Gdy sięgałam po powieść "Daisy Jones & The Six" wiedziałam, że jest o fikcyjnym zespole rockowym. Z tyłu głowy miałam myśl, że ci ludzie są jedynie wytworem wyobraźni autorki. Albo raczej powinnam napisać, że towarzyszyła mi ona przez pierwsze kilka stron, bo ani się spostrzegłam, jak zniknęła. Naprawdę ciężko uwierzyć, że ani Daisy Jones, ani The Six nigdy nie istnieli. Nie istnieje też kobieta przeprowadzająca wywiad, nie istnieje album Aurora, a wspomniane wydarzenia nigdy się nie wydarzyły. Ale totalnie mogłyby się wydarzyć.

Daisy Jones & The Six szybko zdobyli sławę i równie szybko zakończyli karierę, zadziwiając przemysł muzyczny swoją decyzją. Dopiero po kilkudziesięciu latach członkowie grupy zgadzają się udzielić wywiadu. Opowiadają jakie były ich początki, jak wyglądało życie gwiazdy rocka, z jakimi trudnościami się zmagali oraz co ich inspirowało podczas tworzenia muzyki. Ale przede wszystkim ujawniają, co było powodem rozpadu zespołu.
Akceptacja to silny narkotyk. Wiem o tym, bo spróbowałam wszystkich.
Powieść Taylor Jenkins Reid, którą chciałabym teraz omówić, zadziwiła mnie, ale w inny sposób niż dzieje się to zazwyczaj. Sama byłam zdezorientowana faktem, że tak zaangażowałam się w fikcyjną biografię. Szczerze mówiąc, początkowo nie rozumiałam celu powstania tej książki, bo im dalej czytałam, tym bardziej było dla mnie jasne, że nie będzie tu porywającej fabuły dążącej do spektakularnego zakończenia. Nawet gdy pisałam przed chwilą powyższy zarys fabuły, widziałam, że książka dla wielu może wydawać się wręcz nudna. Ale no właśnie - nudna dla tych, którzy szukają zwrotów akcji czy dreszczyku emocji. Bo "Daisy Jones & The Six" jest naprawdę ciekawą lekturą, ale ze względu na sposób, w jaki została napisana i jak duże daje pole do interpretacji tego, co czytamy. To po prostu dobrze napisana książka.
Podobał mi się pomysł przedstawienia tej opowieści w formie transkrypcji wywiadów, wywiadu rzeki z członkami zespołu i ludzi z ich otoczenia, ponieważ sprawia to wrażenie, że czytamy o prawdziwych wydarzeniach z historii muzyki. Zanurzyłam się w klimat lat siedemdziesiątych i z zainteresowaniem obserwowałam jak różni bohaterowie mówią o tym, co działo się w tamtym okresie. Przez to, że każda osoba wypowiada się we własnym imieniu, widzimy opisywane sytuacje z kilku punktów widzenia. Najciekawsze i w sumie najprawdziwsze w tym wszystkim jest to, że wersje zdarzeń nie zawsze się zgadzają; nie dowiemy się jak było naprawdę i możemy tylko spekulować. Dlaczego wspomnienia bohaterów tak się różnią? Czy to przez to, że minęło tak wiele czasu i szczegóły zatarły się im w pamięci? Nie chcą o czymś powiedzieć? Ich ego nie pozwalało widzieć sytuacji w inny sposób? Opcji jest wiele, a czytelnik sam może wybrać z którą postacią chce sympatyzować.
Często zwracałam uwagę na to, że wypowiedzi niektórych bohaterów skłaniały mnie do długich rozważań na temat relacji międzyludzkich, tego jak postrzegamy samych siebie i jak postrzegają nas inni. Która wersja nas jest prawdziwa? Przykładowo, postać Billy'ego, niezwykle utalentowanego lidera grupy: dla jednej osoby jest bratnią duszą, a dla drugiej nieliczącym się z opinią innych dupkiem. On natomiast widzi siebie jako ugodowego faceta, któremu zależy na swoich bliskich. Prawda leży gdzieś pośrodku. Autorka potrafiła przedstawić to bardzo autentycznie - wszystkie te emocje, doświadczenia, to jak ludzki umysł zapamiętuje fakty z przeszłości. Właśnie dzięki temu tak łatwo uwierzyć, że bohaterowie są prawdziwymi ludźmi - każdy z nich jest po prostu żywy, ludzki.
Powieść ma dwa główne wątki, które w pewnym momencie się łączą: założenie zespołu The Six oraz początki kariery Daisy Jones. Później widzimy jak wyglądały prace nad albumem Aurora, który okazuje się międzynarodowym hitem oraz zaglądamy za kulisy tras koncertowych. Widać, że bohaterowie kochają muzykę, zwłaszcza Billy i Daisy, którzy przodowali w zespole i wspólnie pisali utwory. Gdy dochodzimy do momentu kiedy o tym opowiadają, ich pasja jest wręcz namacalna. Ich kreatywność, energia, cała otoczka koncertowania, spełniania marzeń i lat siedemdziesiątych przywodziła mi na myśl kolor pomarańczowy. Czułam ich miłość do muzyki, niemal wirującą między stronami. Ale lata 70. to nie tylko złota era rocka i disco, ale też czas, który opisuje słynne wyrażenie "Sex, Drugs and Rock'n'roll", czyli obecne było również eksperymentowanie z używkami i rewolucja seksualna. Autorka pokazuje nam też tę stronę, która często prowadziła do nadużyć i uzależnień. Niektóre opisywane sytuacje wzbudzały we mnie sprzeciw. Przez to, że było to tak powszechne, nie każdy z bohaterów widział, że przekracza granicę i że to, co robią, ich zabija. Dlatego ta książka jest dla mnie nie tylko pomarańczowa - był tam też kolor przygaszonej, zgniłej zieleni: kolor uzależnienia, choroby, słabości ciała i umysłu.
Wracając jeszcze do postaci, duże wrażenie zrobiły na mnie kobiety. Silne, ale w kobiecy sposób, czego ostatnio nie widzi się często w popkulturze nadającej kobietom męskie cechy. Nie, tutaj każda z bohaterek jest silna na swój własny sposób i każdy z nich robi wrażenie. Wiedzą czego chcą, dążą do spełnienia marzeń albo po prostu są podporą dla najbliższych i ich moralnym kompasem. Jeśli miałabym wybrać, najciekawsza była dla mnie Camila - jej sposób myślenia i właśnie ta siła charakteru. Jest zupełnie inna niż w serialu nakręconym na podstawie książki i to między innymi dlatego ekranizacja tak mnie irytowała. Książkowa Camila jest pewna swego, wyraźnie widzi czego oczekuje od życia i to realizuje. Jest świadoma tego co robi i mimo że czasem cierpi przez podjęte decyzje, nie ugina się. W serialu nie widać jej siły, jest do bólu stereotypowa. W książce powie, że trzeba wierzyć w ludzi, zanim na to zasłużą, a kiedy jej bliscy zaczynają w siebie wątpić, przypomina im kim są. Jest z nimi, wspiera ich, ale szanuje przy tym samą siebie. Inspirująca.
Kończąc już tę recenzję, chciałam dodać, że książka nie rozbiła mnie na milion kawałków, ale na pewno zostawiła po sobie ślad. Przeczytanie jej było ciekawym doświadczeniem i wiele z tej lektury wyniosłam. Tak jak wspominałam, historia jest bardzo prosta, co szczególnie można było zauważyć podczas oglądania ekranizacji. Ale to właśnie dlatego serial nie przypadł mi do gustu i mimo dobrej obsady i całej tej otoczki lat siedemdziesiątych był po prostu nudny, a bohaterowie jeszcze bardziej wkurzający. Serial skupiał się na fabule (wiele w niej zmieniając), podczas gdy powieść była ciekawa przez niedopowiedzenia i formę, w jakiej została napisana.
Wielkim plusem było zamieszczenie przez autorkę tekstów piosenek z albumu Aurora, które dzięki ekranizacji mogłam przesłuchać. Najbardziej spodobała mi się "Honeycomb", nawet jeśli ma trochę zmieniony tekst. Już w książce ten utwór był dość ważny, chociaż z bardziej złożonych powodów niż w serialu. Piosenka zostanie ze mną na dłużej, a książkę Taylor Jenkins Reid zdecydowanie polecam, jeśli czujesz, że to coś dla Ciebie.
ZNALEZIONE KOLORY
Według mnie ta książka jest pomarańczowa (kreatywność, energia, koncertowanie, spełnianie marzeń) i mdląco blado zielona (uzależnienie, słabość ciała i umysłu)
To była recenzja książki "Daisy Jones & The Six" autorstwa Taylor Jenkins Reid wydanej przez wydawnictwo Czwarta Strona w przekładzie Agnieszki Kalus. Powieść doczekała się ekranizacji o tym samym tytule (Amazon Studios, 2023). Książka papierowa, wydanie pierwsze, Poznań 2020. Oryginalny tytuł powieści to "Daisy Jones & The Six".
Dodaj komentarz