wtorek, 28 lutego 2017

127. "Intruz" Stephenie Meyer


Stephenie Meyer to nazwisko, które każdy skojarzy z pewną znaną serią o migoczących w słońcu wampirach. I chociaż wiele osób nie uważa sagi za szczególnie wybitną, nie powinno się myśleć o autorce jak o beznadziejnym przypadku. Stephenie Meyer stworzyła inną książkę, która stała się jedną z moich ulubionych.

"Nigdy nie wiesz, ile czasu ci zostało" 

Na Ziemi jest wiele zła. Zbrodnie, przemoc, nienawiść towarzyszą nam każdego dnia, na tyle, że zaczęliśmy uważać je za coś oczywistego. Co jednak stałoby się, gdyby to całe zło zniknęło? Czy świat stałby się lepszym? Nawet za cenę zniknięcia ludzkości? 

"Dusza. To chyba odpowiednie określenie. Niewidzialna siła kierująca ciałem" 

Dusze to istoty dobre, uczciwe, nieuznające przemocy, nieczujące nienawiści. Osiedlają różne światy i planety, by zmieniać je na lepsze. Zajmują ciała mieszkańców i żyją ich życiem. Po odkryciu Ziemi stwierdzają, że jest to kolejne miejsce wymagające poprawy. Przejęli ciała już prawie wszystkich ludzi. Prawie. Melanie jest jedną z niewielu osób, które wciąż są sobą, nie mają w sobie Duszy. Ale i to szybko się zmienia. 

"Kto wie, czy na tej planecie każda radość nie musiała być okupiona taką samą ilością bólu, jak gdyby istniała jakaś tajemna waga, której szale zawsze były równe" 

Melanie staje się żywicielem Duszy o imieniu Wagabunda. Celem Duszy jest przeszukanie wspomnień poprzedniej właścicielki ciała, by dowiedzieć się gdzie ukrywają się rebelianci. Ale Wagabunda napotyka na trudności - Melanie wciąż w niej walczy i nie dopuszcza jej do ważnych informacji. Podsyła za to inne obrazy, wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, aż Wagabunda zaczyna czuć to samo co jej żywicielka. Wyrusza więc na poszukiwania, sprzymierzając się z Melanią i uciekając przed pewną dociekliwą Łowczynią.



Intruz" to książka, która czekała na swoją kolej na półce dosyć długo. Za długo. Zrozumiałam to prawie od razu, kiedy tylko przeczytałam kilka rozdziałów. Zdałam sobie sprawę, że "Intruz" różni się od poprzednich powieści autorki nie tylko gatunkiem. Zagłębiłam się więc w treść z coraz większą ciekawością. 

Przyznaję, początki były trudne. Byłam bardzo zainteresowana dalszym rozwojem akcji, ale musiałam wykazać się odrobiną cierpliwości. Pierwszych rozdziałów nie uważam za najciekawsze, chociaż były dobrym wprowadzeniem do zrozumienia punktu widzenia Dusz. Kiedy Wagabunda znalazła się w kryjówce rebeliantów wszystko stało się ciekawsze.


Powieść jest dosyć gruba, ale to nigdy nie stanowiło dla mnie problemu. Zaskakującym był dla mnie jej format, martwiłam się, że będzie nieporęczny. Tymczasem książkę czytało się bez większych problemów. Cieszyło mnie, że wyczułam w "Intruzie" styl Stephenie Meyer, który jednocześnie uległ poprawie. Wciąż jednak była to ta sama autorka, ze swoim nieco młodzieżowym stylem pisania, który bardzo mi odpowiadał. Narracja jest dokładna, z punktu widzenia Wagabundy, ale nie skupiająca się czasami na niektórych szczegółach, nienaturalnie przyspieszająca, co dotyczyło zwłaszcza wspomnień Melanie. Mógł to być celowy zabieg autorki, by czytelnik skupił się bardziej na głównej bohaterce, muszę jednak przyznać, że odebrało to troszkę wiarygodności w relacji między Melanie i Jaredem. Tak czy inaczej, narrację uważam za duży plus, gdyż Meyer doskonale pokazała dwoistość charakteru bohaterki, mogliśmy rozróżnić Melanie od Wagabundy. Również kontakt między nimi był bardzo dobrze nakreślony. Akcja w powieści ciągnie się powoli, jest niespieszna i, jak powiedziałam wcześniej, dokładna, ale jednocześnie trzyma w napięciu. Im dalej czytałam, tym bardziej nie mogłam się oderwać od lektury.

Jeśli chodzi o samych bohaterów, to oni także jakoś odcisnęli na mnie swój ślad. Może dlatego, że "Intruz" ma tyle stron przywykłam i przywiązałam się do postaci. Wagabunda, później Wanda, główna bohaterka, stała się dla mnie jedną z ulubionych postaci. Początkowo pragnąca odnaleźć wszystkie sekrety Melanie i pomóc Duszom w, jak jej się zdawało, słusznym celu, później zaczęła ludziom współczuć. Poznając bliżej emocje, jakie targają ludźmi, więzi jakie miedzy nimi powstają, zrozumiała, że nie zasługiwali oni na to, by odebrać im świat. Wanda jest bardzo pozytywną postacią, ale nie miałam wrażenia, że jest to przerysowane i nienaturalne. Melanie z kolei miała bardziej żywiołowy charakter niż spokojna i nietolerująca przemocy Dusza. Chociaż to Wagabunda 'sterowała' ciałem, a Melanie była w nim uwięziona i mogła tylko do niej mówić, z łatwością dało się zrozumieć jej charakter. Obie bohaterki z czasem przyzwyczajają się do siebie i stają się swoimi sojuszniczkami a nawet przyjaciółkami. 

W przypadku postaci męskich jest podobnie, z tym, że tutaj wyczułam większą niechęć do Jareda niż powinnam była. Nawet biorąc pod uwagę wspomnienia Melanie nie mogłam do końca uwierzyć w relację Melanie-Jared. Z resztą podobnie z relacją Wanda-Jared. Zdecydowanie bardziej polubiłam Iana, był o wiele wiarygodniejszy i prawdziwy. Ian jest bohaterem, o którym lubiłam czytać, co nie zawsze zdarzało się w przypadku Jareda. No i bardziej przypadł mi do serca wyglądem :)


Już na pierwszy rzut oka można zauważyć wątek miłosny, zresztą dosyć charakterystyczny dla Stephenie Meyer. Jest tu element zazdrości, niezdecydowania, jest za to dużo bardziej skomplikowany niż mogłoby się wydawać. Odbywała się tu swego rodzaju tragedia: Wanda odczuwała to samo co kiedyś Melanie, miała więc z góry narzucone uczucia. Ciało, które posiadała kochało Jareda, ona sama czuła inny rodzaj miłości do innej osoby. Istnieje tu wyraźny podział na Ciało i Duszę, na to jak różni się miłość każdego z nich. Książka ta od początku miała traktować o miłości, wynika to bezpośrednio z dedykacji autorki. 

Uwielbiam, kiedy czytana przeze mnie powieść ma drugie dno, czasami łatwiejsze, a czasami trudniejsze do odnalezienia. "Intruz" o tyle różni się od wspomnianej sagi Zmierzch, że ma głębsze znaczenie, przesłanie, które każdy może zinterpretować po swojemu. Dla mnie "Intruz" nie jest czysto o miłości. Ja widzę w nim ocenę ludzkiego społeczeństwa. Bardzo podobało mi się w początkowych rozdziałach jak Wagabunda poznawała różne emocje, jak były one tłumaczone. Ciekawym było spojrzeć na człowieka z tej strony. W trakcie rozwoju akcji wciąż zostaje dokonywana ocena. Wanda doświadcza wielu krzywd, przemocy, jest świadkiem wielkich okrucieństw przed którymi ją ostrzegano i które były powodem zajęcia Ziemi przez Dusze. Ale poznaje też inne, równie silne emocje: miłość, macierzyńską i tę romantyczną, radość, tęsknotę i wiele innych, które pozwalają jej dostrzec, że ludzie zasługiwali na świat, w którym żyli. Szczególnie dobitne było tu dla mnie zdanie z ostatniego rozdziału, a właściwie epilogu: "W takim razie może jednak jest dla tej planety jakaś nadzieja".

Trzeba przyznać, że autorkę poniosła wielka fantazja, kiedy opisywała światy, w których osiedlały się Dusze. Były to ciekawe historie, ale zbyt niewiarygodne. Wiedziałam jednak, że przedstawienie tych istot w takim świetle miało pokazać złożoność ludzi, ich charakteru, to jak są niestabilni i bogaci emocjonalnie. "Intruz" zapadnie mi w pamięci na długo i chętnie powrócę do tej powieści. To książka bardzo ciekawa, a przede wszystkim mądra, bo z przesłaniem. Dobrze napisana, miejscami zabawna, a czasami wzruszająca do łez.

Kiedy czytałam zakończenie nie mogłam powstrzymać uśmiechu, a to dlatego, że było to zakończenie bardzo w stylu Stephenie Meyer. Wydaje mi się, że "Intruz" byłby jeszcze lepszy, gdyby skończył się na tych kilku pustych kartkach przed rozdziałem 59. Ale cóż poradzić, w końcu napisałam, że byłam zadowolona ze sposobu w jaki pisze autorka :) Otwarte zakończenie ma jednocześnie tę zaletę, że niesie nadzieję, każe nam się zastanowić nad tym, czego byliśmy świadkami czytając lekturę. "Intruz" dostaje ode mnie ocenę 5,5/6. Nie wiedziałam, że tak spodoba mi się powieść z gatunku science-fiction, bo zazwyczaj się go wystrzegam.
Was przestrzegam tylko przed obejrzeniem ekranizacji, dawno nie widziałam takiego gniota.   



tytuł: "Intruz"  
autor: Stephenie Meyer
tłumacz: Łukasz Witczak 
wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie 
rok wydania: 2008 
ilość stron: 568 

6 komentarzy:

  1. Czytałam tę książkę taki dłuuugi czas temu że zapomniałam co się w niej dzieje. Chyba jeszcze w gimnazjum... :) Filmchce obejrzeć, ale do książki chyba nie wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To coś dla mnie! Nie czytałam Zmierzchu i nie zamierzam, ale tę książkę muszę przeczytać.

    https://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie nie nie ! Totalnie książka nie dla mnie :)

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka bardzo mi się podobała! :) Film też wyszedł nieźle :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam tę książkę kilka lat temu i miałam podobne odczucia. Fabuła ciekawa, a zakończenie typowo Meyer :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Każdy Wasz komentarz jest dla mnie zachętą do prowadzenia tego bloga. Każdy ślad jaki tutaj zostawicie sprawia, że jest mi ciepło na sercu. Zapraszam Was więc do komentowania, czytam każdą Waszą odpowiedź i jestem chętna do dyskusji. Chętnie odwiedzę również Wasze blogi :)

Jeżeli jesteś osobą anonimową, Ciebie też zachęcam do komentowania. To naprawdę bardzo miłe, kiedy widzę, że czytacie moje posty. Tylko nie zapominajcie się podpisać :P

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...