Pod taflą - Louise O'Neill

 „Mała Syrenka” to moja ulubiona baśń z dzieciństwa. Z wielkim entuzjazmem zapragnęłam więc poznać powieść Louisy O'Neill, czyli historię bardzo mocno inspirowaną tym znanym motywem. Książka „Pod taflą” okazała się jednak zaskakująco... mroczna i radykalna. 


Okładka książki "Pod taflą"



Muirgen, najmłodsza i najładniejsza z sześciu córek Władcy Mórz, żyje w świecie, gdzie jej jedynym zadaniem jest zachwycanie ojca urodą i śpiewem. Mimo że jej matka zginęła z rąk ludzi, syrenka marzy o wypłynięciu na powierzchnię, co staje się możliwe dopiero w dniu jej piętnastych urodzin. Gdy w końcu dociera do świata ludzi, ratuje z katastrofy statku młodego mężczyznę i natychmiast traci dla niego głowę. Chcąc uciec przed surowymi zasadami ojca oraz widmem małżeństwa z okrutnym, podstarzałym trytonem, Muirgen decyduje się na desperacki krok: oddaje swój głos Morskiej Wiedźmie w zamian za nogi, wierząc, że na lądzie odnajdzie upragnioną wolność i miłość. 


Sądzisz, że żyję w Cienistych Krainach, ponieważ lękam się jego siły? Nie, maleńka. Żyję w ciemności, gdyż tutaj mogę być prawdziwą sobą. A nie ma nic ważniejszego dla kobiety niż bycie sobą.


Im więcej czasu mija, odkąd przeczytałam tę książkę, tym bardziej dostrzegam, że jej przesłanie niekoniecznie jest takie, jak myślałam na początku. Feministyczne idee, którymi raczy nas autorka, pokazują moim zdaniem rzeczywistość w krzywym zwierciadle - zupełnie inną niż jest i przez to krzywdzącą dla płci przeciwnej. Ale zacznę od początku. 

„Pod taflą” to baśń o Małej Syrence opowiedziana na nowo, w której widziałam podobieństwa zarówno do oryginału Andersena, jak i do animacji Disneya. To połączenie dało całkiem ciekawy efekt, choć niestety nie taki, jakiego się spodziewałam. Dawno nie spotkałam się z tak wielkim kontrastem między piękną okładką a tym, co znalazłam w środku. Powieść jest mroczna i przerysowana w swoich poglądach do tego stopnia, że staje się niesprawiedliwa dla mężczyzn. 

W tej książce właściwie nie ma pozytywnych postaci męskich. No dobrze, jest jedna, przyjaciel ukochanego głównej bohaterki, ale stanowi on tak małą przeciwwagę do reszty, że prawie się go nie zauważa. Jakże się cieszyłam, kiedy się pojawiał, bo oznaczało to, że jednak nie wszyscy mężczyźni to okrutni tyrani nieszanujący i bojący się kobiet. Właśnie takie wnioski można było wysnuć podczas czytania tej powieści. I to chyba najbardziej ciążyło mi, kiedy poznawałam historię: ta nachalność właśnie. Nie chcę przez to powiedzieć, że poruszane tu problemy nie są ważne. A znajdziemy tu tematy takie jak tyrania, gwałt, molestowanie, poniżanie kobiet. To ważne by o tym mówić, ale nie w taki sposób. To kłóci się z ideą prawdziwej równości i obraża. Wystarczyłoby, gdyby autorka lepiej wykorzystała postać Geaorge'a, jedynego "sprawiedliwego" wśród mężczyzn. Plusem natomiast jest pokazanie siły kobiecości, zachęcanie kobiet do bycia paniami swojego losu i jednoczenia się z innymi kobietami. Najzwyczajniej w świecie inspiruje do wzięcia spraw we własne ręce.  

Dlatego przypisałabym tej powieści dwa kolory. Pierwszy to mroczny granat, barwa głębi oceanu, w której Muirgen czuje się osaczona i uwięziona. Drugi to ciemna czerwień - z jednej strony symbolizująca ból i przemoc, jakiej doświadczają kobiety, a z drugiej będąca dla mnie „kolorem ostrzegawczym”. Podczas lektury czułam tę czerwień jako lampkę alarmową; sygnał, że autorka idzie o krok za daleko, kreując świat, w którym nie istnieje „dobry mężczyzna”. Uważam, że takie uogólnienie jest po prostu toksyczne i nieprawdziwe.  

Jeśli chodzi o samą fabułę, jest ona bardzo podobna do baśniowej inspiracji, więc niewiele może nas tu zaskoczyć. Autorka nadała jednak historii nowego znaczenia. Świat nie jest pokazany w różowym świetle; Muirgen żyje w miejscu, gdzie liczy się tylko wygląd syren, a one same mają nie potrafić samodzielnie myśleć. Na tym tle najlepiej wypada Morska Wiedźma, pewna swoich przekonań i akceptująca siebie - to chyba najlepsza postać w powieści. 

Muszę przyznać wprost: ta książka mi się nie podobała. Oryginalna „Mała Syrenka” to baśń o poświęceniu i romantycznej miłości. Louise O'Neill pokazuje jednak, jak bezsensowne było postępowanie syreny. Muirgen oddała swój głos i cierpiała przy każdym kroku tylko po to, by jej ukochany okazał się zupełnie inny, niż go sobie wyobrażała. Jej trudy poszły na marne, co skłania raczej do realistycznego, a nie romantycznego patrzenia na świat. Bohaterka, która walczyła o swój głos w świecie, oddała go, by rozkochać w sobie człowieka, którego nawet nie znała. Cała historia podążyła jednak w zupełnie innym kierunku. I choć bardzo podobało mi się, jak autorka wykorzystała symbolikę imion Muirgen i Gaja (imię morskie i ziemskie), pokazując przemianę emocjonalną syreny, to nie uratowało to mojej końcowej oceny. „Pod taflą” na pewno nie poleciłabym romantyczkom ani bardzo młodym odbiorcom. To książka dla czytelniczek twardo stąpających po ziemi, dla buntowniczek. Kiedy patrzę na okładkę, niemal zapominam o jej treści. Niemal.


 𓂃𓂃 

 Według mnie ta książka jest ciemno granatowa (dusząca głębia oceanu) i ciemno czerwona (cierpienie kobiet, toksyczność poglądów) 

 𓂃𓂃 


To była recenzja książki "Pod taflą" autorstwa Louise O'Neill wydanej przez wydawnictwo We need YA w przekładzie Andrzeja Goździkowskiego. Książka papierowa, wydanie pierwsze, Poznań 2019. Oryginalny tytuł powieści to "The Surface Breaks: A reimagining of The Little Mermaid".




Dodaj komentarz