wtorek, 24 lutego 2015

98. "Love, Rosie" Cecelia Ahern


"Love, Rosie" to książka, która trafiła do mnie niespodziewanie i niespodziewanie zostawiła w moim życiu jakiś ślad. To moje pierwsze spotkanie z autorką, ale bez wątpienia nie ostatnie.


"Teraz już wiem na pewno, że tam, na końcu tęczy, czeka na mnie spełnienie marzeń" 

Rosie i Alex znają się od dzieciństwa i są swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Stali się nierozłączni i dzielą się ze sobą wszystkimi przeżyciami i emocjami. Wierzą w siebie nawzajem i wybaczają złe decyzje. Dlatego kiedy okazuje się, że Alex musi przeprowadzić się z rodzicami do Ameryki jest to dla nich okrutny cios.

"Można uciekać i uciekać w nieskończoność, ale prawda jest taka, że wszędzie tam, gdzie się zatrzymasz, dopadnie Cię Twoje życie"

Obiecują sobie, że nie stracą kontaktu. Odległość nie może przecież zniszczyć wieloletniej przyjaźni. Poza tym, Rosie ma niedługo przylecieć do Bostonu i rozpocząć studia. Oboje są tym bardzo podekscytowani. Alex zawsze marzył by zostać lekarzem i udaje mu się dostać na wymarzoną uczelnię. Rosie również sprzyja szczęście - jej aplikacja na studia w szkole hotelarskiej zostaje przyjęta.

"To nie takie proste, gdy rany próbuje wyleczyć ta sama osoba, która je zadała" 

Jednak plany bohaterów nieoczekiwanie muszą się zmienić. Rosie rezygnuje z wymarzonej uczelni i zostaje w Irlandii. Wszystko przez jeden mały błąd na balu absolwentów i za dużo alkoholu. Jest to bardzo trudne zarówno dla niej, jak i dla Alexa. Przyjaciele nadal zostają oddzieleni, ale wciąż utrzymują ze sobą kontakt. Zakładają własne rodziny i odkrywają co jest dla nich najważniejsze. Na jednym ze wspólnych spotkań Rose uświadamia sobie, że kocha Alexa. Sprawy nie układają się jednak po jej myśli.

Moje czytelnicze plany nie zakładały poznania tej powieści Cecelii Ahern. Jednak kiedy na horyzoncie pojawiła się taka możliwość nie mogłam jej nie wykorzystać. Początkowo nie wiedziałam czego spodziewać się po tej książce i co o niej myśleć. Ale w pewnym momencie zauważyłam, że zaczęłam śledzić losy bohaterów z niegasnącym zainteresowaniem.

"Love, Rosie" to powieść wydana początkowo pod tytułem "Na końcu tęczy". Nie wiem jak to możliwe, że wcześniej nie słyszałam o tej książce, bo naprawdę wiele straciłam. Bardzo cieszę się, że poznałam tę historię, chociaż zawsze myślałam, że zacznę swoja przygodę od innego dzieła Cecelii Ahern :) Tak czy inaczej, zakochałam się w tym jak autorka przedstawia rzeczywistość.

Pierwszym zaskoczeniem było to, że cała fabuła składa się z listów pisanych przez bohaterów. Są to nie tylko tradycyjne listy, ale również e-maile, wiadomości, SMS-y, zawiadomienia, zaproszenia, foldery i tym podobne. Muszę przyznać, że początkowe zaskoczenie później zmieniło się w zwątpienie, a potem w ciekawość. Wszystko przez to, że przedstawienie historii w ten sposób musiało być nie lada trudnością. Autorka mogła posłużyć się tylko rozmowami postaci i ich wspomnieniami. Nie było tu narratora, który opisywałby fabułę. Gdzieś w połowie książki zorientowałam się, że Cecelia Ahern poradziła sobie doskonale. Co więcej, utrzymuje uwagę czytelnika, który śledzi losy bohaterów z zainteresowaniem. Bardzo spodobała mi się ta zabawa formą. Autorka postawiła sobie wyzwanie i podołała mu niezwykle zgrabnie.

Opowiadanie historii za pomocą listów ma, jak się okazało, sporo zalet. Przede wszystkim, wszystkie postaci są niewiarygodnie autentyczne. Przez to, że rozmowy bohaterów schodziły często na tematy codzienne, czasami błahe (tak jak to ma miejsce w rzeczywistości) są oni dla nas bliżsi. Czytanie ich korespondencji sprawia, że przeżywamy wszystko niemal osobiście, tak jakbyśmy poznawali historię najbliższych przyjaciół i, co najważniejsze, sami w niej uczestniczyli. Wszystkiego dowiadujemy się z pierwszej ręki. Również pewne zachowania bohaterów, które przejawiają się w wiadomościach, które do siebie piszą, przybliżają nas do nich. Samo to, że wiemy, iż Alex zamiast "wiem" pisze "wjem", to że razem z Rose nadają różnym osobom przezwiska i to jak ze sobą rozmawiają wiele mówi.

Zaczynamy czytać liściki przekazywane przez małych Rosie i Alexa pod szkolną ławką. Z biegiem czasu charakter i styl się zmienia, błędy ortograficzne znikają, a sama tematyka jest poważniejsza. Na naszych oczach postaci dojrzewają, zmieniają się. Książka musi być nie lada gratką dla osób w wieku przybliżonym do tego, jaki mieli bohaterowie pod koniec powieści. Sama mogłam powspominać tylko czasy dzieciństwa, a i tak wyczułam magię i poddałam się chwili nostalgii. Co muszą odczuwać starsi czytelnicy - od nowa przypominają sobie to jak ich światopogląd ulegał zmianie, jak etapami przekonywali się, co tak naprawdę liczy się w życiu. Niesamowite przeżycie - a przecież sama nie doświadczyłam go w pełni. Na pewno powrócę do tej książki ponownie, kiedy będę dużo starsza i będę miała za sobą więcej doświadczenia. Wszystko przez tę magię, którą stworzyła dla swoich czytelników Cecelia Ahern. 

Jeszcze kilka słów o bohaterach, bo przecież na nich bazuje cała powieść. Tak jak mówiłam, świetna charakterystyka i wyczucie autorki. Rosie, Alex, Ruby, Katie... te osoby nadają całości ciepła i poczucia swojskości. Dialogi (tutaj sprowadzone do słów pisanych do siebie) również są wielkim plusem tej powieści. Szczególnie przypadła mi do gustu relacja Rosie i Ruby, sama postać Ruby jest czarująca i dzięki niej nie raz miałam uśmiech na twarzy :)

Nie napisałam do tej pory złego słowa na "Love, Rosie", bo po prostu czułam się przez nią zaczarowana. Chociaż irytować może fakt, że Rose i Alex ciągle się ze sobą mijają i nie wykorzystują swoich szans na szczęście, to jednak nie zmienia to faktu, że książka jest urocza. Epilog, jedyna część w powieści pisana z punktu widzenia narratora, mimo że wzruszający i poruszający, zostawił u mnie nutkę goryczy. Sama nie wiem, może to przez tę zwłokę bohaterów... Tak czy inaczej, oceniam książkę na 4,5/6. "Love, Rosie" może w pewnym momencie wypaść mi z pamięci, zastąpiona inną historią, ale na pewno do niej powrócę. Jest to lekka, przyjemna opowieść, gdzie może nie ma porywającej akcji, ale zapewnia chwile wzruszeń i śmiechu. Oczywiście polecam :)


tytuł: "Love, Rosie" ("Na końcu tęczy")
autor: Cecelia Ahern
wydawnictwo:  Akurat
rok wydania: 2004 (w Polsce 2006)
ilość stron: 512

WYZWANIA: Przeczytam tyle, ile mam wzrostu!, Czytam opasłe tomiska

Za poznanie historii Rosie i Alexa dziękuję ślicznie Wydawnictwu Akurat!

23 komentarze:

  1. Nie miałam jeszcze okazji obejrzeć filmu, ale już od paru osób słyszałam, że jest świetny. Na książkę czaję się od dłuższego czasu. Polecam wszystkim "Ps kocham cię" tej samej autorki ;)

    Drugastronaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "PS. Kocham Cię" będzie następne w kolejce. Już nawet czeka na półce ;)

      Usuń
  2. czytałam ps kocham Cie. swietna ksiażka. tego tytułu jeszcze nie przerobiłam, ale zamierzam

    OdpowiedzUsuń
  3. Z pewnością kiedyś sięgnę po tą książkę, nie wiem tylko kiedy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo cenię powieści, które pozostawiają po sobie ślad. "Love, Rosie" jeszcze nie czytałam, ale czeka na mojej półce i na pewno zabiorę się za nią niebawem, może nawet w tym miesiącu. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam na stosiku, może uda mi się w przyszłym tygodniu przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Od dłuższego czasu zbieram się w sobie, żeby przeczytać tę książkę, ale do tej pory mi się to nie udało. W końcu będę musiała to zrobić, bo dużo osób ją poleca. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Film, film, film, zobacz film, polecam film, już, teraz, oglądaj, weź chusteczki, film, film
    Przepraszam, poniosło mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :P Właśnie obejrzałam film - jedna z lepszych ekranizacji książek jakie widziałam (mimo że zmieniono trochę rzeczy)

      Usuń
  8. Książkę mam na polce od grudnia, planowałam przeczytać ją w lutym, ale się nie wyrobię. Morze w marcu poznam historię :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z powodu braku czasu z książką było mi nie po drodze, dlatego skusiłam się najpierw na film. I muszę powiedzieć, że bardzo mi się podobał, więc może kiedyś jeszcze zdecyduje się przeczytać 'Na końcu tęczy', szczególnie, że słyszałam o niej naprawdę różne opinie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film jest bardzo przyjemny w odbiorze. Nawet zmiany jakie wprowadzono nie zraziły mnie zbytnio, bo wszystko wydawało się tak jakby spójniejsze :) A książkę jak najbardziej ci polecam :)

      Usuń
  10. Liczę na to, że niedługo wpadnie mi w łapy. Bardzo chcę poznać historię tych bohaterów :) Szczególnie, że większość poleca! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Niedawno wypożyczylam ją z biblioteki i jestem bardzo ciekawa czy mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ta książka czeka na swoją kolej u mnie na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja bardzo polubiłam Katie, dzięki scence z sokiem pomarańczowym ( a dokładniej z listem), ale Ruby też była genialna. Teraz muszę obejrzeć ekranizację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Katie pokazała po kim ma swój charakterek. Uśmiałam się przy jej liście :)

      Usuń
  14. Książka rewelacyjna, skradła i moje serce, teraz koniecznie muszę obejrzeć film. Polecam pozostałe książki autorki, myślę, że się nie zawiedziesz;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz, kiedy już uczyniłam pierwszy krok w stronę Cecelii Ahern, na pewno przeczytam pozostałe książki jej autorstwa :)

      Usuń
  15. Opinie są tak zróżnicowane, że chyba muszę po prostu tę książkę sama przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z doświadczenia wiem, że tak będzie chyba najrozsądniej ;)

      Usuń
  16. Książka przyciągnęła moją wagę już dawno, jednakże boję się jej formy. Fakt, że postacie są wtedy autentyczne, ale obawiam się, że taki sposób pisania może mnie nieco zmęczyć. Jeśli nie przeczytam, to się nie przekonam. Może niedługo książka ta trafi w moje ręce ;)

    http://bookcasemonster.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Już enty raz natykam się na blogach na pozytywną recenzję tej książki, chyba czas wreszcie po nią sięgnąć! :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz jest dla mnie zachętą do prowadzenia tego bloga. Każdy ślad jaki tutaj zostawicie sprawia, że jest mi ciepło na sercu. Zapraszam Was więc do komentowania, czytam każdą Waszą odpowiedź i jestem chętna do dyskusji. Chętnie odwiedzę również Wasze blogi :)

Jeżeli jesteś osobą anonimową, Ciebie też zachęcam do komentowania. To naprawdę bardzo miłe, kiedy widzę, że czytacie moje posty. Tylko nie zapominajcie się podpisać :P

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...