wtorek, 31 grudnia 2013

68. "CzarLa. Poszukiwacze" Tony DiTerlizzi


Każdy z nas dorasta i szuka swojego miejsca w świecie. Nie zawsze jest to proste i często spotykamy przeszkody na swojej drodze. Jednak kiedy zmierzamy do jasno określonego celu i nie poddajemy się, wkrótce nasza wędrówka przynosi nam odpowiedź. 

piątek, 27 grudnia 2013

67. "Dom tajemnic" Chris Columbus & Ned Vizzini


"Dom tajemnic" to powieść, która reklamowana jest jako 'książka reżysera Harry'ego Pottera'. Chris Columbus jest twórcą także takich filmów jak "Pani Doubtfire" i "Gremliny". Ned Vizzini to znany amerykański autor powieści dla młodzieży. Co mogło wyniknąć ze współpracy tych dwóch panów? Zapraszam na moją recenzję :)

wtorek, 24 grudnia 2013

66. "Ominąć święta" John Grisham


Większość z nas Boże Narodzenie kojarzy z radością, przyjemnością dostawania prezentów, spędzania czasu z najbliższymi. Jednak znajdą się też tacy, którzy wręcz nie cierpią tych świąt. Książka Johna Girshama to opowieść o człowieku zmierzającym do tego, by ominąć święta. 

poniedziałek, 16 grudnia 2013

65. "Tajemnica Graala. W poszukiwaniu rzeczywistej Obecności" Mike Aquilina, Christopher Bailey


Zapewne każdy z nas słyszał o Świętym Graalu. Motyw tego sławnego kielicha jest bardzo rozpowszechniony w kulturze, szczególnie europejskiej. Podania i legendy o Graalu pojawiły się już w średniowiecznych romansach. Dzisiaj kultura masowa nadal próbuje pokazać nam jego historię, jednak zazwyczaj jest to fikcja. Najważniejsze jest to, żeby rozpoznać prawdę od fałszu, a książka Mike Aquilina i Christopher'a Bailey'a pt. "Tajemnica Graala. W poszukiwaniu rzeczywistej Obecności" pomaga nam odnaleźć tę różnicę.

niedziela, 8 grudnia 2013

64. "Shirley" Charlotte Brontë


"Najważniejszą wiedzą, którą człowiek powinien posiąść, jest znajomość samego siebie i kierunku, w którym on sam podąża" 

Robert Moore jest właścicielem fabryki. W czasach kryzysu, który wywołały wojny napoleońskie, był zmuszony zwolnić wielu swoich pracowników, co było widziane jako obojętność wobec ubogich i głodujących. Prawda była taka, że Moore miał wiele długów i postawił sobie za cel spłacenie go i przywrócenie honoru  swojej rodziny i fortuny. Robert idąc z duchem czasu zakupił nowe maszyny, które przyczyniły się do kolejnych zwolnień pracowników. Domyślając się, że mogą one zostać zniszczone przez niezadowolonych i nieszczęśliwych robotników wraz z przyjaciółmi czuwa i czeka na maszyny. Nie udaje mu się jednak ich ocalić.

"Każda radość musi zostać okupiona porcją bólu, każdy wojownik- nim głowę jego zwieńczy zwycięski wieniec, poczuć wpierw musi kroplę krwi na swym czole"

W domu Moore'ów bardzo częstym gościem jest Caroline Helston, ich daleka kuzynka. Siostra Roberta, Hortensja, uczy ją francuskiego. Dziewczyna jest wychowywana przez swojego stryja, miejscowego proboszcza Helstone'a, gdyż jej ojciec nie żyje, a matka opuściła ją kiedy była jeszcze dzieckiem. Caroline uwielbia Roberta i jest w nim zakochana. Jednak kuzyn pragnąc wydostać się z biedy trzyma się na dystans od dziewczyny, mimo że czuje do niej słabość. Nie może sobie niestety pozwolić na miłość. Chce ożenić się z bogatą panną, która ocali jego fabrykę, a Caroline nie ma grosza przy duszy. Panna zrozumiała od razu aluzje kuzyna.

"Miłość jest prawdziwa. To najprawdziwsza, najtrwalsza, najsłodsza, chociaż również najbardziej gorzka rzecz, jaką znamy"

Zauważając, że jej ukochany coraz bardziej się od niej oddala, zamyka się w sobie, jest nieszczęśliwa, marnieje na zdrowiu, choruje nie tylko jej ciało ale też dusza. Coraz bardziej przestaje przypominać dawną siebie. Kiedy do Fieldhead przyjeżdża Shirley Keeldar, spadkobierczyni sporego majątku, od razu zaprzyjaźnia się z Caroline. Ta widząc urodę swojej przyjaciółki, jej swobodny sposób bycia i czas, który spędza z Robertem domyśla się, że najprawdopodobniej on zechce ją za żonę. I chociaż zdaje się, że pogodziła się ze swoją stratą, jeszcze bardziej podupada na zdrowiu, tak że jest coraz bliższa śmierci. Robert natomiast próbuje znaleźć sposób, by ocalić fabrykę, ale nie tylko, gdyż spodziewa się zamachu na swoje życie. 

Shirley" Charlotte Brontë jest typem tych powieści, które uwielbiam. Chociaż na pierwszy rzut oka może wydawać się, że fabuła jest banalna i nieciekawa, sprawiła na mnie ogromne wrażenie. Dosyć długo zwlekałam na poznanie twórczości sióstr Brontë, a kiedy zrobiłam już pierwszy krok w ich stronę, chcę zrobić następny. Opowieść jest pełna uczuć i emocji, które bardzo dokładnie i realistycznie opisane przez autorkę wzruszają lub po prostu skłaniają do refleksji. 

"Shirley" to druga powieść tej autorki, zaraz po "Jane Eyre", napisana pod pseudonimem Currer Bell. I chociaż powinnam zacząć od zaznajomienia się z pierwszą książką, coś skusiło mnie, żeby przeczytać "Shirley". Kiedy zobaczyłam to ponad 600-stronicowe dzieło początkowo nie byłam skora do zaczęcia tej książki. Ale kiedy już to zrobiłam zatraciłam się w tej opowieści toczącej się w XIX-wiecznej Anglii. Uwielbiam styl autorki, o którym zaraz wspomnę. 

Otóż narracja spodobała mi się niezmiernie. Nie spotkałam się jeszcze z czymś takim, a każda oryginalność i niepowtarzalność, którą znajdę w książce czyni ją dla mnie niezwykłą i ciekawą. Tak było też w przypadku "Shirley". Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie, ale nie w sposób zwyczajny. Charlotte Brontë bowiem bardzo często zwraca się do czytelnika. I nie mówi tego w sposób ogólny- odczuwa się, że opowieść jest napisana tylko dla nas, a my słuchamy jej jakby od starej przyjaciółki. Co jeszcze zwróciło moją uwagę? To, że poczułam się prawdziwym obserwatorem zdarzeń. Nie czytałam relacji obserwatora, nie! Ja nim byłam. Narrator często zwraca się do nas z prośbą, byśmy coś zobaczyli, zajrzeli przez ramię bohaterowi, by przekonać się co pisze, przeszli za nim do innego pomieszczenia lub go opuścili i zajęli się kimś innym. To jest naprawdę świetny zabieg, a satysfakcja z czytania jest przeogromna :) Narrator nie jest wciąż ten sam: czasami jest wszechwiedzący, zna myśli a nawet przyszłość postaci, później jednak mówi nam, że ich myśli nie jest w stanie odczytać.

Głównym atutem tej powieści są bohaterowie. Każdy z nich jest bardzo dokładnie przedstawiony- zarówno ich wygląd jak i charakter- dzięki czemu mamy ich pełen obraz. Mimo, że Shirley jest tytułową postacią, to nie ona wydaje się tu być w centrum. Cała akcja skupia się przeważnie wokół Caroline Helston. Jest to 18-letnia dziewczyna, która jest wychowywana przez swojego stryja- proboszcza. Jest skromna, wrażliwa i nieśmiała. W miarę jak akcja się rozwija widzimy także, że kocha niesamowicie mocno. Uczucie jakim darzy Roberta jest bardzo silne, a fakt, że została odrzucona powoli ją wyniszcza, tak że jest bliska śmierci. Shirley Keeldar jest trochę inna od swojej przyjaciółki Caroline. Jest od niej o kilka lat starsza, dobrze czuje się w towarzystwie, chociaż nie każdego zaprosiłaby do swojego grona. Ma bardzo swobodne obycie, lubi żartować, ale będąc z Caroline jest skłonna do refleksji. Jest też dumna i świadoma swojego pochodzenia. Ma chłopięce imię, gdyż jej rodzice spodziewali się syna. Nie przeszkadza jej to jednak i często mówi o sobie jak o mężczyźnie (np. nazywa siebie Kapitanem).

Chociaż może wydawać się, że jest to romans lub coś podobnego, nie jest to do końca prawdą. Już sam początek rozdziału świadczy o tym, że autorka chciała skupić się na czymś innym. Charlotte Brontë w swojej powieści zastanawia się nad wieloma kwestiami, jak np. różnice majątkowe, małżeństwo, czy miejsce kobiety w świecie. Co jest ciekawe to fakt, że autorka jednocześnie przestrzega przed małżeństwem, pokazuje przez wypowiedzi bohaterów prawie same negatywy, by później przedstawić moc miłości i zbawienne jej skutki. To samo dotyczy wszystkiego co poruszane w tej książce. Tak więc nie musicie się martwić, że zostanie wam coś narzucone, że będziecie musieli się dostosować :)

Podsumowując moją opinię: "Shirley" zrobiła na mnie wielkie wrażenie i zachęciła mnie do dalszego poznawania twórczości Charlotte Brontë, a także jej sióstr. "Jane Eyre" jest jeszcze przede mną i nie mogę się doczekać poznania tej historii. Zwłaszcza, że jest podobno o wiele lepsza od "Shirley". Nie pozostaje mi nic innego jak ocenienie tej książki na 5/6 i wrócenie do niej w najbliższym czasie :)

Za możliwość uczynienia pierwszego kroku w stronę sióstr Brontë dziękuję Wydawnictwu MG!


tytuł: "Shirley"
autor: Charlotte Brontë
rok wydania: 1849
wydawca: Wydawnictwo MG
ilość stron: 646

sobota, 30 listopada 2013

63. "Czas pogardy" Andrzej Sapkowski


"Byli dziećmi czasu pogardy. I tylko pogardę mieli dla innych"

Ludzie, którzy przeżyli jedną wojnę potrafią rozpoznać kiedy zaczyna się druga. Tak stało się także w powieści "Czas pogardy" Andrzeja Sapkowskiego, czyli w drugim tomie sagi o wiedźminie. W tej części sami odczuwamy, że coś niedługo się wydarzy i nie będzie to nic dobrego. Widzimy, że ważne informacje nie zostały przekazane przez posłańca, co ma fatalne skutki w przyszłości. 

"Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się."

Geralt robił wszystko by utrzymywać plotkę o śmierci Ciri. Jednak zainteresowanie Rienca jej osobą zaczyna go niepokoić. Chce dowiedzieć się czym kieruje się czarodziej. Wybiera się na spotkanie z Codringherem, prywatnym detektywem i człowiekiem 'od czarnej roboty'. Wie bowiem, że dowie się od niego wielu informacji. Tymczasem Yennefer postanawia oddać Ciri do szkoły czarodziejek- Aretuzy. 

"Ale czy wiesz, kiedy bajki przestają być bajkami? W momencie, dy ktoś zaczyna w nie wierzyć"

Obie udają się na wyspę Thanedd, gdzie ma się odbyć zjazd magów. Wszyscy liczą na jakiś przełom, wiadome jest, że po takich wydarzeniach zawsze coś się zmienia. Tym bardziej, że Cesarstwo Nilfgaardu zaczyna zagrażać Północnym Królestwom i w powietrzu czuć już jest nadchodzący czas pogardy. Jednak zjazd magów nieoczekiwanie kończy się zdradą. Nilfgaard najeżdża na pozostałe królestwa, a Ciri, Geralt i Yennefer zostają rozdzieleni. Jak bohaterowie poradzą sobie z nowymi okolicznościami, z czasem pogardy? Co stanie się z Ciri, która jest poszukiwana? 

Andrzej Sapkowski nie bez przyczyny jest nazywany królem polskiego fantasy. Kto przeczytał chociaż jedną książkę o wiedźminie Geralcie z pewnością uzna, że autor stworzył niepowtarzalną i oryginalną historię, nawet jeżeli ten ktoś nie czyta fantastyki :) Wystarczy przejrzeć recenzje na blogach, czy stronach internetowych poświęconych czytelnictwu- zdecydowana większość z nich jest pozytywna. Szczerze mówiąc trochę się temu dziwiłam, bo mimo że uważam, iż saga o wiedźminie jest godna przeczytania to nie jest to moja ulubiona seria i czasami nie rozumiem tych 'ochów i achów'. Żeby nie było- bardzo lubię twórczość Sapkowskiego :) Po prostu mnie najwyraźniej nie wciągnęła tak bardzo jak innych. 

Język w "Czasie pogardy" jest utrzymywany w takim samym stylu jak w poprzedniej części, czyli "Krwi elfów". Wydaje mi się, że jest on stylizowany trochę na średniowieczny, jednak nie musicie się martwić, że będziecie czytać drugich "Krzyżaków" Sienkiewicza :) Styl Sapkowskiego na pewno się wyróżnia. Pełno w nim humoru (najczęściej ciętego), wulgaryzmów i potocyzmów. Ale jednocześnie znajdziemy tutaj mnóstwo wartościowych cytatów, co świadczy o tym, że książki Andrzeja Sapkowskiego nie są płytkie. Jest w nich filozofia życiowa, przemyślenia. Autor nie narzuca nam swojego zdania, ale wiele spraw, czy wątków nie kończy, zostawiając je pod osąd czytelnika. I to jest naprawdę niezwykłe- podczas czytania przemyśliwałam tak wiele spraw, o których wcześniej nawet nie przyszłoby mi do głowy.

Po przeczytaniu dopiero drugiego tomu nie mogę wypowiedzieć się o całej sadze. Jednak zastanawiałam się już dlaczego stała się ona tak popularna. Odpowiedź jest jasna- Sapkowski pisze o tematach aktualnych, o problemach z jakimi spotykamy się na co dzień, tyle, że dotyczą one bohaterów książki w innej rzeczywistości.

Co do "Czasu pogardy": troszkę mniej mi się podobała niż pierwsza część, ale zauważyłam też, że autor stał się trochę bardziej odważniejszy (tzn. nie jest taki grzeczny-czyt. wulgaryzmy, kolokwializmy, przemoc i inne). Bohaterowie są oczywiście świetnie wykreowani, można powiedzieć 'z krwi i kości'. Najbardziej zaciekawiły mnie ostatnie rozdziały, w których coś się działo. Cieszę się z dojścia do porozumienia Geralta i Yennefer. Jestem natomiast ciekawa co stanie się dalej z Ciri, bo zostałam zostawiona w niepewności :) "Czas pogardy" oceniam na 4/6

tytuł: "Czas pogardy"
autor: Andrzej Sapkowski
seria: Wiedźmin: Saga o wiedźminie, tom 2  
rok wydania: 1995
wydawca: SUPERNOWA 
ilość stron: 320 


  

sobota, 23 listopada 2013

62. "W poszukiwaniu Arki Przymierza" Stuart Munro- Hay


Temat Arki Przymierza okrywa wielka tajemnica. Tak naprawdę nikt nie wie, gdzie może się ona znajdować. Ponieważ ludzie nie dostali jasnej odpowiedzi, zaczęli snuć domysły. Przecież wydaje się niemożliwe, żeby "najważniejszy obiekt kultu wielkiej religii, judaizmu, i uznane źródło dwóch jeszcze większych religii światowych, islamu i chrześcijaństwa, po prostu znikł bez śladu czy choćby krótkiego komentarza". Toteż Stuart Munro- Hay, specjalista w zakresie historii i kultury Etiopii, postanowił prześledzić historię Arki Przymierza.

Nie ma wątpliwości, że ta książka jest przeznaczona tylko dla zainteresowanych. Myślę, że trzeba być bardzo ciekawym dziejów Arki Przymierza, by po nią sięgnąć. Dlaczego tak myślę? Sama sięgnęłam po "W poszukiwaniu Arki Przymierza", ponieważ od zawsze był to dla mnie temat tajemniczy i ciekawy. Ale zdaję sobie sprawę, że nie dla każdego będzie. Tym bardziej jeśli nie interesuje się on historią, której tu dosyć dużo :)

Jestem pod wrażeniem wiedzy autora, jak i poświęcenia dla badań nad tym problemem. "W poszukiwaniu Arki Przymierza" to, jak podaje Munro- Hay, dokończenie jego badań z 1995r. Książka jest bardzo wyczerpującym źródłem informacji, autor podaje przypisy, cytaty, swój komentarz. Można tu znaleźć także czarno- białe zdjęcia z objaśnieniem. To wszystko sprawia, że treść jest przemyślana i wiarygodna. Co do języka, to jak pewnie można się spodziewać, jest dosyć trudny. Pełno jest tutaj nazw i terminów, które są charakterystyczne m.in. dla regionu Etiopii. Jednak polecam tą książkę wszystkim zainteresowanym. Jeżeli szukacie wyczerpującej wiedzy na temat Arki Przymierza, na pewno się nie zawiedziecie :)

tytuł: "W poszukiwaniu Arki Przymierza"
autor: Stuart Munro- Hay
rok wydania: 2005
wydawca: Wydawnictwo M
ilość stron: 356

Za możliwość poznania historii Arki Przymierza dziękuję Wydawnictwu M!

czwartek, 14 listopada 2013

61. "Jądro ciemności" Joseph Conrad


"Żyjemy tak jak śnimy- samotnie"

Na pokładzie jachtu "Nellie" marynarze słuchają opowieści kapitana Marlowa o jego podróży do Afryki. Mężczyzna od dziecka marzył o podróży na ten kontynent i dzięki kilku zabiegom udało mu się zostać kapitanem statku pływającego po rzece Kongo. Jednak dziecięce wyobrażenia okazały się mijać z prawdą. Marlow w trakcie swojej podróży do środka ziemi widzi jacy naprawdę są biali kolonizatorzy, jaki jest ich stosunek do tubylców. A najważniejszym punktem jego podróży jest spotkanie z Kurzem, w którym Marlow dostrzega prawdziwą ciemność...

"Pragnę żyć i posuwać się dalej, choćby to było bardzo niebezpieczne i wymagało największego poświęcenia" 

Joseph Conrad, a właściwie Józef Teodor Konrad Korzeniowski, inspirację do napisania "Jądra ciemności" czerpał z własnych wspomnień, kiedy to przez sześć miesięcy przebywał w Kongu Belgijskim. Słyszałam wiele opinii o tym opowiadaniu pisarza, w tym bardzo dużo o tym, jak trudne ono jest. Ale dzielnie przystąpiłam do czytania i zmierzyłam się z treścią. Teraz mogę już przyznać, że wiem o czym mówiły tamte osoby. "Jądro ciemności" to niby krótkie opowiadanie, ale przesłanie jakie przekazuje sprawia, że nie jest to lekka lektura. Ale może zacznę od początku...

Jednym z dwóch występujących tutaj narratorów jest Marlow, marynarz, który opowiada swoim towarzyszom o swoim pobycie na czarnym lądzie i wędrówce w górę rzeki Kongo. "Jądro ciemności" składa się z trzech rozdziałów, z których możemy poznać wiedzę i wspomnienia głównego bohatera. Marlow opowiada swoją historię bez przerwy, mówi o niej tak jak ją zapamiętał. Nie wyjaśnia wszystkiego, przez co mamy jeszcze więcej pytań i nowych problemów, o które chcemy zapytać. Opowiadanie nie jest jednoznaczne- jest symboliczne, a o tym możemy się przekonać w trakcie czytania "Jądra ciemności"- już sam tytuł jest symboliczny. 

Dzięki tej lekturze możemy przekonać się jak naprawdę wyglądała 'misja' białych kolonizatorów. Tak właściwie pod pozorem szerzenia cywilizacji, lepszego jutra dla ludzi z Afryki, którzy według Europejczyków tego potrzebowali, kolonizatorzy chcieli się wzbogacić. Kość słoniowa, która była dla nich tak cenna, sprawiła, że nie widzieli jak wiele złego wyrządzają tym czarnoskórym ludziom, jak niszczyli ich cywilizację i tradycję. Opisy, które tu znalazłam sprawiły, że aż przechodziły mnie ciarki ilekroć je czytałam. To, jak 'biali' traktowali 'czarnych', którzy jakby nie było, byli u siebie, było przerażające. Mieszkańcy Afryki byli traktowani jak niewolnicy, tania siła robocza. W pewnym momencie padło nawet określenie, że są 'mniej wartościowymi zwierzętami'. 

Chęć zysku tak zmieniła tamtych ludzi, że nie liczyli się z innymi. I to jest właśnie drugi temat tego opowiadania- próba przekonania się ile potrzeba, żeby ludzka dusza została pochłonięta przez zło, szukanie jądra ciemności, które tkwi w każdym człowieku. Osobą, która do szpiku kości była zła, jest Kurz, o którym Marlow słyszał bardzo dużo i którego chciał poznać. Ale rzeczywistość okazała się o wiele gorsza niż się spodziewał. Kurz zniewolił i sterroryzował tubylców, był przez nich ubóstwiany. Joseph Conrad zastanawia się czy w każdym człowieku jest ciemność. Odpowiedź jest jasna- tak, ale potrzeba odpowiednich warunków by się ujawniła, np. miejsca, gdzie nie ma prawa, jakim wówczas była Afryka. Ta świadomość jest przerażająca.

"Jądro ciemności" to trudna lektura, ale uważam, że jest warta przeczytania. Pewne jest, że nie każdemu się spodoba, traktuje bowiem o niewygodnych tematach i do tej pory budzi kontrowersje. Co mogę powiedzieć o wadach? Jak dla mnie te 3 rozdziały były za długie. Opowieść Marlowa nie miała podziału na dialogi i opisy itd. i czasami miałam trudność w rozstrzygnięciu kto mówi. Nic dziwnego, że spotkałam się ze stwierdzeniem, że w "Jądrze ciemności" nie ma dialogów :) Ogólnie oceniam książkę na 4/6 


tytuł: "Jądro ciemności" 
autor: Joseph Conrad
rok wydania: 1902
wydawca: różne
ilość stron: ok. 160

WYZWANIA: Z listą BBC



poniedziałek, 11 listopada 2013

60. "Czy żyjemy w czasach apokalipsy?"


Czy żyjemy w czasach apokalipsy? To pytanie ludzie zadawali sobie od wieków. I na różne sposoby próbowano na nie odpowiedzieć. Wizje końca świata, które są ostatnio bardzo popularnym motywem w książkach, kulturze, sztuce przybierają najczęściej zupełnie inne obrazy. Ludzie boją się śmierci, czyli końca świata, różnie pojmowanego. Już w przeszłości próbowano oswoić się z faktem, że może nas nie być.

Motyw apokalipsy pojawił się oczywiście już w Apokalipsie św. Jana- pełnej trudnych metafor i symboli, a także katastroficznych obrazów. Początkowo chrześcijanie cieszyli się perspektywą życia wiecznego i wyczekiwali końca świata. Teraz jednak jest zupełnie inaczej. Co jakiś czas możemy napotkać w mediach kolejne daty, które podobno mają być datą apokalipsy. Ostatnio miał to być grudzień 2012 r. Codziennie dowiadujemy się o katastrofach na świecie. Nic więc dziwnego, że doszukujemy się w nich wskazówek na zbliżający się koniec. Człowiek ma skłonność do przepowiadania i chęci poznania przyszłości. A tak naprawdę nie znamy dnia, ani godziny. 

"Czy żyjemy w czasach apokalipsy?" to książka będąca wywiadem Tomasza Rowińskiego z Dariuszem Kowalczykiem, kapłanem, jezuitą i wykładowcą teologii dogmatycznej na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Według mnie książka traktuje o bardzo ciekawym temacie, gdyż bardzo aktualnym w dzisiejszych czasach. Musiałam jednak dosyć długo czekać na rozmowę o tym, co znajdziemy w pytaniu, będącym jednocześnie tytułem książki. Składa się ona bowiem z czterech wywiadów. Na początku jesteśmy wprowadzeni w temat rozdziałem pt. "Czy wiara w Boga i Jezusa Chrystusa ma przyszłość?". Później możemy przeczytać np. o katolicyzmie w Polsce. Poruszane są tutaj aktualne sprawy i wyjaśnione zagadnienia, o których raczej nie czytamy często. Przewijają się tu dyskusje na temat in vitro, aborcji, miejsca religii w dzisiejszym świecie. To wszystko poprzedza ten właściwy wywiad- "Czy to czas apokalipsy". Tak jak wspomniałam trochę się na niego naczekałam i trochę zawiodłam się tym, że był taki krótki. Miałam nadzieję, że będzie tego więcej. Jednak dowiedziałam się wielu ciekawych faktów, głównie dlatego, że ksiądz Dariusz Kowalczyk nie omija tego co niewygodne, ale próbuje odpowiedzieć na wszystkie pytania. Przekazuje nam swoją wiedzę w sposób przekonywujący i prosty, wspomaga się cytatami i różnymi postaciami z przeszłości. 

Wszystkich, którzy są zainteresowani tą tematyką zapraszam do przeczytania tej książki. Można dowiedzieć się z niej wielu ciekawych rzeczy, nie tylko o przyszłym końcu świata. Co niestety mnie zawiodło to brak rozwinięcia głównego tematu- apokalipsy. Niemniej jednak zachęcam was do lektury :) 


tytuł: "Czy żyjemy w czasach apokalipsy?"
autor: Dariusz Kowalczyk, Tomasz Rowiński 
rok wydania: 2012
wydawca: Wydawnictwo M
ilość stron: 164 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu M! 

poniedziałek, 28 października 2013

59. "Mroczny anioł" Eden Maguire


"To dziwaczne uczucie podejrzewać coś złego, ale nie móc tego udowodnić"

Tania mieszka w górach, w miejscu, gdzie ogień rozprzestrzenia się bardzo szybko. W wieku 8 lat dziewczyna dowiedziała się, że tam, gdzie teraz stoi jej dom mieszkała kiedyś inna rodzina. Pożar nie zostawił nic, wszystko zostało spalone, a mała dziewczynka i jej rodzice nie przeżyli. Odkąd Tania poznała prawdę co noc dręczą ją koszmary. Bohaterka panicznie boi się ognia, a miejsce, w którym mieszka nie sprawia, że czuje się bezpieczna. Czasami wydaje jej się, że słyszy głosy osób, które zginęły tam ok 20 lat temu. 

"Słowa wypowiedziane na głos zyskują moc, której nie mają, jeśli pozostają zamknięte głęboko w zakamarkach umysłu" 

Niedawno do Bitterroot wprowadził się Zoran Brancusi, legenda rocka. Gwiazdor o mały włos uniknął śmierci i teraz postanowił zamieszkać gdzieś na stałe. Wybrał kanion Black Eagle. Na imprezę, którą organizuje w swojej posiadłości zaprosił wszystkich nastolatków w Bitterroot. Tania i jej przyjaciele również się tam wybierają. Jednak bohaterka ma wątpliwości- jej chłopak Orlando poleciał do Dallas obejrzeć kampus college'u i nie będzie go na przyjęciu. Poza tym Tania ma złe przeczucia.

"(...) cały wszechświat jest polem bitwy dobra ze złem. Armia upadłych aniołów, przeżywających katusze diabłów, staje przeciwko duchom światłości" 

Ale bohaterka wraz z Grace i Holly jedzie do Black Eagle. Są pod wrażeniem posiadłości Zorana, pełnej przepychu i bogactwa. Kiedy po koncercie gwiazdora dziewczyny zostają zaproszone za kulisy i dowiadują się, że Zoran chciałby je poznać osobiście są bardzo podekscytowane. Jednak impreza kończy się dla Tani dosyć dziwnie i zagadkowo. Podczas kolejnego występu wydaje jej się, że widzi Zorana jak lewituje, a jego twarz przeobraża się w twarz ptaka, staje się bestią. Następnego dnia mało pamięta, podobnie jak przyjaciółki. Grace zaczyna znajomość z Ezrą poznanym w Black Eagle i zostawia chłopaka, którego kocha. Kiedy postanawia zamieszkać na zawsze w rezydencji Zorana, Tania zaczyna coś podejrzewać. Tym bardziej, że poznany na przyjęciu Daniel również jest nią zainteresowany. Dlaczego Grace opuściła swoich bliskich? Czemu z dnia na dzień wygląda na coraz bardziej wykończoną? Kim tak naprawdę jest Zoran i Daniel?

Nie przeczę, że do przeczytania tej książki skusiła mnie okładka. W jakiś sposób zrobiła na mnie wrażenie- uciekająca dziewczyna, czerwony kolor, obiecują dynamiczną i ciekawą, pełną zwrotów akcji opowieść. I tak też myślałam, kiedy sięgałam po tą powieść. Wiem, że nie powinno się oceniać książki po okładce, ale tym razem zrobiłam wyjątek. Nie wiedziałam nawet o czym jest "Mroczny anioł", bo nie ma opisu książki na okładce. Jakie były więc moje wrażenia po zapoznaniu się z lekturą?

Z różnych opinii, które już przeczytałam wynika, że powieść Eden Maguire nie wszystkim przypadła do gustu. Według mnie nie jest ona świetną książką, ale najgorsza też nie jest. Przyznam, że dosyć długo ją czytałam, ale tylko dlatego, że nie miałam na nią dużo czasu. Problemem były też utrudniające czytanie literówki. To było coś co najbardziej mi tu przeszkadzało. Tłumaczenie jest okropne. Nie znalazłam też tych zwrotów akcji, które mnie skusiły, ani emocji, mimo że narracja jest pierwszoosobowa. Wszystko to sprawia, że niektórzy mogą być zniechęceni do powieści. 

Według mnie autorka miała świetny pomysł na książkę. Historia jest nawet niezła, ale później coś się zepsuło. Na plus jest również to, że nie ma tu aniołów w jakiejkolwiek postaci, a takich jest ostatnio naprawdę sporo. "Mroczny anioł" jest chyba bardziej metaforą :) Koncepcja nie została do końca wykorzystana, a szkoda. Kontynuacji, jeśli się pojawi, raczej nie przeczytam. Jednak nie uważam, że straciłam tylko czas na czytaniu "Mrocznego anioła". Po prostu nie jest to lektura wyższych lotów. Książkę oceniam na 3/6 

tytuł: "Mroczny anioł"
autor: Eden Maguire
rok wydania: 2011
wydawca: MAK Verlag 
ilość stron: 384



niedziela, 27 października 2013

58. "Aniołowie" Alfred Lapple


Może wydawać się, że na temat aniołów zostało powiedziane już wszystko. Nawet nam wydaje się, że wiemy wystarczająco dużo. Jednak kiedy ktoś zadałby nam pytanie, kim są aniołowie, co o nich wiemy i co myślimy od razu okazałoby się, iż nasza wiedza nie jest kompletna, a odpowiedzi czasami są proste i dziecinne. Książka Alfreda Lapple ma na celu odpowiedzieć nam na wszystkie pytania o aniołach, a przez to uzupełnić naszą wiedzę o nich. 

Zrozumiałe jest to, że motyw anioła pojawiał się w historii od zawsze. Ludzie ciekawi byli tych istot i na wiele sposobów interpretowali różne zjawiska. Anioły były popularne nie tylko w chrześcijaństwie, ale też w innych wielkich religiach. Autor skupia się jednak na Piśmie Świętym jako źródle wiedzy na temat aniołów. Oprócz tego możemy przeczytać tutaj też o tym, gdzie pojawiały się w kulturze te istoty. Rozdziałem, który najbardziej mnie zaciekawił, był "Echa obrazu aniołów". Dowiedziałam się z niego jak aniołowie 'wyglądali' w literaturze, sztuce, muzyce, a nawet w polityce i historii świata. 

Alfred Lapple posługuje się dosyć zrozumiałym językiem, charakterystycznym dla książek popularnonaukowych. Często też przytacza różne cytaty. Cała książka jest podzielona na rozdziały, dzięki czemu jest czytelna i przejrzysta. Autor od czasu do czasu wymienia w punktach najważniejsze problemy, które potem rozwija. Nie musimy czytać wszystkiego po kolei, gdyż w każdym rozdziale jest coś interesującego, każdego zaciekawi coś innego. Czasami znajdowałam jakąś literówkę, ale to nie przeszkadzało w odbiorze tekstu. 

Anioły zyskiwały popularność przez lata. Dzisiaj również możemy zauważyć, że pojawiają się w wielu powieściach. Nefilim, upadły anioł, anioł ciemności, czy inne są tak rozpowszechnione w kulturze, że nie są już niczym nowym. Jak stwierdził autor, aniołowie nie są zagrożeni wymarciem. Powinniśmy jednak umieć rozpoznawać fikcję od prawdy, a "Aniołowie" Alfreda Lapple są świetnym źródłem informacji. Zachęcam was do sięgnięcia po tą lekturę.

tytuł: "Aniołowie" 
autor: Alfred Lapple 
rok wydania: 2003
wydawca: Wydawnictwo M
ilość stron: 184

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu M! 

poniedziałek, 21 października 2013

Który to dzisiaj? :P


Każdy kto dzisiaj zajrzał do kalendarza zapewne spostrzegł, że dzisiaj 21 października. Zwyczajna data dla większości z nas, ale nie dla mnie. Bowiem dokładnie rok temu na blogerze powstał blog na którym teraz jesteście :P Tak, dzisiaj pierwsza rocznica założenia bloga Kolorowa książka! I post urodzinowy, na który zapraszam :)

1. Jak to było...
No więc tak: Była sobie kiedyś 'osoba', która kiedyś przeczytała pewną bardzo ciekawą powieść. Zrobiła na niej tak wielkie wrażenie, że od razu po przeczytaniu chciała ona dowiedzieć się o tej książce więcej. Po wpisaniu tytułu w Google wyskoczyło mnóstwo ciekawych linków. Jeden z nich prowadził do bardzo ciekawego bloga, na którym znaleźć można było mnóstwo ciekawych opinii o książkach. Dlatego też ta 'osoba' zaczęła coraz częściej zaglądać na tą stronkę. W końcu w jej głowie narodził się pomysł o założeniu podobnego bloga, w końcu uwielbiała czytać...

Tą osobą, jak już pewnie się już domyśliliście :), jestem ja. Historia znana pewnie przez większość blogowiczów, bo zapewne zaczynaliście w podobny sposób. Bez wiedzy co i jak, nie wiedząc wcześniej, że istnieją takie blogi, a także z mocnym postanowieniem. 

2. Zaczęło się od książki
Jak to było w moim przypadku? A więc już w skrócie... Nie wiedziałam, że można prowadzić bloga z recenzjami książek. A kiedy pewnego razu, jakieś rok i 10 miesięcy temu, znalazłam w sieci taką stronkę bardzo się w to wciągnęłam. Zaczęłam śledzić wszystkie wpisy tej blogerki (która już niestety nie pisze, a szkoda) i pisać swoje recenzje. Doszłam do wniosku, że już kiedyś miałam pomysł z założeniem bloga, dlaczego to nie miałby być blog recenzyjny? I tak w październiku powstała moja własna stronka, malutka część tego wielkiego, wszystkowiedzącego internetu :) Gdyby nie książka, którą wtedy przeczytałam albo by mnie tu nie było, albo znalazłabym się tu znacznie później. Która to książka? "Spętani przez bogów", którą tak uwielbiam <3 


No i stało się, miałam swojego bloga. Ale nic poza tym, żadnej wiedzy na ten temat ani doświadczenia. Zaczęłam szukać innych blogów, osób, które tak jak ja uwielbiają czytać. Jeśli w czasie przed październikiem mieliście nagłe skoki odwiedzin na blogach, pewnie to byłam ja xD Początki zawsze są trudne, ale dzięki wam nie było tak źle. Pewnie zdajecie sobie sprawę jak ważne dla raczkującego blogera są komentarze. I za nie chciałabym podziękować. Wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy byli tutaj na samym początku, nawet jeśli już ich tu nie ma, ale myślę, że wiedzą, że o nich mówię :) A także tym obecnym komentującym, bez was nie byłoby tego bloga kochani! Bo musicie wiedzieć, że kiedy patrzyłam na inne blogi i widziałam ich statystyki, w porównaniu z którymi mój blog był na samym końcu, często wątpiłam w swoją misję na blogerze. Także dziękuję jeszcze raz!    

3. Co się tu działo?
Trochę statystyki. Wiem, że nie dla każdego jest to ciekawe, ale miło byłoby zajrzeć do tego posta za rok i porównać wyniki :) Tym bardziej, że jestem strasznie dumna z moich małych osiągnięć :)

*liczba odwiedzin 10075 
*liczba obserwatorów 134
*ilość postów 75
  w tym recenzje 57 

Teraz lista najczęściej odwiedzanych przez was recenzji:
1) "Delirium"  Lauren Oliver 
2)"Drżenie"  Maggie Stiefvater 
3) "Finale"  Becca Fitzpatrick 
4) "Szeptem"  Becca Fitzpatrick 
5)"Gildia Magów"  Trudi Canavan 

Oprócz recenzji książek lubiliście czytać posty: 

Biorę udział w wyzwaniu 'Przeczytam tyle, ile mam wzrostu', 'Czytam fantastykę' oraz 'Lista BBC'. 
W ciągu roku zmieniłam również dwa razy szatę graficzną bloga. 
Nawiązałam współpracę z Wydawnictwem M oraz Wydawnictwem MG. Bardzo dziękuję za zaufanie :)


To już koniec posta :P Niedługo pojawi się nowa recenzja, ale przygotowania do matury idą pełną parą, co sprawia, że mam coraz częściej mniej wolnego czasu na czytanie i pisanie recenzji. Dziękuje osobom, które tu zaglądają mimo mojej częstej nieobecności na blogerze. Jesteście wspaniali. Poczęstujcie się więc tymi wirtualnymi babeczkami ^^ Życzę wam miłego dnia :)

poniedziałek, 14 października 2013

57. "Neva" Sara Grant


"Nie mamy wpływu na to, co czujemy. Ale mamy na to, co robimy" 

Neva żyje w kraju, w którym od świata zewnętrznego oddziela go kopuła energii. Od dziecka mówiono jej, że kopuła ją chroni przed tym co jest na zewnątrz, że nic nie istnieje poza kopułą. Jednak Neva w to nie wierzy. Jej babcia opowiadała jej historie z czasu kiedy nie zamknięto jeszcze kopuły. Mówiła jej o tym jak ludzie różnili się od siebie. Teraz już tak nie jest- wszyscy są do siebie bardzo podobni, mają podobne geny. Dlatego też większość młodych ludzi robi sobie jakieś charakterystyczne znaki. W przypadku Nevy jest to tatuaż w kształcie płatka śniegu na dole brzucha. 

"Poza kopułą było życie- cała wielka kula życia. Ale między było a jest jest jednak wielka różnica" 

Bohaterka, kiedy była małą dziewczynką musiała obiecać babci, że nikomu nie powtórzy tego, czego się dowiedziała. Zdawała sobie sprawę, ze jej babcia łamie wiele zakazów. Nikomu nie można było źle mówić o Rządzie i stworzonej kopule. Pewnego dnia ukochana babcia dziewczyny zniknęła, nikt nie wiedział gdzie jest, nawet najbliższa rodzina. Ośmioletnia wtedy Neva zaczęła spisywać w dzienniku imiona wszystkich zaginionych. Przez te lata lista zapełniła się nowymi nazwiskami i rosła bardzo szybko. Neva miała już dosyć tego, że Rząd ich okłamuje i razem ze swoją przyjaciółką Sanną chcą stać się wolne. 

"(...) nie warto wiedzieć za dużo. Kiedy już o czymś wiesz, nie sposób pozbyć się tej wiedzy" 

Razem wpadły na pomysł mrocznej imprezy. Kilkoro ich znajomych spotkało się w domu Nevy w zupełnych ciemnościach, aby przekonać się kim tak naprawdę są. Później Sanna oznajmiła wszystkim plan sprzeciwu. Na imprezie dzieje się coś niezrozumiałego dla Nevy. W ciemnościach całuje się z chłopakiem, ale bynajmniej nie jest to Ethan, ale Braydon, chłopak Sanny. Bohaterka czuje, że zdradziła wiele osób. Coś ciągnie ją do Braydona, zwłaszcza, że uczucie między nią a Ethanem już dawno się wypaliło. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy po pierwszej akcji znika kolejna osoba. Neva postanawia odnaleźć prawdę o kopule i wszystkich zaginionych. 

Do tej książki ciągnęło mnie odkąd tylko dostrzegłam ją w księgarni. Kiedy tylko zobaczyłam ją w promocji nie mogłam się oprzeć. Chociaż antyutopijna wizja świata przedstawiona w powieściach, których teraz jest pełno mogła już niektórych znudzić, mnie na szczęście jeszcze to nie spotkało i chętnie sięgam po takie powieści. Książka Sary Grant opowiada o miejscu oddzielonym niewidzialną kopułą, która miała na celu ochronę ludzi przed tym co na zewnątrz. Jednak czytając "Nevę" łatwo możemy dojść do wniosku, że dzieje się zupełnie inaczej. Po wielu latach odizolowania od innych nie tylko cechy fizyczne ludzi są bardzo podobne, ale zaczyna również brakować surowców i podstawowych produktów. Młodzi ludzie zaczynają to dostrzegać i nie chcą żyć w takim świecie, chcą sprzeciwić się Rządowi. Jednak jest ryzyko- niektórzy ludzie znikają bez śladu, tak jak w przypadku babci Nevy. Ale ta wierzy, że jeszcze odnajdzie babcię i innych zagubionych. 

Książka Sary Grant jest ciekawą lekturą, czyta się ją bardzo szybko i nawet przyjemnie. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie z perspektywy Nevy, w czasie teraźniejszym. Szczerze mówiąc coraz częściej spotykam się z takim typem narracji i zaczynam się już do niej przekonywać :) Wracając jednak do powieści, myślę, że nie jest ona bardzo oryginalna czy porywająca. Owszem była akcja, niespodziewane wydarzenia, ale nie zrobiły na mnie dużego wrażenia. Samą książkę jednak wspominać będę bardzo przyjemnie. Co do atutów powieści, muszę przywołać tutaj bohaterów, takich jak Neva, tytułowa i główna bohaterka (odważna, nie chowająca głowy w piasek, wiedząca czego chce), jak również Braydona czy chłopaka Ethana. Postacie mają swoją historię, nie są tylko 'pionkami'. Dużym plusem jest też zakończenie, które, przyznaję, było zaskakujące. Jestem ciekawa czy będzie kolejna część, czy może otwarte zakończenie ma na celu uruchomienie wyobraźni czytelnika. 

To, na co powinnam zwrócić uwagę, to oczywiście okładka. Niby nie powinno się oceniać książki po okładce, ale według mnie jest naprawdę bardzo ładna. Świetnie wpisuje się w przedstawiony w środku świat, a także zachęca do zapoznania się z nim. Jest bardzo estetyczna i fajnie wykończona, całość dopełniają gdzieniegdzie pojawiające się płatki śniegu, które oczywiście są symbolem Nevy. Możemy zobaczyć je także na początku każdego rozdziału. Tak więc podsumowując, książka była ciekawą lekturą, ale nie usatysfakcjonowałaby bardziej wymagającego czytelnika. Oceniam na 3,5/6   


tytuł: "Neva"
autor: Sara Grant
rok wydania: 2011
wydawca: MAK Verlag 
ilość stron: 320 


piątek, 4 października 2013

56. "Tajemniczy ogród" Frances H. Burnett


"Na świecie musi być oczywiście mnóstwo czarów- powiedział [Colin] pewnego dnia z powagą- ale ludzie nie potrafią ich rozpoznać ani odprawiać" 

Mary Lennox jest dziewięcioletnią dziewczynką. Urodziła się w Indiach i tam mieszkała razem ze swoimi rodzicami. Od zawsze opiekowały się nią nianie, jej taty prawie nigdy nie było w domu, a piękna mama zajmowała się wyłącznie sobą. Mary myślała, że tak powinno być, że tak wygląda rodzina. Była rozkapryszoną i rozpuszczoną dziewczynką, jej opiekunki bowiem pozwalały jej na bardzo dużo, były jej służbą. Toteż Mary uważała, że może rządzić wszystkimi. Jej zachowanie miało się niedługo zmienić. 

"Tylko czasami odczuwa się jakby się miało żyć zawsze" 

Pewnego dnia wybuchła epidemia cholery i przeżyła tylko Mary. W pustym domu znaleźli zirytowaną dziewczynkę oficerowie brytyjscy. Kiedy oznajmili jej straszne wieści wcale się nie zmartwiła, nie znała ona bowiem swoich rodziców na tyle, by za nimi tęsknić. Jedyną rodziną Mary był jej wuj Craven mieszkający w Anglii. Kiedy dziewczynka pojechała do nowego domu, który miał prawie sto pokoi, nie wiedziała jeszcze jak dużo może się zmienić w jej życiu. Przez pewien czas myślała tylko o tym, że nie ma czym się bawić, że nikt nie jest na jej wezwanie. Miała tylko jedną służącą- Martę. 

"Gdzie zasadzisz, chłopcze, róże, oset nie wyrośnie"

Marta była prostą i życzliwą dziewczyną, która uwielbiała opowiadać o wrzosowisku i swoim rodzeństwie. Początkowo denerwowało to Mary, ale w końcu sama zainteresowała się tymi historiami. Zapragnęła zobaczyć jak wygląda wiosna, jak rosną rośliny. Chciała poznać Dicka, młodszego brata Marty i zobaczyć jak rozmawia ze zwierzętami. I w końcu chciała odnaleźć tajemniczy ogród, który był zamknięty od 10 lat. Coś innego jeszcze zwróciło jej uwagę. Pewnego wieczoru dziewczynka usłyszała krzyk w korytarzu, coś jakby płacz dziecka. Jednak nikt nie chce powiedzieć jej skąd się bierze. Skąd wziął się krzyk? Dlaczego jeden z ogrodów jest zamknięty? Czemu pan Craven jest taki oschły i obojętny?

Tajemniczy ogród", którego autorką jest Frances H. Burnett, z pewnością jest znany większości uczniów, ze względu za to, że jest to lektura szkolna. Myślę, że każdy powinien zapoznać się z treścią tej książki, zwłaszcza w młodym wieku, kiedy to szukamy odpowiedzi na pierwsze trudne pytania. "Tajemniczy ogród" mówi nam co jest ważne i wartościowe, a jakie zachowania niewłaściwe i śmieszne. Na podstawie charakteru bohaterów powieści możemy wywnioskować jak postępować w przyszłości.

Pierwszą z ważnych postaci jest główna bohaterka- Mary. Dziewczynka przechodzi metamorfozę. Mimo tego, że nadal jest wybuchowa i lubi się wywyższać zmienia swój stosunek do świata. Staje się dzieckiem, które jest ciekawe świata, energiczne i wesołe.  To dzięki jej dociekliwości poznajemy tajemnicę zamkniętego ogrodu, a także płaczu w korytarzu. Kolejną postacią wartą uwagi jest Dick. Według mnie jest to trochę wyidealizowany bohater. Chłopca znają wszyscy i wszyscy go lubią. Dick potrafi 'rozmawiać' ze zwierzętami, zna ich zwyczaje i wie wszystko o roślinach. Robi pozytywne wrażenie na Mary, a także na czytelniku. To on jest tym kimś, kto przyczynia się do zmiany w zachowaniu Mary. Ale przyczynił się do tego również gil, z którym dziewczynka się zaprzyjaźniła.

Powieść czyta się szybko i przyjemnie. Słownictwo nie jest skomplikowane, ale książka posiada jednocześnie ważne przesłanie. Ogród staje się symbolem, miejscem, w którym można żyć w zgodzie z naturą. Według mnie książka jest naprawdę warta przeczytania. Szczerze ją polecam i pewnie niejednokrotnie do niej sięgnę w przyszłości. Oceniam na 5/6


tytuł: "Tajemniczy ogród" 
autor: Frances Hodgson-Burnett 
rok wydania: 1909
wydawca: różne 
ilość stron: ok. 200

WYZWANIA: Z listą BBC



sobota, 28 września 2013

55. "Krew elfów" Andrzej Sapkowski


"Pomyliłaś się. Pomyliłaś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu" 

Andrzej Sapkowski jest nazywany królem polskiej fantasy. Trzynaście nowel, które zostały zebrane w tomach "Ostatnie życzenie" i "Miecz przeznaczenia" zyskały wielkie uznanie i zainteresowanie czytelników. Nic więc dziwnego, że autor postanowił napisać kontynuację losów Geralta z Rivii, tym razem jednak zaczynając powieścią "Krew elfów" właściwą sagę o wiedźminie. Historia toczy się dalej, pokazując nam zarówno wspomnienia z przeszłości jak i dalsze losy Geralta i księżniczki Cirilli. 

"Lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich" 

Ciri cudem zdołała przeżyć oblężenie Cintry przez Nilfgaardczyków. Teraz jest już bezpieczna. Została odnaleziona przez Geralta, któremu jest przeznaczona. Jest ona bowiem Dzieckiem Niespodzianką, została przyrzeczona wiedźminowi jeszcze przed swoim urodzeniem. Ciri jest jednak wyjątkiem. To chłopcy są zawsze szkoleni na wiedźminów, od najmłodszych lat trenują sztuki walki, są poddawani przemianom genetycznym. Dziewczynce nie przeszkadzają jednak surowe warunki i ciężkie treningi. Chce zostać wiedźminką. 

"Tam gdzie dziś piętrzą się góry, będą kiedyś morza, tam gdzie dziś wełnią się morza, będą kiedyś pustynie. A głupota pozostanie głupotą" 

Wkrótce wiedźmini z Kaer Morhen odkrywają u Ciri zdolności magiczne. Nie wiedząc jak zachować się w takiej sytuacji, proszą o pomoc czarodziejkę Triss Merigold. Ta pomaga oswoić się dziewczynie z nowymi umiejętnościami. Tymczasem pewien czarodziej o imieniu Rience próbuje odnaleźć księżniczkę. Wkrótce okazuje się, że Ciri nie jest już uważana za martwą i jest poszukiwana nie tylko przez Rienca. Czy coś grozi Cirillii? Jak potoczą się losy bohaterów? 

Książki z sagi o wiedźminie od dawna były na mojej liście czytelniczej. Postanowiłam więc niedawno przeczytać "Krew elfów". Nie wiedziałam nawet o czym dokładnie jest ta powieść, ale byłam jej bardzo ciekawa. Teraz mogę już spokojnie stwierdzić, że wcale się na niej nie zawiodłam. Andrzej Sapkowski doczekał się już tłumaczeń swoich książek za granicą. Wcale się temu nie dziwię. Język autora, przesłanie i ciekawa historia naprawdę zrobiły na mnie wrażenie. 

Zacznę może od tego, z czym jeszcze się nie spotkałam. Sapkowski stworzył zupełnie nowy świat, rządzący się swoimi prawami, pełen fantastycznych stworzeń i ciekawych bohaterów, ale co ciekawe, wymyślił nowy język, którym czasami posługują się postacie. Dla mnie jest to zupełnie nowe i wzbudzające podziw do autora. Język, jak również fragmenty przepowiedni, czy innych znanym bohaterom powieści dzieł, książek rozpoczynających każdy rozdział sprawiają, że naprawdę możemy wczuć się w nową rzeczywistość. Świat z wiedźmina jest dopracowany od początku do końca. Kiedy zaczynałam czytać "Krew elfów" byłam świadoma, że przed tą powieścią musiały być jeszcze inne, wprowadzające czytelnika w tamten świat historie, którymi oczywiście były wcześniejsze zbiory opowiadań. Nie sprawił mi jednak problemu brak zapoznania się z "Ostatnim życzeniem" czy "Mieczem przeznaczenia". Wszystko bowiem prędzej czy później się wyjaśniało, np. w dialogach postaci. 

Bardzo polubiłam swobodny styl autora, a także jego ironiczny i często uszczypliwy humor. Niejednokrotnie ubawiłam się podczas czytania. Powieść jest wielowątkowa, dzięki czemu wzbudza jeszcze większą ciekawość czytelnika. Andrzej Sapkowski bardzo często odnosił się do czasów nam współczesnych, w książce możemy dostrzec przesłanie i cenne spostrzeżenia Sapkowskiego, np. cyt. "Zapomnieliśmy, że nie jesteśmy na tym świecie sami, że nie pępkiem tego świata jesteśmy. (...) Rozejrzyjcie się dookoła- wszędzie zbrodnia i grzech, chciwość, pogoń za zyskiem, kłótnia, niezgoda, upadek obyczajów, brak szacunku dla wszelkich wartości. Miast żyć tak, jak każe Natura, zaczęliśmy tą Naturę niszczyć". Fragment daje do myślenia, a takich jest znacznie więcej.  

"Krew elfów" bardzo mi się spodobała. Na półce czeka już na mnie kolejna część sagi i nie mogę się jej już doczekać. Wystarczy przeczytać tylko początek pierwszego rozdziału, snu Ciri, żeby się wciągnąć. Jak najbardziej polecam. Moja ocena nie będzie jednak maksymalna, gdyż czasami nudziły mnie zbyt długie rozdziały, czy dialogi. Moja ocena to 4,5/6. 

"-Miecz. Na plecach. Dlaczego masz na plecach miecz?
-Bo mi wiosło ukradli"                                                         


tytuł: "Krew elfów"
autor: Andrzej Sapkowski
seria: Wiedźmin: Saga o wiedźminie 
rok wydania: 1994 
wydawca: SUPERNOWA
ilość stron: 296 


   
  



sobota, 14 września 2013

High five! - Moje ulubione okładki książek

HIGH FIVE!  to nowa akcja, w związku z którą na blogu pojawiać się będą rankingi ulubionych, najlepszych, najbardziej interesujących, bądź najgorszych książek, filmów, gier, postaci, itp...

Dzięki temu zarówno czytelnicy mogą poznać bliżej blogerów, jak i blogerzy czytelników, jeśli ci będą chętni na podzielenie się swoimi przemyśleniami i opiniami.


Przyznaję, że ostatnio raczej nie widzicie mnie w blogosferze, tudzież na swoich blogach. Wszystko przez szkołę (ugh!) i fakt, że jestem w klasie maturalnej. Mam teraz mnóstwo do roboty i nauki i nie mam jak zorganizować sobie na tyle wolnego czasu, żeby zajrzeć na wszystkie obserwowane przeze mnie blogi. A pewnie sami wiecie, że tego czasu jednak potrzeba sporo. Jednak staram się jak mogę i dziękuję przy okazji tym osobom, które zaglądają na tego bloga mimo mojej nieobecności. Jesteście kochani!

Dzisiaj post z serii High five!. Książki przeczytane, ale recenzje jakoś nie chcą się pisać, a na razie na moim blogu ukazała się tylko jedna odsłona tej akcji (czyli o moich ulubionych filmach). Więc pomyślałam sobie "czemu nie?" i dzisiaj zaprezentuję Wam pięć okładek, które najbardziej mi się spodobały i które uważam za najładniejsze. A oto i one:

"Złoty most" Eva Voller 

Kiedy tylko zobaczyłam tą okładkę zakochałam się w niej. "Złoty most" to drugi tom z serii, a jego poprzedniczka, "Magiczna gondola", również może poszczycić się prześliczną okładką. Jednak to ta książka, a raczej jej okładka, zrobiła na mnie większe wrażenie. Kusi tajemnicą i obietnicą wspaniałej historii. Pozostaje mi nic innego jak poszukać pierwszej części, bo jestem od samego początku bardzo ciekawa tej powieści i jej kontynuacji :)

"Wszechświaty" Leonardo Patrignani

Książka miała swoją premierę niedawno, bodajże pod koniec sierpnia. Ale już od razu mi się spodobała i fabuła, i okładka. Historia kilku światów, równoległej rzeczywistości już zaskarbiła sobie miejsce w moim sercu i tylko kwestią czasu jest to, kiedy przeczytam tą powieść. Wracając do okładki... W subtelny sposób przedstawia ona jedno miejsce, będące jednocześnie drugim (chatka i miasto). Ogólnie wygląda ona trochę baśniowo i jestem pewna, że jest świetnym 'wstępem' do tej historii. Obym tylko nie oceniła książki po okładce ;) 

"Objawienie" Melissa De La Cruz

"Objawienie" jest trzecim tomem z serii "Błękitnokrwiści". Dla tych co nie wiedzą, jest to seria o współczesnych wampirach, żyjących wśród ludzi. Mnie osobiście ta seria nie bardzo do siebie ciągnie, ale przyznać jej trzeba, że graficy świetnie spisali się co do okładek. Wszystkie są ciekawe, tajemnicze, mroczne. No i przede wszystkim bardzo ładne. Z tego co zauważyłam powieści o wampirach zazwyczaj mają ładne okładki, a w środku coś nie bardzo jest ciekawie. Jednak kusi, by kupić książkę tylko ze względu na prześliczne okładki :)

"Tam, gdzie śpiewają drzewa" Laura Gallego

Wspominałam już może jak bardzo lubię baśnie? Nie? No to oświadczam, że je uwielbiam :P Mają swój klimat, przesłanie, morał. Raczej rzadko na okładkach możemy znaleźć coś 'baśniowego'. Ale okładka "Tam, gdzie śpiewają drzewa" jest taka. Ten, kto ją zaprojektował, naprawdę ma talent. Przyciąga ona bowiem uwagę już od samego początku. I tak również było ze mną, aż korciło mnie, żeby odpuścić sobie przeczytanie waszych opinii na temat tej książki i kupić ją, tylko żeby cieszyła oczy. Ale z tego co wyczytałam, powieść nie wszystkich zachwycała więc raczej poczeka trochę dłużej na swoją kolej :) Tak właściwie to bardzo lubię okładki książek Wydawnictwa Dreams. W tym rankingu znalazły się już przecież "Wszechświaty" :)  

"Naznaczona" P.C. Cast + Kristin Cast 

Wiem, wiem, niektórzy powiedzą, że Dom Nocy to niezbyt ambitna lektura, bez przesłania itp. Ale tak się złożyło, że moim celem było wybrać najładniejsze okładki. A ta seria, jak by nie było o wampirach, ma bardzo obiecującą szatę graficzną. Mam chyba pięć książek z tej serii i przyznam, że na żywo wyglądają jeszcze ładniej. Są dopracowane w każdym szczególe i wcale nie są gorsze niż okładki w oryginale. Powiedziałabym nawet, że są ładniejsze :) Jak na razie najlepsza okładka według mnie to ta, którą pokazałam, czyli "Naznaczona". (moją opinię o książce możecie przeczytać tutaj)


Znalezienie pięciu najładniejszych okładek było wbrew pozorom trudne. Mogłabym tu jeszcze wymieniać wiele innych, które mi się podobają. Kolejność książek, które przedstawiłam nie jest przypadkowa. A jakich Wy macie faworytów? Podoba się Wam jakaś z przedstawionych przeze mnie okładek?        







 

środa, 4 września 2013

54 "Anioł" L.A. Weatherly


"(...) są być może sprawy, z którymi nie sposób się pogodzić, bez względu na upływ czasu" 

Willow to śliczna blondynka o twarzy elfa. Na pierwszy rzut oka wydaje się być najnormalniejszą dziewczyną, ale prawie wszyscy w szkole wiedzą, że jest ona medium. Większość traktuje to jako dziwactwo, nie wierzą jej, a Willow się temu nie dziwi i to akceptuje. Wie, że sprawia wrażenie dziwaczki, przez swój sposób ubierania, zainteresowanie samochodami. Jednak znajdują się niektórzy, którzy przychodzą do niej, aby przepowiedziała im przyszłość. Pewnego razu pragnie tego także Beth. Willow ma przeczucie, że cokolwiek wybierze dziewczyna, wybierze źle. Ale spełnia jej prośbę. To co widzi budzi w niej ogromny strach. 

"Gdybym zbyt dużo o tym myślał, zwariowałbym, więc tego nie robię" 

W tym samym czasie Alex podróżuje po kraju tropiąc pewne istoty. Jest on zabójcą aniołów już od bardzo dawna i jest w tym bardzo dobry. Wkrótce dostaje namiar na kolejną ofiarę. Przez wiele lat napatrzył się jak aniołowie rujnują życie ludzi- sprowadzają na nich choroby, a nawet zabijają. On sam stracił przez nich wszystkich, których kochał. Można powiedzieć, że jest to jego praca, ale uczynił z niej również swoją życiową misję. Tym razem również postanawia skończyć z kolejnym zagrożeniem i czym prędzej dociera na miejsce. Ale to, co tam zobaczył bardzo go zdziwiło. Dziewczyna, którą miał zabić nie była bowiem aniołem, ale nie była też człowiekiem. Alex postanawia ją obserwować aż do wyjaśnienia tej zagadki. 

"Aby poznać, czym jest prawdziwa miłość, trzeba poznać anioły" 

Beth ciągle mówiła, że jest szczęśliwa, że jej anioł ją uszczęśliwia. Postanowiła rzucić szkołę i mimo ostrzeżeń Willow przyłączyć się do Kościoła Aniołów. Willow nie czuła jeszcze takiego niepokoju, przerażenia. Pragnie dowiedzieć się prawdy i jedzie do tamtego kościoła, kiedy Beth ma zostać przyjęta. Jednak dziewczyna ją rozpoznaje i alarmuje wszystkich, że jest zagrożeniem dla aniołów, że chce ich skrzywdzić. Zaślepieni ludzie są blisko zabicia Willow, ale udaje jej się uciec dzięki pewnemu czarnowłosemu młodzieńcowi. Razem ukrywają się przed aniołami i członkami Kościoła Aniołów. Alex postanawia chronić Willow, gdyż okazuje się, że może ona być szansą na zniszczenie wszystkich aniołów. Jednak mają coraz mniej czasu, a niebezpieczeństwo depcze im po piętach. Kim jest Willow i dlaczego tak szybko uwierzyła w zapewnienia Alexa? 

Na okładce możemy przeczytać, że L.A. Weatherly stworzyła na nowo anioła. I z tym mogę się zgodzić. Świat stworzony przez autorkę jest realistyczny, ciekawy i intrygujący, przemyślany i nieprzypadkowy. To jest dla mnie bardzo ważne w takiego typu książkach- nieprzypadkowość. W wielu powieściach, seriach spotkałam się z tym, że autorzy niekoniecznie mieli wszystko zaplanowane i pod wpływem chwili coś uzupełniali. Mam bardzo często takie wrażenie, bo później okazuje się, że opowieść ma pełno nieścisłości. W tym przypadku tak nie jest- wszystko ma swoją przyczynę, skutek. Również anioły, które w tej książce są zupełnie inne od naszych wyobrażeń sprawiają wrażenie wiarygodnych. 

L.A. Weatherly pokazuje nam anioły w zupełnie innym świetle. Są to żerujące na ludziach potwory, które pod maską dobroci i piękna ich wykorzystują. Co jeszcze bardziej dodaje tragizmu tej sytuacji, to to, że ludzie przez anielskie poparzenie widzą te istoty jako swoich wybawców. Nie widzą przy tym, że są coraz słabsi, że to od kontaktu z aniołem chorują. Wręcz przeciwnie, stawiają im kościoły, wychwalają ich dobroć i są w stanie zniszczyć każdego, kto może okazać się dla nich zagrożeniem. Aniołowie mogą przybierać ludzką postać, ale tylko w swojej naturalnej istocie mogą się żywić, a także można ich wtedy zabić. Willow okazuje się być kimś, kto tak naprawdę nie miał prawa istnieć, gdyż to, że żyje nie powinno być możliwe. A jednak jest i stanowi największe zagrożenie dla aniołów. 

Styl autorki jest prosty i zrozumiały, kolejno poznajemy fakty z życia bohaterów, a także prawdę o nieziemskich istotach. Początkowo byłam bardzo wciągnięta- była ucieczka, pościg, akcja. Alex trzymał się na dystans od Willow a ja czekałam aż autorka pokusi się o jakieś znaczące wydarzenie między nimi. Ale kiedy się już tego doczekałam byłam rozczarowana. Po tym jak pani Weatherly opisywała wydarzenia na początku spodziewałam się czegoś więcej. A tak naprawdę wątek miłosny, który stworzyła, tylko zepsuł to, co do tej pory sądziłam o książce. Jako fanka romansów powinnam być usatysfakcjonowana, ale nie jestem. Może po prostu przejadły mi się już cukierkowe miłości. W pewnym momencie byłam tak przesłodzona, że prawie powiedziałam "żyg tęczą", czyli coś w stylu mojej siostry :P

Tak więc podsumowując, powieść jest porządnie napisana, z ciekawym światem przedstawionym i intrygującymi bohaterami. Na pewno spodoba się miłośnikom młodzieżówek, a także sielankowej, jak dla mnie nieco przesłodzonej, miłości. Jestem ciekawa co będzie dalej więc gdybym znalazła kolejną część, z chęcią przeczytam. Oceniam powieść na 4/6   


tytuł: "Anioł" 
autor: L.A. Weatherly 
rok wydania: 2010
wydawca: Świat Książki
ilość stron: 400





czwartek, 29 sierpnia 2013

53. "Małe kobietki" Louisa May Alcott


"(...) miłość rozprasza strach, a wdzięczność zwycięża dumę"

W obecnych czasach, gdzie naszą uwagę przyciąga często komputer czy telewizor to tym urządzeniom poświęcamy najwięcej czasu. Niektórzy nawet nie wiedzą jak wiele godzin marnują na tych bezużytecznych czynnościach. A kiedyś ludzie inaczej zajmowali sobie czas wolny. Byli bardziej kreatywni, rozrywkowi, radośni. W powieści Louisy May Alcott pt. "Małe kobietki" możemy bliżej przyjrzeć się codzienności młodych dziewcząt żyjących w Ameryce w drugiej połowie XIX w. 

"Zalety i tak dają się wyczuć w rozmowie i zachowaniu. Wcale nie trzeba ich wciąż podkreślać"

Bohaterami są siostry: Meg, Jo, Beth i Amy March. Ich ojciec bierze udział w wojnie secesyjnej i dziewczęta bardzo odczuwają jego nieobecność. Podczas świąt Bożego Narodzenia razem z mamą wspominają i myślą o przyszłości. Kiedy wspólnie odczytują list od pana Marcha wpadają na pomysł zabawy w pielgrzymów. Wzorując się na opowieści "Wędrówka pielgrzyma" Johna Bunyana postanawiają zmierzyć się ze swoimi słabościami i wadami, aby stać się lepszymi osobami. 

"Nigdy nie ustawaj w wysiłkach i nigdy nie myśl, że nie potrafisz zwalczyć swych błędów"

Każda z dziewcząt ma zalety, ale niestety też wady. Meg jako najstarsza z sióstr jest też najbardziej odpowiedzialna z nich wszystkich. Jest skromna i dobra, dobrze wychowana, ma nienaganne maniery. Ale marzy o bogactwie, balach, kosztownych sukniach przez co czasami jest próżna. Jo jest rozrywkową dziewczyną ale o dosyć wybuchowym i nieprzewidywalnym charakterze. Beth musi przezwyciężyć swoją chorobliwą wręcz nieśmiałość, a Amy bywa zarozumiała. Razem świetnie się bawią, urozmaicając sobie czas przeróżnymi zabawami. Wkrótce dołącza do nich samotny Laurie, a nawet jego tajemniczy dziadek. 

Po przeczytaniu opisu książki przyznam szczerze, że nie czułam się szczególnie zachęcona. Powieść na pierwszy rzut oka wydaje się być nudna i nieciekawa, nie ma tu akcji czy napięcia. Ale już wtedy, przy czytaniu tego opisu, coś mi mówiło, że książka może okazać się zupełnym tego przeciwieństwem. Dlatego postanowiłam przeczytać tą powieść i nie zawiodłam się. Bo chociaż nie znajdziemy tu dynamizmu, książka posiada także wiele zalet. 

"Małe kobietki" to miła i niesamowicie ciepła opowieść. Jej bohaterki spędzają czas w bardzo ciekawy i pomysłowy sposób, co oczywiście jest tu przedstawione bardzo dokładnie. Znajdziemy w książce opisy przedstawień, łącznie z fragmentami scenariusza czy wierszy, tajnych stowarzyszeń, czy innych tego typu rzeczy. Zaletą powieści są też niewątpliwie liczne wskazówki, nauki, pani March, nazywanej przez córki mamisią. Wiele razy pouczała dziewczęta, a podczas rozmowy od razu można dostrzec mądrość tej kobiety. Nie tylko poprzez panią March książka przekazuje nam ważne treści. Jej córki zmierzają się ze swoimi słabościami, odkrywają ważne rzeczy, z których również możemy się wiele nauczyć. 

Bohaterowie powieści są bardzo zróżnicowani, dzięki czemu łatwo nam jest utożsamić się z jednym z nich. Najbardziej polubiłam Joe, która była tak radosna i zabawna. Jest to dziewczyna mająca talent pisarski, uwielbia pisać opowiadania i scenariusze, jest raczej chłopczycą. To ona najbardziej zaprzyjaźniła się z Lauriem, który stał się jej najlepszym przyjacielem. Zawsze z niecierpliwością czekałam co też ta dwójka zaraz wymyśli :) W pamięci utkwiła mi także postać Beth, nieśmiałej dziewczynki z talentem muzycznym. Tak jak powiedziałam postacie są bardzo różne i ciekawe, dobrze wykreowane. Nie ma tu postaci idealnej, nie znajdziemy tu kogoś wyidealizowanego, bez wad. To sprawia, że bohaterowie są nam bardziej bliscy, ludzcy. 

"Małe kobietki" to bardzo fajna opowieść o dorastaniu, którą najlepiej będzie się czytało wieczorami, albo w wolnym czasie. Powieść jest ciepła i lekka w odbiorze, dlatego będzie dobrym umilaczem czasu. Ale nie jest to równocześnie płytka książka, gdyż znajdziemy w niej również wskazówki i rady. Ja jestem pozytywnie zaskoczona i pewnie jeszcze niejednokrotnie sięgnę po "Małe kobietki", głównie po to by zarazić się entuzjazmem bohaterów. Jednak przez brak konkretnej akcji oceniam książkę jako dobrą. 4/6

tytuł: "Małe kobietki"
autor: Louisa May Alcott
rok wydania: 1868
wydawca: MG Wydawnictwo
ilość stron: 304


Za poznanie tej ciepłej historii dziękuję Wydawnictwu MG!