sobota, 20 grudnia 2014

92. "Przeminęło z wiatrem" Margaret Mitchell


Książkę Margaret Mitchell chciałam przeczytać od bardzo dawna. Nie wiedziałam czego mam się po niej spodziewać, ale zbierała tak pozytywne recenzje, że nie mogłam się oprzeć i przeczytałam "Przeminęło z wiatrem" prawie jednym tchem. Co mogę o niej powiedzieć?


"Mimo wszystko, życie się dzisiaj nie kończy"

Scarlett O'Hara jest córką zamożnego plantatora bawełny w Georgii. Jest ulubienicą nie tylko swoich rodziców, ale również wszystkich kawalerów w okolicy. "Scarlett O'Hara nie była piękna", ale umiała wykorzystać cały swój czar i urok i osiągnąć to, co sobie zamierzyła. Jest dumna, uparta, rozpieszczona i dbająca tylko o swój interes. Ale nie wszyscy umieją to dostrzec.

"Życie nie jest obowiązane dawać nam to, czego oczekujemy. Bierzemy to, co nam daje i jesteśmy wdzięczni, że nie jest jeszcze gorzej"

Dziewczyna od dawna jest zakochana w Ashleyu Wilkesie i czeka na jego oświadczyny. Jest tak pewna swego, że kiedy dowiaduje się o zaręczynach ukochanego z Melanią Hamilton nie wierzy własnym uszom. Jednak nadal jest przekonana o tym, że Ashley ją kocha - nawet, a zwłaszcza wtedy, gdy odrzuca jej zaloty.

"Nawet najbardziej nieśmiertelna miłość może się wyczerpać"

Chcąc zrobić na złość innym i ukarać Ashleya, Scarlett wychodzi za mąż za brata Melanii - Charlesa. W niedługim czasie zostaje wdową, co jest dla niej udręką, ponieważ nie może oddać się swoim ulubionym zabawom i flirtowaniu z powodu żałoby - mimo że takowej nie odczuwa, gdyż nie kochała Charlesa ani trochę. Przenosi się do Atlanty, gdzie pozbawiona nadzoru swojej matki nie zważa na plotki i złą reputację jaką sobie buduje. Kiedy wybucha wojna, Scarlett nie odczuwa jej okrucieństwa. Jednak po jej zakończeniu największym celem w życiu bohaterki staje się uratowanie swojego rodzinnego majątku - Tary. Jak dużo jest w stanie poświęcić dla ukochanej ziemi? Czy dostrzeże swoje prawdziwe uczucia?

Mogę śmiało to powiedzieć - Margaret Mitchell stworzyła niezaprzeczalnie jedną z niewielu książek, które zawsze będę uważała za arcydzieła. To niesamowite, że 'zwykła' opowieść może tak wiele wnieść do naszego życia. A "Przeminęło z wiatrem" z całą pewnością wkroczyło w moją codzienność i nieźle w niej namieszało. Dopiero wtedy dostrzegłam, że od dawna mi tego brakowało.

Kiedy tylko odebrałam przesyłkę w jednej z księgarni czułam wielkie podekscytowanie, które wcale nie mijało, wręcz przeciwnie. Wiedząc jak obszerna jest to powieść nie rezygnowałam, ale trochę zwątpiłam w swoje możliwości - byłam przyzwyczajona do lektur na jeden, góra dwa wieczory, a tu miałam przed sobą prawie 900-stronicowe dzieło, w dodatku napisane bardzo malutką czcionką. Muszę to przyznać, męczyłam się przy pierwszych rozdziałach. Ale im dalej zagłębiałam się w treść, tym bardziej nie mogłam uwolnić się z sideł, w które z własnej woli się złapałam. "Przeminęło z wiatrem" było ciągle obecne w moich myślach, nie mogłam zrobić niczego bez rozmyślania o bohaterach tej książki. Aż w końcu ją przeczytałam. I poczułam samozadowolenie i satysfakcję - coś, czego nie czułam od ponad pięciu lat. Pomijając ogromnego kaca książkowego, czułam się szczęśliwa. Najprawdopodobniej dzięki jednemu z najlepszych zakończeń, jakie dane mi było przeczytać - jednocześnie wstrząsającego i smutnego, a z drugiej strony niosącego nadzieję na lepsze jutro.

Piszę tę recenzję po prawie trzech miesiącach od przeczytania "Przeminęło z wiatrem" i mogę spojrzeć na niektóre sprawy z pewnego dystansu. Czy moje odczucia zmieniły się choć odrobinę przez ten czas? Chyba można uznać to za pytanie retoryczne :) Nie - nie zmieniły się ani trochę. Oczywiście, trochę wyblakły, zatarły się, ale nie uległy zmianie. W każdym momencie, kiedy tylko moje myśli zaczną krążyć wokół dzieła Margaret Mitchell serce zaczyna szybciej bić, a na twarzy pojawiają się rumieńce podekscytowania. Czy to nie jest najlepszy dowód na to, co zrobiła ze mną Mitchell? :)

"Przeminęło z wiatrem" to jedyne dzieło napisane przez panią Margaret, nad którym pracowała bardzo długo. Do sukcesu powieści przyczynił się film reżyserii Victora Fleminga. Książka niemal natychmiast stała się jedną z najczęściej czytanych w historii literatury i do dzisiaj nie traci zainteresowania czytelników na całym świecie. Spotkałam się z opinią, że ekranizacja jest o niebo lepsza od pierwowzoru. Zapewniam Was, że to nieprawda - powieść bije ją na głowę. Tylko poprzez przeczytanie lektury poznajemy prawdziwe charaktery i motywy postępowania postaci, znamy ich historię, to jak ich losy zmieniają się podczas wojny. Mamy przed sobą całokształt.

Zacznę może od bohaterów... Nie spotkałam się jeszcze z tak dobrze wykreowanymi charakterami - i mam na myśli wszystkich bohaterów tej powieści. Dokładność Margaret Mitchell może czasami nużyć, ale jeśli cierpliwie przeczytamy wszystko, co ma nam do opowiedzenia na początku, potem z pewnością to docenimy. I kiedy stanie się coś złego, zdamy sobie sprawę, że będzie nam brakować tej postaci, mimo że pojawiła się tylko kilka razy. I przeżyjemy to niemal osobiście... Tak, nie spotkałam się jeszcze z takimi charakterami :)

Główną bohaterką jest Scarlett O'Hara, Jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w literaturze i wpisała się w niej na stałe. Któż nie słyszał chociażby jej nazwiska? Scarlett jest córką bogatego plantatora bawełny na Południu, Jest przyzwyczajona do luksusów, jest uwielbiana przez wszystkich chłopców w okolicy i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Scarlett jest niedokształcona, nie umie analizować i patrzeć na świat oczami innych. Jej ulubionymi zajęciami są flirtowanie i chodzenie na przyjęcia. Ale to dodaje jej tylko więcej uroku w oczach dżentelmenów. Pannę O'Hara poznajemy jako 16-letnie dziewczątko, które prawie nic nie wie o życiu. Z czasem widzimy jej przemianę. Bohaterkę trudno jest czasami polubić, ale nie jest to negatywna postać. Szacunek w czytelniku wzbudza jej odwaga i wytrwałość, nie przejmowanie się przeszłością, która czasami jest dla niej zbyt bolesna, ale skupienie się na teraźniejszości. Już od samego początku wiedziałam, że Scarlett jest postacią, która nie pasuje do czasów, w jakich przyszło jej żyć i wyprzedza je o kilkadziesiąt lat. Nie da się jej zapomnieć.

Nie zapomnę także Rhetta Butlera. Jest  to tak złożona osobowość, że nawet teraz nie jestem pewna jakim człowiekiem jest naprawdę. Do tej pory myślałam, że mam już ulubionego bohatera literackiego. Ale po "Przeminęło z wiatrem" bezpieczne pierwsze miejsce pana Darcy robi się coraz mniej pewne ;) Rhett otwarcie mówi o sobie, że jest 'łotrem', przez co nie można go w żaden sposób urazić. Wie, że wszystko złe, co można o nim powiedzieć jest prawdą. Jest egoistą, dba tylko o swoje interesy i wygodę, często współpracuje z wrogiem, przez co inni nazywają go zdrajcą. Jest niezwykle przedsiębiorczy i trzeźwo widzi swoje szanse i porażki. Nie oślepia go patriotyzm i duma Południowców. Nie obchodzi go to, co o nim mówią, bo już dawno stracił reputację. Ale Rhett ujawnia swoją drugą twarz, w miarę jak akcja się rozwija. Nadal jest łotrem, ale jednocześnie nie sposób jest go nie uwielbiać. Jego prawdziwe intencje poznajemy dopiero na końcu powieści, kiedy dla jednej krótkowzrocznej damy jest już za późno.  

Zdecydowanie moją ulubioną postacią kobiecą jest Melania Hamilton. Jeśli ta postać pojawiłaby się w jakiejś innej powieści z pewnością byłaby nudną szarą myszką, na którą czytelnik nie zwróciłby żadnej uwagi. Ale nie stało się tak w tym przypadku. To niemożliwe, że Mitchell tak doskonale oddała charakter tej postaci. Melania, którą na początku postrzegamy tak, jak ją widzi Scarlett, czyli mdłą, niezbyt urodziwą dziewczynę, która ukradła jej ukochanego Ashleya, z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej się kształtuje, pokazuje swoją odwagę, szlachetność i dobroć. To przykład bohatera, z którego bez wątpienia można brać przykład, a jednocześnie nie jest dla nas obojętny. 

Mogłabym opowiadać w nieskończoność o postaciach z powieści Margaret Mitchell. Zostali jeszcze przecież Ashley, Gerald, Ellen, Tarletonowie, itd., ale nie ma na to czasu, ani miejsca. Powiem więc teraz o czym jest ta powieść. Otóż powszechnie mówi się, że "Przeminęło z wiatrem" to 'romans wszech czasów'. Tak naprawdę "Przeminęło z wiatrem" niewiele ma wspólnego z romansem. Jeśli miałabym oceniać książkę tylko przez pryzmat ekranizacji to owszem, byłaby melodramatyczna. Ale na całe szczęście powieść to nie film :) Wątek miłosny pojawia się w tej książce - najpierw widzimy młodzieńcze uczucie Scarlett do Ashleya, które staje się wręcz niezdrowe, potem na scenę wkracza Rhett, który otwarcie mówi, że nie kocha Scarlett i nie nadaje się do małżeństwa. Ale choć poznajemy akcję dając się prowadzić Scarlett, to okazuje się, że nie miłość jest tu najważniejszym poruszanym problemem. Stwierdzenie, że "Przeminęło z wiatrem" to romans jest po prostu niesprawiedliwe i nie oddaje w pełni klasy i znaczenia powieści.

O czym jest więc "Przeminęło z wiatrem"? Jest to powieść o dorastaniu, o zmianach i wyrzeczeniach, o odwadze, sile i wytrwałości. O tym, by nie poddawać się i walczyć, o sile ducha i nieugiętej woli walki. Czytając powieść jesteśmy świadkami przemiany, jaka się dokonuje w bohaterach. Na przykład Scarlett, która jest tylko rozpieszczoną, samolubną dziewczynką staje się kobietą doświadczoną przez los, którą zahartowały niewygody i cierpienia, która zrobi wszystko, żeby uratować Tarę. Czy podjęłaby się tego wszystkiego kilka lat wcześniej? Zapewne nie i to w tym wszystkim jest najważniejsze.

Już na koniec wspomnę jeszcze o tym, jak wielkie znaczenie dla zrozumienia akcji ma tło wydarzeń. Na początku czułam się znużona opisami, które ciągnęły się czasami bardzo długo, nakreślaniem sytuacji politycznej Południa i tego jaki wpływ miała na wszystko wojna secesyjna i pierwsze lata po jej zakończeniu. Ale potem zdałam sobie sprawę, że czytam to wszystko z zainteresowaniem. Zauważyłam, że los bohaterów zmieni się wraz z tymi wydarzeniami i próbowałam przewidzieć jakie będą to zmiany. Tło historyczne tak naprawdę nie było tylko tłem, ale uzupełniało akcję, było jakby osobną opowieścią, która przenika się z losami Scarlett i innych bohaterów. Pierwszy raz tak bardzo wciągnęłam się i zaciekawiłam historią - przecież ja nie znoszę historii! A o wojnie secesyjnej wiedziałam tylko tyle, że taka była :P Teraz widzę wszystko wyraźniej.

"Przeminęło z wiatrem" stało się dla mnie inspiracją i pokazuje mi jak mam postępować. Jeszcze nigdy tak silnie nie odczułam nauki, jaka płynie z przeczytanej powieści. Pierwszy raz zaczęłam uczyć się na błędach bohaterów i doceniać to, co miałam zaszczyt przeczytać. Czy polecam "Przeminęło z wiatrem"? Jak mogłoby być inaczej po takiej recenzji? :) Książkę polecam każdemu, nieważne ile ma lat i jakiej jest płci. Jeżeli jeszcze nie znacie opowieści Margaret Mitchell nadróbcie zaległości. Oceniam na 6/6
 

tytuł: "Przeminęło z wiatrem"
autor: Margaret Mitchell
wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
rok wydania: 1936 (w Polsce 1939)
ilość stron: 880

WYZWANIA: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu!, Czytam opasłe tomiska, Z listą BBC

17 komentarzy:

  1. recenzje PZW nigdy mi się nie znudzą ♥
    przeczytałam książkę po raz pierwszy w wieku 13 lat, teraz zamierzam sięgnąć po nią po raz trzeci, ale jeśli miałabym zsumować pojedyncze ulubione rozdziały, czytane tysiące razy, w najgorszych chwilach - to byłby chyba z pięćdziesiąty raz. no cóż, powiedziałaś wszystko, co najważniejsze. to najpiękniejsza historia na świecie, zawsze dla mnie taka będzie. ale jednak dla mnie, mimo wszystko, jest to romans. wojna, wytrwałość, przetrwanie, determinacja... ale jednak miłość - wg mnie - gra tu pierwszą rolę. no i jednak Scarlett bije Melanię na głowę w moich oczach. stuprocentowe pogodzenie się z rzeczywistością, łagodność, życie bez większych namiętności, choćby i bezapelacyjna dobroć - to nie dla mnie. a Scarlett, chociaż w niektórych momentach nienawidziłam jej z całego serca, i to się nie zmienia niezależnie od tego, który raz bym książki nie czytała - to ją podziwiam i kocham. a te momenty nienawiści chyba to potwierdzają. Rett... jego kocham inaczej. mniej niż Scarlett. on nie przeszedł tyle co ona, bogatemu zawsze jest łatwiej. mogę tak bez końca, całymi nocami kartkować ulubione sceny, jak ta początkowa - z dzbankiem, czy ofiarowaniem kapelusza, wenty, i końcowej... i bez końca gadać o tym, wszystkim. pod tym względem jestem jak świadek jehowy - swojego czasu chodziłam od człowieka i człowieka i namawiałam do przeczytania! i namówiłam nawet parę osób, które też pokochały historię O'Hary. nie da się inaczej. i zgadzam się, ekranizacja jest o wiele gorsza. tam Scarlett wychodzi jak zimna suka, w książce jest odrobinę inaczej.
    aaaah, piękna historia, naprawdę. zrobiła mi życie, poważnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak miło mi czytać twój komentarz :) Zazdroszczę ci, że przeczytałaś tę powieść tyle razy, ja nieprędko się znowu za to wezmę, głównie dlatego, że mam urwanie głowy :P Ale na pewno to jeszcze zrobię.
      Postać Scarlett również polubiłam bardzo. No ale, tak jak pisałam, nie da się opisać żadnego bohatera tej powieści w jednej recenzji, a zwłaszcza Scarlett. Chociaż irytowała mnie czasami jej niezdolność do analizy, to jednak ona najbardziej zapisała się w mojej pamięci po przeczytaniu "Przeminęło z wiatrem". Kiedy myślę "Przeminęło z wiatrem" pierwsze skojarzenie to Scarlett :P Ale Melania bardziej przemawia do mnie, może dlatego, że mój charakter jest bliższy charakterowi Melanii, niż Scarlett (ale mam też kilka cech tej drugiej) :P
      To niesamowita historia i nie mogę sobie wyobrazić tego, że mogłabym jej nigdy nie przeczytać :)

      Usuń
    2. ja też mam właściwie bliższy Melanii. bardziej przemawia do mnie Scarlett właśnie ze względu na to, że chciałabym mieć w sobie taką pasję, jak ona! : )

      Usuń
  2. Wersja filmowa - jak najbardziej tak. Książka - nie wiem czy się kiedyś odważę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podpisuję się obiema rekami pod recenzją. Kocham i ubóstwiam tę książkę! (nawet mam takie samo wydanie w domu. :)). I Rhett. To bez wątpienia mój ulubiony bohater literacki. Powieść przeczytałam pierwszy raz trzy lata temu, pól roku wcześniej ponownie do niej wróciłam. Mój zachwyt jeszcze się powiększył, bo więcej zrozumiałam. Naprawdę warto sięgnąć po to arcydzieło.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię tę książkę:) Kocham bohaterów. Cóż mogę więcej dodać? Mam nadzieję, że oglądałaś film, bo również warto:) Ostatnio leciało na tvn 7, ale się cieszyłam! Tak kocham ten film! Nawet mój mąż troszkę oglądał, choć udawał, że nie i stwierdził, że Rhett robi miny jak Joker i w sumie to prawda!! Meli i jej dobre serduszko i ten burak Ashley - i tak wszystkich ich uwielbiam, ale oczywiście Scarlett i Rhett są najlepsi:) Świetny jest ten fragment kiedy kończy się pierwsza część i Scarlett mówi, że już nigdy nie będzie głodna i słowa dotrzymuje;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam dawo, dawno temu po raz pierwszy i od tego czasu wracałam do tej książki niezliczoną ilośc razy

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam tę książkę. Czytałam kilkukrotnie tę cegiełkę i za każdym razem robi na mnie wrażenie. Płaczę, przeklinam, żałuję niespełnionej miłości.... Ta książka to arcydzieło :) Uwielbiam również jej ekranizację :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście mam w planach, ale jakoś tak ciężko mi się do niej zabrać, że w końcu będę musiała się do tego zmusić. Przeraża mnie liczba stron :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Taki klasyk, a ja nie przeczytałam... Jestem jedną z tych osob, które jakoś nie czują chęci do sięgnięcia po klasyki. Kto wie - może kiedyś się to zmieni?

    OdpowiedzUsuń
  9. Oglądałam film był wspaniały, muszę do niego wrócić. Ale na książkę też mam chęć, w końcu klasyk - należy go poznać!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze nie przeczytałam tej książki. Kiedyś zaczęłam oglądać ekranizację, ale stwierdziłam że najpierw muszę sięgnąć po papierową wersję. I do teraz nic nie zrobiłam w tej sprawie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam tę powieść! Uważam, że jest to absolutne arcydzieło. Ta książka sprawiła,że przez wiele dni nie potrafiłam myśleć o niczym innym, a teraz też często myślami do niej wracam. Wylałam przez nią mnóstwo łez. Gdyby każda książka była taka... "Przeminęło z wiatrem" jest przepełnione emocjami, a to tak cenię w książkach. Scarlett uwielbiam. Ma ona strasznie dużo wad, ale rzeczywiście się zmienia, poza tym ja zauważyłam także wiele jej zalet.

    OdpowiedzUsuń
  12. Scarlett to najbardziej irytująca i rozpuszczona bohaterka w historii literatury, ale właśnie za to ją kocham! Historia ta jest piękna i niezapomniana. Polecam wszystkim! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam cię za tę recenzję, serio ;p Podpisuję się rękami i nogami! ♥
    PZW jest mi bardzo bliskie, nie wiem dokładnie dlaczego, ale najprawdopodobniej przez to że tak łatwo przyszło mi zrozumieć Scarlett i w przeciwieństwie do samej autorki - nie uważam jej za aż tak skończenie głupią. po prostu patrzyła na świat inaczej i tak jak Rhett patrzyła najpierw na siebie, martwiła się najpierw o siebie . nie o innych.. i to właśnie sprawia że tak dobrze ich obojga rozumiem, bo sama jestem raczej egoistką. z drugiej strony Melania, nigdy nie czułam do niej sympatii, była zbyt dobra, zbyt miła, zaślepiona wręcz tą dobrocią... ale potem mi było przykro, i miałam łzy w oczach.. ;x Rhett to mój absolutny ideał, nieraz miałam ochotę walnąć Scarlett albo krzyknąć na nią żeby nie zachowywała się jakby miała klapki na ochach ;p albo jeszcze lepiej! wejść do książki! uhuhu ;d szkoda że to niemożliwe. :c
    ogólnie PZW jest książką mojego życia ♥
    pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz jest dla mnie zachętą do prowadzenia tego bloga. Każdy ślad jaki tutaj zostawicie sprawia, że jest mi ciepło na sercu. Zapraszam Was więc do komentowania, czytam każdą Waszą odpowiedź i jestem chętna do dyskusji. Chętnie odwiedzę również Wasze blogi :)

Jeżeli jesteś osobą anonimową, Ciebie też zachęcam do komentowania. To naprawdę bardzo miłe, kiedy widzę, że czytacie moje posty. Tylko nie zapominajcie się podpisać :P

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...