Są filmy. które po seansie rozkłada się na czynniki pierwsze - analizuje się ich konstrukcję, szuka ukrytych symboli czy kontekstów kulturowych. Kimi no Na wa. daje do tego mnóstwo przestrzeni. A jednak po obejrzeniu tej animacji nie miałam w sobie szczególnej potrzeby, żeby analizować. Miałam za to poczucie, że obejrzałam coś, co mnie poruszyło. I chyba właśnie od tego chciałabym zacząć, bo Kimi no Na wa. jest dla mnie jednym z tych filmów, o których łatwiej powiedzieć "coś we mnie zostawił", niż dokładnie wyjaśnić, co to takiego było. Do teraz, gdy myślę o niektórych kadrach, mam gęsią skórkę i sama nie wiem, czy to zasługa estetycznego piękna tych obrazów, czy po prostu czystej emocjonalnej siły tej historii.
Uwaga: spoilery

W przypadku tego anime sam opis fabuły to za mało - żeby naprawdę je docenić, trzeba spojrzeć na nie jako na całość, otworzyć głowę na kulturę i tradycję Japonii.
Można powiedzieć, że jest to historia dwojga młodych ludzi, których dzieli odległość i których los w dość niezwykły sposób zaczyna ze sobą splatać. Można wspomnieć o zamianie ciał, o czasie, o symbolach, o miejscach, których nie da się tak po prostu ze sobą połączyć, i o wydarzeniach, które sprawiają, że początkowo lekka historia zaczyna mieć zupełnie inny wymiar. Tylko, że kiedy wymieni się wszystkie te elementy, Kimi no Na wa. zaczyna brzmieć jak skomplikowana łamigłówka. A przecież podczas oglądania wcale nie miałam poczucia, że to film, który chce mi coś logicznie wytłumaczyć. Historia jest tutaj oczywiście bardzo ważna, ale anime nie buduje swojej siły wyłącznie nia niej. Najpierw czujemy, dopiero później próbujemy zrozumieć.
Tęsknota pojawia się zanim potrafimy ją nazwać
Wydaje mi się, że właśnie tęsknota jest jednym z najważniejszych uczuć, jakie Kimi no Na wa. próbuje przekazać. I nie chodzi nawet o zwykłą tęsknotę za kimś, kogo dobrze znamy i z kim świadomie chcemy być. Tutaj jest w niej coś znacznie bardziej nieokreślonego. Trochę tak, jak wtedy, gdy budzimy się po bardzo intensywnym śnie. Przez pierwsze kilka sekund jesteśmy jeszcze w środku tego świata i jesteśmy pewni, że wydarzyło się w nim coś ważnego. Czujemy to bardzo wyraźnie, tylko nie potrafimy już odtworzyć szczegółów. Pamiętamy jakieś obrazy, może pojedynczy głos albo miejsce, ale im dłużej próbujemy sobie przypomnieć, tym bardziej wszystko się rozmywa. Zostaje samo uczucie.
Właśnie z czymś takim kojarzy mi się Kimi no Na wa.. Jest w tym filmie bardzo ciekawe poczucie szukania czegoś, czego nie potrafmy do końca nazwać. Bohaterowie nie mają pełnej świadomości tego, co ich łączy i dokąd właściwie prowadzi ich ta relacja. My również nie dostajemy wszystkich odpowiedzi, a nawet gdy już je znamy, często wciąż są niejasne. I chyba dzięki temu zaczynamy odczuwać tę samą niepewność.

Ta niepewność bardzo szybko skupia się wokół jednego motywu - imienia. Imię większości z nas zdaje się być czymś absolutnie zwyczajnym; słowem, którym zwracamy się do konkretnej osoby, czymś, co pozwala ją nazwać i odróżnić od innych. Ale imię jest przecież również częścią naszej tożsamości. Dostajemy je od opiekunów, nosimy przez całe życie i właśnie za jego pomocą przedstawiamy się światu. W kulturach azjatyckich, a w tym przypadku w Japonii, sposób nadawania i używania imion bywa przy tym mocniej związany z rodziną, relacjami społecznymi, znaczeniem znaków i życzeniami, które mogą zostać zapisane w samym imieniu. Ten sposób patrzenia na imiona sprawił, że zaczęłam zwracać uwagę na to, jak dużo mogą one znaczyć poza samym brzmieniem. W filmie imię przestaje być po prostu słowem. Staje się dowodem na istnienie drugiej osoby, czymś, co pozwala powiedzieć: "wiem, że jesteś, wiem kim jesteś". Kiedy imię rozmywa się w pamięci, pojawia się przerażenie, że wraz ze słowem znika sam człowiek.
Naprawdę fajnie oddaje to sam tytuł anime, który nabrał dla mnie zupełnie innego znaczenia, kiedy zobaczyłam całą historię. W tłumaczeniu przyjęło się proste Your Name., ale w oryginale - Kimi no Na wa. - zdanie kończy się partykułą wa. Zostawia ona w powietrzu zawieszone pytanie" "Twoje imię to...?", czekając na odpowiedź, próbując uchwycić coś, co za chwilę może wymknąć się z pamięci.

To niedopowiedzenie osiąga swój punkt kulminacyjny w magicznej chwili zmierzchu - kataware-doki. Świat na ułamek sekundy uchyla granice i pozwala bohaterom wreszcie stanąć naprzeciwko siebie. Żeby jednak w pełni poczuć ciężar tej sceny, trzeba pamiętać całą wcześniejszą drogę Takiego: podróż w nieznane na podstawie własnych szkiców, poszukiwania i moment, w którym odkrył, że miasteczko zostało zniszczone trzy lata temu, a Mitsuha zginęła. Znamy całą jego rozpacz i determinację. W tym właśnie momencie, trzymając jej dłoń w uciekających chwilach zmierzchu, ma tylko jedną szansę, by zostawić ślad - napisać swoje imię, które pozwoli jej go odnaleźć. Wtedy robi coś, co uważam za jedną z najbardziej romantycznych, a zarazem najbardziej łamiących serce scen. Zamiast napisać, kim jest, pisze jej na dłoni: "Kocham cię".
Myśląc logicznie, Taki zmarnował szansę, a jego gest nie pomoże w poszukiwaniach. Ale z perspektywy emocji to przepiękny moment. Po wszystkim co przeszedł, w obliczu znikającego świata, ważniejsze od własnej tożsamości staje się dla niego wyznanie tego, co czuje. Jest w tym coś bardzo prostego i bardzo rozpaczliwego zarazem. Jakby próba pozostawienia po sobie dowodu: "pamiętaj o mnie".


Piękne obrazy to nie wszystko
Są filmy, które opowiadają o emocjach. Kimi no Na wa. potrafi je wywołać.
To jest chyba największa różnica, jaką widzę między zwykłym opowiedzeniem o emocjach a sposobem, w jaki robi to ten film. Shinkai Makoto bardzo często nie musi mówić wprost, co powinniśmy czuć. Zamiast tego daje nam obraz, muzykę, światło albo dłuższą chwilę, w której właściwie niewiele się dzieje. To działa na mnie znacznie mocniej niż sytuacja, w której bohater mówi wprost, że jest smutny albo samotny.
Kimi no Na wa. jest zresztą animacją, którą wyjątkowo mocno pamiętam właśnie obrazami. Niektóre sceny zostały mi w głowie nie dlatego, że wydarzyło się w nich coś przełomowego, ale dlatego, że miały konkretną atmosferę. Kolor nieba, światło, sposób pokazania miasta, cała przestrzeń wokół bohaterów - wszystko to sprawia, że emocje nie są tylko elementem historii. Stają się częścią samego świata filmu.
Myślę, że to z tego powodu tak trudno mi powiedzieć, co dokładnie sprawia, że niektóre momenty tego filmu tak mocno na mnie działają. Gdybym miała je opisać samymi słowami, prawdopodobnie straciłyby połowę swojego uroku. To nie jest tylko kwestia tego, co widzimy, ale też tego, jak zostaje to pokazane. A ta animacja jest pod tym względem zachwycająca.
"Wreszcie"
Finał tej historii jest tak poruszający przede wszystkim dlatego, że przez cały film zostajemy przygotowani na pewne emocje. Ktoś powie, że w scenie na schodach bohaterowie po prostu w końcu się spotykają, ale dla mnie to zdecydowanie za mało. Kiedy doszłam do tego momentu, miałam wrażenie, że przez całą drugą połowę filmu sama czekałam razem z nimi. Całe to napięcie, wszystkie próby przypomnienia sobie czegoś, czego nie da się już do końca uchwycić, prowadzą właśnie tam.
Dopiero wtedy poczułam, że mogę odetchnąć.
Gdy pomyślę o drugiej połowie Kimi no Na wa. mam gęsią skórkę. Nie potrafię wskazać jednego prostego powodu dlaczego. Oczywiście mogę mówić o pięknych kadrach, muzyce, symbolice, konstrukcji historii czy relacji bohaterów. Mogę analizować poszczególne sceny i szukać ich znaczeń. Ale pod tym wszystkim zostaje we mnie przede wszystkim poczucie, że obejrzałam coś, co naprawdę mnie poruszyło.
Kimi no Na wa. dotyka najbardziej podstawowych ludzkich lęków: tego, że możemy kogoś stracić, że czas zabierze nam to, co ważne, i wreszcie niepokojącego pytania - "co zostaje z człowieka, kiedy zaczynamy o nim zapominać?" Dlatego nie potrafię traktować tego anime po prostu jako ładnej historii z ciekawą pętlą czasową. To przede wszystkim przypomnienie tego, jak silna jest w nas potrzeba, by pamiętać i być pamiętanym.
"Kimi no Na wa. - film anime, który warto obejrzeć", Karolina Szendera na stronie naekranie.pl, https://naekranie.pl/artykuly/kimi-no-na-wa-film-anime-ktory-warto-obejrzec
"Your Name. Review & Analysis. The deeper meaning of Your Name and its cultiual threads", Robyn Syversen na stronie JCA (Japan Cinema Archives), https://www.jcablog.com/post/your-name-review-analysis
"Polski rysownik w Japonii - czyli wywiad z Mateuszem Urbanowiczem", Nikorin na stronie IGN Polska, https://pl.ign.com/anime/5286/polski-rysownik-w-japonii-czyli-wywiad-z-mateuszem-urbanowiczem
Dodaj komentarz