Fourth Wing. Czwarte Skrzydło - Rebecca Yarros

Nawet jeśli przez ostatnie kilka lat żyłam pod kamieniem i nie interesowałam się szczególnie nowinkami i bestsellerami czytelniczymi, to i tak słyszałam o powieści "Fourth Wing. Czwarte Skrzydło" Rebecci Yarros. To niesamowicie popularna seria z gatunku romansu fantasy i hit w mediach społecznościowych, który wciąż nie traci na popularności, a tylko przybywa jej fanów. Nie będę ukrywać - byłam bardzo ciekawa, o co w tym wszystkim chodzi i co jest w tej książce tak wyjątkowego, że wciąż się o niej mówi. Teraz już to wiem i chętnie podzielę się moimi obserwacjami.


Violet Sorrengail całe życie szkoliła się, by w dniu Poboru do Wojskowej Uczelni Basgiath trafić do Kwadrantu Skrybów i wieść spokojne życie w otoczeniu książek oraz historii. Jednak jej matka - surowa i potężna generał - decyduje inaczej i zmusza córkę, by dołączyła do elity Navarry, czyli grona jeźdźców smoków. Violet jest fizycznie słabsza od innych i musi wykazać się sprytem, by przeżyć w miejscu, gdzie na każdym kroku czeka niebezpieczeństwo. Sprawy nie poprawia fakt, że dowódcą jej skrzydła zostaje Xaden Riorson, syn przywódcy dawnej rebelii, który ma powody, by nienawidzić jej rodziny.


Rzadkie umiejętności trzymane w sekrecie są najcenniejszym darem, jaki możemy posiąść. 


Gdybym miała jednym słowem określić powieść "Fourth Wing. Czwarte Skrzydło" byłoby to słowo "wciągająca", bardzo wciągająca. Do tego stopnia, że gdy już byłam w drugiej połowie książki, ciagle przesuwałam godzinę pójścia spać na później, żeby tylko zobaczyć co wydarzy się dalej. Powieść ma świetne tempo, a autorka dawkuje emocje i cliffhangery w taki sposób, że po prostu musiałam przewrócić kolejne strony. Fabuła działa tu trochę jak magnes. Rebecca Yarros zmiksowała tu mnóstwo motywów znanych z innych popularnych książek i zrobiła to w taki sposób, że powstał nowy hit. Tylko że to rodzi też pewien problem, przynajmniej dla mnie. O ile bowiem prawdą jest, że nie mogłam oderwać się od lektury, o tyle po przewróceniu ostatniej strony towarzyszyło mi poczucie dejavu, jakbym już kiedyś to czytała. A co za tym idzie, historia nie zrobiła na mnie wrażenia. Nie poczułam przemożnej chęci natychmiastowego sięgnięcia po drugi tom; po prostu przeszłam nad zakończeniem do porządku dziennego. Oczywiście ma to związek między innymi z użytymi schematami, o których pisałam wyżej - mogą być one zarówno plusem, jak i minusem, zależnie od tego, jak na to spojrzeć. 

Jak więc wygląda fabuła "Czwartego Skrzydła"? Mamy tu dwudziestoletnią Violet, główną bohaterkę, która wbrew własnej woli trafia do Kwadrantu Jeźdźców, by utworzyć więź ze smokiem i zostać smoczym jeźdźcem. Jest to dla niej niemal jednoznaczne z wyrokiem śmierci ze względu na jej niski wzrost, fizyczną kruchość i brak przeszkolenia w walce. Dysponuje jednak inteligencją i sprytem i postanawia wykorzystać te atuty w kolejnych wyzwaniach, z jakimi przychodzi jej się zmierzyć. A w Kwadrancie Jeźdźców śmierć czyha na każdym kroku - zarówno ze strony innych kadetów chcących wyeliminować najsłabsze ogniwo, jak i smoków, które nie wahają się spopielić swoim ogniem niegodnych według siebie kandydatów. Z góry wiedziałam, że Violet się uda, ale tak naprawdę sama nie wiem jakim cudem tego dokonała. Chyba zadziałała tu magia "wybrańca". Choć bohaterka zaczyna jako ta najsłabsza, ostatecznie okazuje się wyjątkowa. Przyciąga uwagę najpotężniejszych istot i zyskuje niezwykle rzadką moc. To schematy stare jak świat: słaba postać, której udaje się przetrwać w śmiertelnie niebezpiecznych warunkach, doceniona za cechy, których wydają się nie mieć pozostali. Do tego dochodzi też wątek miłosny, o którym jeszcze wspomnę, a który, mam wrażenie, trochę się rozjechał. 

Schematyczność nie zawsze musi być wadą. Sama czasem szukam lektury podobnej do czegoś, co już znam i lubię. A jeśli - tak jak w tym przypadku - autorce udaje się mimo tego wciągnąć czytelnika w akcję, można tylko pogratulować. Wiem jednak, że niektórym może to przeszkadzać, zwłaszcza czytelnikom szukającym oryginalności lub fantasy ze skomplikowanym systemem świata. Tutaj uniwersum jest uproszczone i przystępne dla kogoś, kto niekoniecznie musi być fanem fantastyki. Mimo to Rebecca Yarros stworzyła całkiem ciekawą rzeczywistość, a szczególnie intrygujące były relacje łączące jeźdźców z ich smokami. Moim zdaniem to właśnie ten element pozwala zapamiętać tę powieść na dłużej. 

"Fourth Wing. Czwarte Skrzydło" miało dla mnie dwa kolory. Pierwszym był czerwony, ale w rudawym, ognistym odcieniu. Mamy tu odczuwane na każdym kroku niebezpieczeństwo, rywalizację i stałe zagrożenie życia. Do tego dochodzi nutka pomarańczowego ze względu na dynamizm i ekscytację bohaterów smokami (chociaż wiedzą, że przeżywa zaledwie garstka z kandydatów). I oczywiście czerwone jest także pożądanie. Violet ciągnie do Xadena, o czym wyraźnie daje nam znać w swoich wewnętrznych monologach. Zostaje z nim powiązana w sposób, który pozwala ich relacji się rozwinąć, ale dla mnie nie było to w ogóle wiarygodne. Autorka chciała zastosować tu motyw enemies-to-lovers, co nie do końca się jej udało. Nie wiem dlaczego bohaterom tak nagle odmieniły się uczucia i jak doszło do tego, że w jednym momencie ledwo się tolerują, a w drugim już kochają. Ale tak, jest tutaj czerwień pożądania; mamy też sceny erotyczne napisane w sposób, który zupełnie na mnie nie podziałał - odniosłam wrażenie, że były trochę wciśnięte na siłę i jakby... pozbawione prawdziwej namiętności? Niestety widziałam w sieci grafikę, na której zaznaczone były "pikantne" rozdziały w tej serii... Będę musiała zapiąć pasy i przygotować się na więcej, mam nadzieję lepiej napisanych, momentów uniesień. Cały wątek romantyczny wydał mi się poprowadzony mało umiejętnie, chociaż tak dobrze się zapowiadał - ciekawił mnie tylko na etapie enemies. Na szczęście relacja pewnej smoczej pary i ich więź nadrobiły te braki. Wychodzi na to, że smoki miały w sobie więcej chemii i pasji. 

Drugim kolorem, jaki odnalazłam w tej powieści, była czerń. Towarzyszyła mi podczas lektury ze względu na wszechobecne niebezpieczeństwo kończące się niejednokrotnie śmiercią, ale także przez niezależność i pewność siebie bohaterów, doskonale świadomych swoich umiejętności. Skórzane mundury jeźdźców były właśnie w tym kolorze, co bez wątpienia dodawało im aury tajemniczości, atrakcyjności i wyjątkowości. Do tej czerni przypisałabym też dar Xadena, bardzo ciekawy swoją drogą. I nie mogłabym nie wspomnieć również o takim jednym czarnym smoku, który miał w tej historii dużo do powiedzenia. 

Przyznaję, że świetnie bawiłam się czytając "Fourth Wing". Książka ma swoje plusy i minusy i z pewnością nie zaliczyłabym jej do grona wybitnych, ale wydaje mi się, że autorka wcale nie miała takiego celu. Ta powieść ma po prostu angażować, dostarczać rozrywki i być niezobowiązującą lekturą, a to robi doskonale. Wystarczy spojrzeć, jak jest popularna. Choć nie zmieniła nic w moim życiu, to nie mogę powiedzieć, żebym żałowała jej przeczytania. Zamierzam kontynuować tę serię, która ma liczyć docelowo aż pięć tomów. Jestem ciekawa, co z tego wyjdzie. 

 

ZNALEZIONE KOLORY


Według mnie ta książka jest rudawo czerwona (niebezpieczeństwo, zagrożenie życia, rywalizacja, pożądanie, dynamizm) i czarna (niebezpieczeństwo, śmierć, charyzma bohaterów, skórzane mundury jeźdźców, czarny smok i dar Xadena).


To była recenzja książki "Fourth Wing. Czwarte Skrzydło" autorstwa Rebecci Yarros wydanej przez wydawnictwo Filia w przekładzie Sylwii Chojnackiej. "Fourth Wing. Czwarte Skrzydło" należy do serii Empireum i ma doczekać się ekranizacji w formie serialu na platformie Prime Video. Książka papierowa, wydanie pierwsze, Poznań 2023. Oryginalny tytuł powieści to "Fourth Wing".

Powieść nie posiada na okładce oznaczenia wiekowego, ale skategoryzowałabym ją jako odpowiednią dla czytelników 16+




Dodaj komentarz