnień. Została jednak czerwień, choć głównie ta związana z przemocą, która pod koniec była dość obrazowa i niespodziewana, ciężko mi się to czytało. 

Wiem, że w tej recenzji sporo marudzę i wytykam niewykorzystany potencjał, ale to dlatego, że ja naprawdę polubiłam tę historię. Nawet jeśli czasem myślałam „jakie to głupie”, nie mogłam się oderwać i z uśmiechem czytałam dalej. Zakończenie mocno zachęca do poznania kontynuacji i mam nadzieję, że ostatnia część trylogii  wzbudzi we mnie te same emocje,  które czułam na samym początku.


 𓂃𓂃 

 Według mnie ta książka jest fioletowa (sny, wędrówka po Podziemiu) i czerwona (gniew, przemoc). 

 𓂃𓂃 


To była recenzja książki "Wędrówka przez sen" autorstwa Josephine Angelini wydanej przez wydawnictwo Amber w przekładzie Julii Wolin. "Wędrówka przez sen" to drugi tom serii "Spętani przez bogów". Książka papierowa, wydanie pierwsze, Warszawa 2012. Oryginalny tytuł powieści to "Dreamless".




Znajdziesz mnie na Pintereście!


Dodaj komentarz