Czerwona Królowa - Victoria Aveyard

Powroty do książek, które pamiętam z czasów nastoletnich i wczesnej dorosłości, zawsze są dla mnie niezwykle ciekawe. Z perspektywy czasu widzi się znacznie więcej, ale też często boleśnie odczuwa się to, że nie jest się już grupą docelową, targetem tych powieści. Podróże sentymentalne są jednak zbyt kuszące, więc postanowiłam wyruszyć w kolejną. Mój wybór padł na przeczytanie "Czerwonej Królowej" Victorii Aveyard. 

Poniższa opinia dotyczy książki "Czerwona Królowa" wydanej w przełożeniu Adriany Sokołowskiej-Ostapko

Okładka "Czerwona Królowa"


Siedemnastoletnia Mare Barrow to dziewczyna z biednej wioski, dla której codzienność oznacza walkę o przetrwanie i widmo poboru na bezsensowną wojnę. Jeden przypadek sprowadza ją jednak na królewski dwór Srebrnych - ludzi, którym srebrna krew daje nadprzyrodzone umiejętności, a poprzez to również władzę. Tam, na oczach całej arystokracji, dochodzi do czegoś niemożliwego: w chwili zagrożenia Mare ujawnia własną, potężną moc. Problem w tym, że jej krew wciąż pozostaje czerwona. Aby ukryć prawdę i zapobiec wybuchowi rewolucji, król zmusza Mare do odgrywania roli zagubionej Srebrnej arystokratki. Tak zaczyna się gra, w której stawką jest nie tylko jej życie, ale przyszłość całego królestwa.


"Powstaniemy. Czerwoni niczym świt."


Kiedy postanowiłam zrobić reread "Czerwonej Królowej" zorientowałam się, że od jej pierwszego wydania minęło już 11 lat! Jeśli miałabym być szczera, przyznaję, że miałam pewne wątpliwości, czy po takim czasie będzie to dla mnie dobra lektura. Zupełnie niepotrzebnie. Powieść wciąż jest przyjemna w odbiorze, choć nie obeszło się bez znalezienia pewnych niedociągnięć. Co prawda jest to książka młodzieżowa i do tego debiut Victorii Aveyard, ale trudno nie zauważyć, że miała spory wpływ na obecnie modne powieści (niektóre autorki poszły chyba o krok za daleko w "inspirowaniu się").  

Sama powieść nie wydawała mi się szczególnie ekscytująca, raczej jedna z tych, o których łatwo się zapomina, dość przeciętna. Zapewne miałabym inne zdanie, gdybym była młodszym czytelnikiem, bo pamiętam, że swego czasu bardzo mi się podobała. Jest w niej wiele motywów, za którymi przepadałam i których szukałam w kolejnych lekturach. Posiada cechy dystopii przez motyw walki z niesprawiedliwym systemem, jak i fantastyki. Nie jestem jednak pewna, czy nazwałabym tę powieść dystopią, ponieważ wciąż zbyt mało wiemy o świecie przedstawionym. Wiemy, że jest 319 rok Nowej Ery, ale nie wiadomo co działo się wcześniej, skąd wzięli się ludzie ze srebrną krwią i czy podział na Srebrnych i Czerwonych istniał od początku. To, co autorka mocno zaznacza, to wątek nierówności społecznych i walki o sprawiedliwość. W momencie akcji od stu lat trwa wojna, na której zmuszeni są walczyć Czerwoni, gdy tylko skończą 18 lat i nie znajdą do tego czasu zatrudnienia, o które bardzo trudno. Mare pogodziła się z tym, że w ciągu kilku miesięcy dołączy do swoich braci na froncie. Zwykli ludzie nie mają lekko - są traktowani przez Srebrnych jak tania siła robocza i mięso armatnie. W opisach sytuacji Czerwonych, ucisku ze strony Srebrnych możnowładców, wiejącej zewsząd biedy i ciągłego życia w strachu, widziałam kolor brudnego brązu. Jest to raczej dystopijna wizja, jednak mimo wszystko określiłabym tę książkę po prostu jako młodzieżową fantastykę. 

Gdy całkowicie przypadkowo ujawniają się umiejętności Mare, wszystko się zmienia. Na swoje nieszczęście przebywała w tym czasie na królewskim dworze, a król i królowa  za wszelką cenę próbują ukryć jej pochodzenie. Sam temat  nadprzyrodzonych mocy nie jest jakoś szczególnie rozwinięty, są po prostu dziedziczne. Czasem wspomniana jest jakaś umiejętność, by potem już się nie pojawić. Dość dziwnie zostali też nazwani Srebrni władający konkretną mocą i po polsku niezbyt dobrze to brzmi: Psychik, Siłacz, Zieleniec, Żeleziec, Wodniak... I do tego nazwa kraju, z którym walczy Norta - Lakelandia. Mało to poważne i początkowo, zanim się przyzwyczaiłam, przewracałam oczami, gdy te nazwy się pojawiały. 

Opisywane wydarzenia widzimy z perspektywy Mare, która jest idealistką i chce zmieniać świat. Jest jednak bardzo młoda, a przez to mocno naiwna. Nie widzi, że w tej grze jest tylko pionkiem i tak naprawdę to nie ona kontroluje sytuację. O ile nie czepiałabym się zbytnio jej niedojrzałości - trudno przecież jej oczekiwać po tak młodej i nieznającej zasad wyższych sfer bohaterce - o tyle nie potrafiłam zrozumieć naiwności i lekkomyślności Szkarłatnej Gwardii, czyli ruchu oporu. Ich działania wydawały się momentami strasznie nieprzemyślane i nie wydaje mi się, żeby taki efekt chciała uzyskać autorka. Mam wielką nadzieję na rozwój Mare w kolejnych tomach, w końcu jest to pierwsza część serii i jeszcze wiele może się wydarzyć. Na razie jednak w jej wyobrażeniach o rewolucji i świecie dostrzegłam kolor pastelowego różu - odcień naiwności i niedojrzałości. Ale nie mogę odebrać tego, że główna bohaterka chce walczyć o wolność i sprawiedliwość, buntuje się, na swój sposób działa, choć czasem pokłada ufność nie w tych osobach co trzeba. Jest tu kolor czerwony, kolor jej krwi. A to, co wydarzyło się na końcu powieści? Łał. 

Plusem było dla mnie to, że akcja nie skupia się głównie na romansie, a tak właściwie prawie go tu nie ma. W pewnym momencie pojawia się jednak sugestia, że uczucia jednego z bohaterów są bardzo silne, ale dla czytelnika jest to kompletnie niezrozumiałe. Dziwi też trochę to, jak autorka opisuje książęta, Cala i Mavena, czasami jednego z nich zbytnio wychwalając, przez co od razu czułam podejrzliwość do jego intencji (ale do końca nie wiedziałam czy to celowy zabieg autorki). Koniec końców, to, co się wydarzyło, tylko potwierdziło mój sceptycyzm co do Szkarłatnej Gwardii i jej decyzji. Do tego w samej Mare musi być coś wyjątkowo przyciągającego, bo pojawia się aż trzech bohaterów darzących ją sympatią, chociaż jako czytelnicy nie do końca dowiadujemy się dlaczego tak jest. I tu pojawia się minus: niektóre wątki nie zostają rozwinięte tak jak należy. Czasem autorka skupia się nie na tym, co trzeba, żeby jej historia stała się jeszcze ciekawsza. Bywa, że akcja jest zbyt spokojna i mało interesująca. 

Mogłabym powiedzieć, że powieść nie wzbudza większych emocji, ale nie zrobię tego ze względu na to, co działo się w ostatnich kilku rozdziałach. Przeczytałam je dosłownie jednym tchem! Przyzwyczajona do dość łagodnego przebiegu fabuły nie spodziewałam się takich intensywnych, brutalnych wydarzeń. Szczerze, byłam w szoku. Tymi scenami książka zasłużyła na kolor czerwony. 

Myślę, że "Czerwona Królowa" jest godna polecenia dla nastoletnich czytelników lub osób szukających czegoś w stylu połączenia "Igrzysk Śmierci" z "Rywalkami" i "Dotykiem Julii". Jest przyjemna w odbiorze, niezbyt skomplikowana, ale przez to raczej nie zostanie w mojej pamięci na długo. Zainspirowała natomiast zwycięzców piątej edycji Must Be The Music - Tylko Muzyka do napisania piosenki. Utwór duetu Peter&Jacob, którego teledysk jest trailerem do książki, zamieszczam poniżej.





ZNALEZIONE KOLORY


Według mnie ta książka jest w kolorze brudnego brązu (nierówność społeczna, bieda), pastelowego różu (naiwność i lekkomyślność bohaterów) i czerwieni (bunt, intensywność wydarzeń w końcowych rozdziałach).

To była recenzja książki "Czerwona Królowa" autorstwa Victorii Aveyard wydanej przez wydawnictwo Otwarte (Moondrive) w przekładzie Adriany Sokołowskiej-Ostapko. "Czerwona królowa" to pierwszy tom serii Czerwona Królowa. Książka papierowa, wydanie pierwsze, Kraków 2015. Oryginalny tytuł powieści to "Red Queen".

Książka została wydana także przez wydawnictwo MAG pod tym samym tytułem.


Dodaj komentarz