czwartek, 27 czerwca 2013

41. Gildia magów - Trudi Canavan



Tytuł: Gildia magów
Tytuł oryginału: The Magicians' Guild
Autor: Trudi Canavan
Seria: Trylogia Czarnego Maga, tom I
Wydawca: Galeria Książki
Rok pierwszego wydania: 2001



'Mawiają w Imardinie, że wiatr ma duszę i jęczy w ciasnych zaułkach miasta, ponieważ smuci go ich widok' 

W Imardinie każdego roku odbywają się Czystki, którymi zajmują się magowie. W tym czasie ulice miasta są oczyszczane z biedaków i nędzarzy, którzy są wypędzani. Wszystko zaczęło się 30 lat temu i trwa nadal chociaż wielu twierdzi, że Czystki nie są już potrzebne. Ludzie mieszkający w slumsach nienawidzą za to magów. Obwiniają ich za wszystko, mimo że wykonują tylko rozkazy Króla. W jakikolwiek sposób próbują pokazać im swój opór, szczególnie młodzież i dzieci należący do grupy Harrina. Do której należała też kiedyś Sonea. 

'Moc nic nie znaczy, jeśli mag ma przegniłe serce' 

Po dwóch latach dziewczyna wraca z Północnej Dzielnicy, gdzie mieszkała w jednym z gościńców razem z ciotką i wujem. Niestety musieli się stamtąd wynieść z rozkazu Króla. Teraz, kiedy Sonea rozgląda się za nowym mieszkaniem trwa Czystka. Spotyka przyjaciół z dawnych lat, Harrina i Cery'ego. Jej ciocia nie była przychylna ich znajomości, sądząc, że mają na dziewczynę zły wpływ. Jednak Sonea zostaje namówiona przez nich do wzięcia udziału w oporze.

'Oszuści zawsze wyglądają miło i uczciwie, Gdyby było inaczej, umarliby z głodu' 

Kiedy rzuca kamieniem w grupkę magów jak zwykle odbija się on od magicznej bariery. Ale podejmując kolejną próbę, kieruje razem z kamieniem całą swoją złość i gniew na tych ludzi. Nieoczekiwanie przenika on przez tarczę uderzając jednego z magów w skroń, pozbawiając go przytomności. Od razu pojmują oni, że stało się to za sprawą magii. Zaskoczona i przerażona Sonea ucieka, pewna, że zostanie zabita. Nie wie jednak, że musi nauczyć się kontroli, inaczej stanowi zagrożenie dla siebie i innych. Magowie postanawiają ją znaleźć by jej w tym pomóc, ale też zaproponować jej wstąpienie do Gildii. Byłoby to pierwsze takie wydarzenie w historii, gdyż nigdy nie zapraszano do tego ludzi z niższych warstw społecznych. Jenak Sonea jest inna- jej talent magiczny ukazał się sam, kiedy najczęściej musi go wyzwolić inny mag. Czy magom uda się odnaleźć dziewczynę? Czy zdecyduje się ona zostać jedną z tych, których tak nienawidzi?

"Gildia Magów" jest pierwszą księgą z "Trylogii Czarnego Maga". Jest to seria fantasy, a akcja dzieje się w Imardinie, jedym z miast Kyralii. Autorka stworzyła całkiem nowy świat, w który przenosimy się błyskawicznie, powieść bardzo wciąga. Zrozumienie miejsca akcji zostało nam ułatwione, gdyż na pierwszych stronach można znaleźć mapki Kyralii, Imardinu i Kyraliańskiej Gildii Magów, a także słowniczek. Przyznaję, że początkowo nie były mi one do niczego potrzebne, a nawet później rzadko z nich korzystałam. Ale doceniam dodatkowy trud autorki.

Główną bohaterką "Gildii Magów" jest Sonea, dziewczyna, która odkrywa w sobie talent magiczny. Jest to zaskoczeniem zarówno dla niej, jak i dla magów. Od bardzo dawna nikomu nie udało się uwolnić magii samodzielnie, zwykle odkrywał ją inny mag. To świadczy o wielkiej mocy jaką posiada Sonea, ale też jest zagrożeniem dla innych dopóki nie nauczy się kontroli. Dziewczyna jednak jest pewna, że jest ścigana po to, aby ją zabić. Widzimy tu racje dwóch stron: magów i mieszkańców slumsów, do których należy bohaterka. Poznajemy ich sposób widzenia bardzo dokładnie i może się wydawać, że wszyscy chcą dobrze.

Sonea wychowywała się w slumsach. Po tym, jak jej matka umarła a ojciec ją opuścił, została przygarnięta przez ciocię i wujka. Po wielu staraniach i pracy opiekunów udaje im się zamieszkać w gościńcu. Wyrwali się oni z biedoty stając się rzemieślnikami. Jednak to na co pracowali całe lata zostaje im odebrane przez jeden z rozkazów Króla. Sonea, tak jak i inni z niższych warstw społecznych uważa, że nikt się z nimi nie liczy. Tym bardziej kieruje swoją niechęć do magów, którzy biorą udział w Czystkach. Tak wiele słyszała o śmierci ludzi z przyczyny magii przez nich użytych, nie widziała nic co zrobiliby dla ich dobra.

Dzięki narracji trzecioosobowej możemy też dowiedzieć się czegoś o magach. Poznajemy Rothena, Dannyla, ale też innych, którzy są bardzo miłymi ludźmi. Chcą dobra dziewczyny, ale nie mogą nic zrobić z nieufnością bohaterki. Szczerze polubiłam Rothena, starszego już maga. To on poświęcił najwięcej czasu na odnalezienie Sonei, a potem na rozmowę z nią. Jest niezwykle sympatycznym człowiekiem, empatycznym, przejmującym się losem biednych, głównie dzięki bohaterce, kiedy widział slumsy na własne oczy. Zupełnym jego przeciwieństwem, a jednocześnie wyobrażeniem maga Sonei, jest Fergun, który jest czymś na kształt czarnego charakteru w tej powieści.

Język autorki jest prosty i zrozumiały dzięki czemu powieść czyta się naprawdę szybko mimo dużej ilości stron. Książka jest podzielona na dwie części. W pierwszej Sonea odkrywa swój dar i ucieka przed magami. Trochę dłużył mi się czas, kiedy o tym czytałam. Ciągłe ukrywanie się bohaterki nie było czymś interesującym w takim stopniu jakbym chciała. Ale później też nie było lepiej. Miałam wrażenie, ze "Gildia Magów" jest tylko wstępem do kolejnych części z serii. Gdybym nie słyszała, ze trylogia jest bardzo dobra, nie sięgnęłabym po kolejne tomy. To niezbyt dobrze mówi o tej książce, ale najczęściej nudziłam się brakiem jakiejkolwiek akcji. Jest to seria fantasy lecz to, że pojawiają się tu magowie jeszcze o tym nie świadczy. Trochę krytycznie podeszłam do tej powieści, ale po prostu nic mnie tu nie zaskoczyło. Na szczęście kolejne tomy są podobno o wiele ciekawsze. Sięgnęłabym po nie nawet bez tego zapewnienia, gdyż autorka bardzo ładnie wplotła nowe wątki pod koniec powieści i wiem, że w "Nowicjuszce" będzie o czym czytać. Moja ocena 3/6

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania 
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu!    
Czytam fantastykę!

----------------------------------------------------------------------------
Jak może zauważyliście zmieniłam swój system oceniania. Nie będę już wystawiała swojej oceny do 10 punktów, ale maksymalnie książka będzie mogła dostać 6 punktów. Dlaczego ta zmiana? Zauważyłam, że przy ocenie ostatnio nie daję powieści mniej niż 7 punktów. Może to wina zbyt dużego wyboru :) Niemniej jednak oceniając książki od 1 do 6 moja ocena będzie bardziej sprawiedliwa i mam nadzieję jaśniejsza dla was czytelników :) Obok, w pasku bocznym będzie można przeczytać o systemie oceniania. Tak więc "Gildia Magów" została oceniona jako 'przeciętna'.
Przy okazji chciałabym Wam podziękować za odwiedzanie mojego blaga. Wasze komentarze bardzo wiele dla mnie znaczą. Ostatnio nie miałam czasu na odwiedzanie wszystkich blogów ale już teraz powinnam to nadrobić. Pozdrawiam Was i życzę miłego dnia :*

piątek, 21 czerwca 2013

40. Zbrodnia i kara - Fiodor Dostojewski




Tytuł: Zbrodnia i kara
Tytuł oryginału: Priestuplenije i nakazanije
Autor: Fiodor Dostojewski
Wydawca: różne
Rok pierwszego wydania: 1866



(...) właściwie wszystko jest w mocy człowieka, ale wszystko mu przechodzi koło nosa jedynie wskutek tchórzostwa' 

Rodion Romanowicz Raskolnikow jest byłym studentem prawa. Zrezygnował z nauki ze względu na swoją ciężką sytuację, nie ma pieniędzy, mieszka w ciasnym pokoiku, który przypomina norę, żyje tylko z niewielkich sum przysyłanych mu przez matkę. Bohater nie czuje się z tym dobrze. Ma świadomość, że to on powinien być odpowiedzialny i utrzymywać swoją matkę i siostrę, które również są biedne. W jego głowie już od pewnego czasu zrodziła się idea, w której podzielił ludzi na tych zwyczajnych,którzy nie przynoszą nic nowego światu i niezwykłych, stworzonych do wielkich rzeczy, mogących popełniać zbrodnie bez konsekwencji. Jego filozofia jest dla niego tak słuszna, że coraz częściej myśli o tym, by zamordować pewną lichwiarkę.

'Za jedno życie - tysiąc żywotów uratowanych od gnicia i rozkładu. Jedna śmierć w zamian za sto żywotów - przecież to prosty rachunek' 

Alona Iwanowna to stara kobieta, która wykorzystuje złą sytuację materialną ludzi. Nie pomaga im, za przyniesione przez nich przedmioty płaci znacznie mniej niż są warte, jest nieufna i powszechnie uważana za złą osobę. Raskolnikow myśli o niej jak o wszy i tak ją nazywa w myślach. Postanowił poświęcić życie tej jednej kobiety za szczęście jego i wielu biednych, cierpiących nędzę, którym jej pieniądze mogłyby pomóc. Niesprawiedliwość świata a zarazem słuszność jego decyzji potwierdza m.in. usłyszana pewnego razu w szynku historia Marmieładowa, pijaka, i jego upodlonej córki Soni, która musiała poświęcić się dla rodziny, chociaż ma dopiero 18 lat. List matki Rodiona o zaręczynach jego siostry Duni z Piotrem Pietrowiczem nie sprawia, że czuje ulgę. Wie, że Dunia robi to dla niego, wie, że nie kocha narzeczonego, że jest to człowiek niegodny względów jego siostry i nie chce tego daru. Postanawia działać.

'Cierpi ten, komu jest żal ofiary. Gdzie jest zdolność poznania i serce głęboko czujące, tam na pewno nie zabraknie bólu i cierpienia. Ludzie naprawdę wielcy skazani są na tym świecie na wielki smutek' 

Swoją zbrodnię przygotowuje bardzo staranie. Wszystko miał już przemyślane od dłuższego czasu i tylko wykonuje zaplanowane czynności. Bardzo dużo zależy od zwykłego przypadku: to, że lichwiarka zostaje sama w domu (co jest bardzo rzadkie), znalezienie siekiery. Właśnie w ten sposób zostaje ona zabita. Jednak Raskolnikow musiał zamordować także Lizawietę, siostrę Alony, która wcześniej wróciła do domu i była niebezpiecznym świadkiem. Skradzione przedmioty schował na czyimś podwórku. Okazało się, że Rodion nie był gotowy na taką zbrodnię. Jego psychika, ale też ciało odmawia mu posłuszeństwa. Przez pierwsze dni po zabójstwie jest nieprzytomny, a kiedy już się budzi jest w malignie. Przez całą jego chorobę jest przy nim jego przyjaciel z uniwersytetu - Razumichin, który niczego nie podejrzewa. Jednak Raskolnikow daje wyraźne znaki o swojej winie i wkrótce Rodion domyśla się, że jest jednym z głównych podejrzanych. Czy zbrodnia bohatera wyjdzie na jaw? A jeśli tak, jaka czeka go za to kara?

"Zbrodnia i kara" jest jedną z najlepszych książek Fiodora Dostojewskiego. I oczywiście zgadzam się z tą opinią. Po przeczytaniu tej powieści miałam tak wiele pytań, tak wiele do przemyślenia. Może stało się to przez popełnioną zbrodnię bohatera, albo przez jego uczucia. Narracja jest prowadzona w trzeciej osobie, ale narrator skupia się głównie na przeżyciach Raskolnikowa przed i po zabójstwie, próbując pokazać nam jego wahanie, myśli, a później udrękę. Autor przez swoją powieść chciał przybliżyć nam rozważania człowieka, który z całą pewnością nie był gotowy na popełnienie zabójstwa. Bo Rodion Raskolnikow na pewno nie był na to gotowy. Możemy zobaczyć to już po zabiciu lichwiarki. Bohater nie mógł sobie poradzić z tym, co zrobił, chociaż prawie do samego końca trwa przy słuszności swojej decyzji. Mimo wszystko ten młody człowiek jest dobry, wzbudza raczej naszą sympatię i współczucie niż pogardę i odrazę. Nie jest typem czarnego charakteru. Jest wrażliwy, nawet bardzo, często jesteśmy świadkami jak pomaga innym. Jest po prostu dobrym człowiekiem, który zbłądził, a my przez całą powieść obserwujemy jego drogę do odnalezienia siebie.

Jedną z postaci, które szczerze polubiłam jest Razumichin. Ten bohater to prostoduszny, uczciwy, przedsiębiorczy i dobry były student. Jest przyjacielem Raskolnikowa, chociaż ten unika go przez wiele miesięcy. Kiedy jednak jest chory Razumichin od razu odnajduje jego ciasny pokój i proponuje mu pomoc. Nie zniechęca się nawet okropnym zachowaniem Rodiona. Polubiłam jego zwyczaj częstego mówienia, można powiedzieć gadulstwa, jego charakter. Z pewnością taki przyjaciel to skarb.

Kolejną interesującą osobą jest Sonia. Jej historia wzbudza nasze współczucie. Jest osiemnastoletnią dziewczyną, która w tak młodym wieku została zmuszona do prostytucji, aby jej rodzina miała chociaż odrobinę pieniędzy na utrzymanie. To ją właśnie wybrał Raskolnikow na osobę, której powie prawdę. Tak naprawdę stało się to już podczas rozmowy z Marmieładowem, kiedy to poznał jej tragiczny los, o czym jeszcze nawet nie wiedział. Sonia poświęciła się dla kogoś w sposób, który z pewnością nie był dla niej łatwy. Bohaterka bardzo to wszystko przeżywała, bo wszystko nie było z jej własnej woli. Postanawia jednak pomóc Raskolnikowowi, widzi w nim cząstkę dobra i zaczyna nad nią pracować. Nie jest nachalna ale cierpliwa, z czasem bohaterowie są ze sobą związani. To wszystko zdarza się dopiero po bardzo długim czasie. Czytelnik uświadamia sobie, że główny bohater zabijając lichwiarkę, tak naprawdę zabił sam siebie. Uwolnić od tego ciężaru może się tylko poprzez przyznanie się do błędu, który popełnił i przyjąć karę za to co zrobił. Jednak chodzi tu o coś więcej, Raskolnikow może być odkupiony, gdy przyjmie na siebie całą winę, co dzieje się praktycznie na ostatnich kartach powieści.    

Autor opisuje Petersburg i pokazuje nam problemy najuboższych warstw społecznych XIX wieku: prostytucję, alkoholizm, żebractwo i nędzę. Można przez to stwierdzić, że jest to powieść społeczno- obyczajowa, chociaż ma też cechy psychologicznej i kryminalnej, ale nieco innej, bo od początku znamy winnego. Autor nie podaje pełnych nazw miejsc, w których pojawia się Raskolnikow, występują one w skrócie, oprócz Placu Siennego, przy którym głównie skupia się akcja. Dostojewski nie chciał w ten sposób odwracać naszej uwagi od najważniejszego problemu, skupił się na człowieku, bardzo mało jest tu opisów krajobrazów, mieszkań. Jest jeszcze jedna zaleta tego zabiegu- powieść ta staje się poniekąd uniwersalna, każdy może znaleźć się w podobnej sytuacji niezależnie od tego w jakich czasach żyje.

"Zbrodnia i kara"  jest wartą przeczytania książką. Jest na liście lektur szkolnych więc kto jeszcze jej nie zna, pewnie niedługo pozna :) Jedynym co przeszkadzało mi w powieści były czasami bardzo długie monologi bohaterów. Na przykład taki Porfiry potrafił ciągle i ciągle mówić, a to i tak nie było za bardzo ważne dla toczonej akcji. Ogólnie podobał mi się język i styl autora, wypowiedzi postaci sprawiały wrażenie takich prawdziwych, niewyuczonych, ze wszystkimi tymi zająknięciami, powtórzeniami, niedociągnięciami. Co najbardziej zapamiętałam? Sen Raskolnikowa tuż przed zabójstwem o katowanej klaczy. Bardzo podobał mi się natomiast fragment, kiedy Rodion porównał Razumichina do Romeo i jego zawstydzenie :) Powieść ocieniam na 8/10

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania 
 Przeczytam tyle, ile mam wzrostu!
Z listą BBC

niedziela, 16 czerwca 2013

39. Sztuka uprawiania róż z kolcami - Margaret Dilloway



Tytuł: Sztuka uprawiania róż z kolcami
Tytuł oryginału: The Care and Handling of Roses with Thorns
Autor: Margaret Dilloway
Wydawca: Wydawnictwo M
Rok pierwszego wydania: 2012



'Jeśli jest się cierpliwym i wierzy się w to, że wszystko może się zmienić na lepsze, na pewno kiedyś nadejdą lepsze czasy' 

Róże są pięknymi kwiatami, którymi zachwycają się chyba wszyscy. Ale niektórzy poświęcili im prawie całe swoje życie. Taką osobą jest Gal, według której róże to jej powołanie. Dzięki tym kwiatom ma jeszcze nadzieję na lepsze jutro, żyje życiem swoich róż. Jej największym marzeniem jest wyhodowanie nowej odmiany hulthemii i przyjęcie jej do ogrodów testowych Amerykańskiego Towarzystwa Różanego. Wie przy tym doskonale, że będzie potrzebowała mnóstwo szczęścia.

'Mówi się, że poczucie szczęścia jest dokładną odwrotnością inteligencji. Im człowiek głupszy, tym szczęśliwszy' 

Gal jest nauczycielką biologii, która już w dzieciństwie borykała się z niewydolnością nerek. Już bardzo długo czeka na nowy organ, ale przeszkodą jest jej uczulenie na kontrast. Wszyscy wokół ją denerwują: jej lekarka, alkoholik, który jest przed nią w 'kolejce' po nerkę, rodzice uczniów, którzy wnoszą skargi do dyrektora na jej sposoby nauczania, a także sam dyrektor. Ale Gal jest już przyzwyczajona do takich zachowań.

'Ludzie nigdy mnie o nic nie pytają.Po prostu zakładają, że jest tak, jak im się wydaje' 

Pewnego dnia bez ostrzeżenia od siostry do Gal przyjeżdża jej siostrzenica. Gal ma żal do Becky. Zawsze uważała ją za nieodpowiedzialną, co odbijało się na córce. Bohaterka nie była jeszcze za nikogo odpowiedzialna, tylko za siebie, co i tak jest trudne. Z dnia na dzień musi zmierzyć się ze zbuntowaną nastolatką. Początkowo Gal nie jest do tego przychylna, ale z czasem dostrzega coraz więcej pozytywów świata. Dostaje szansę od życia i to od niej zależy czy ją wykorzysta. Czy Gal zmieni swoje nastawienie? Czy uda jej się spełnić marzenia?

Do książki podchodziłam nieco sceptycznie. Nie spodziewałam się po niej wiele, ot, zwykła powieść o nauczycielce biologii. Ale przyznaję, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Jeszcze nie czytałam książki, która byłaby tak mądra i ciepła dla odbiorcy. Mimo tego, że Gal większość rzeczy widzi w czarnych i białych kolorach i większość ludzi ją denerwuje, książka jest bardzo pogodna. Po skończeniu czytania miałam przez kilka godzin takie miłe uczucie, a teraz spoglądam na świat trochę inaczej. Dlaczego? Dlatego, że Margaret Dilloway pokazuje nam na przykładzie Gal, że nie warto wyszukiwać w świecie samych negatywów. Że jeśli spojrzy się na niektóre rzeczy w inny sposób można dostrzec piękno. Pod tym względem ta książka jest mądra i niezwykła.

"Sztuka uprawiania róż z kolcami". Tytuł tej powieści jest dosyć długi i może trochę mylący dla kogoś kto nie zna treści. Ale ma też znaczenie metaforyczne, a nawet symboliczne. Cała treść książki ma jakieś ukryte znaczenie. To, że Gal poświęcała tak dużo czasu dla swoich róż jest tylko tym, co widzimy na pierwszy rzut oka. Tak naprawdę Gal jest bardzo podobna do tych kwiatów, chociaż nikt nigdy nie zgadłby jej hobby, bo nie wygląda na osobę, która krzyżuje różne odmiany róż. Bohaterka jest jednak typem róży z kolcami. Jest ostrożna, trzyma ludzi na dystans, nie ufa im, bo dopatruje się w ich zachowaniu czegoś niewłaściwego. Dopiero kiedy musi opiekować się Riley rozpoczyna się jej przemiana. Powoli Riley pokazuje Gal co omija zachowując się w ten sposób. Zaczyna ją oswajać ze światem, uprawia różę z kolcami. Ale Riley także potrzebuje pomocy, Czuje się opuszczona przez matkę, próbuje dostosować się do otoczenia na różne sposoby, chociażby przez swój ubiór. Potrzebuje ciepła, miłości i opieki. I chociaż jest to dla Gal nowa i trudna sytuacja, zapewnia to wszystko siostrzenicy. Poprzez swoje relacje obie bohaterki wiele się od siebie uczą. Spędzony razem czas był dla nich zbawienny. Gal nie chce wykorzystywać swojego stanu do osiągnięcia czegoś, nie chce się tym usprawiedliwiać, ale tak naprawdę robi to nieświadomie. Nawet ja sama usprawiedliwiałam niektóre jej zachowania jej chorobą. Już na początku wiedziałam dlaczego jej siostra Becky tak się zachowuje, ale przeczytanie tego dało mi tą pewność.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej z perspektywy głównej bohaterki, Gal. Nie mogłam się przyzwyczaić do czasu teraźniejszego, ale z czasem do tego przywykłam. Bardzo fajną rzeczą w tej książce jest notka z "Wielkiego poradnika hodowli róż" Winslowa Blythe'a, która pojawia się, kiedy zaczyna się nowy miesiąc. Stąd wiemy, że akcja toczy się od marca do listopada. Na początku każdego rozdziału możemy znaleźć rysunki róż. Książka jest ładnie wydana, a czytelnik ma wrażenie, że hodowla róż musi też być pasją autorki. Może nie aż tak wielką jak bohaterki książki, ale możemy się z powieści Margaret Dilloway bardzo dużo dowiedzieć o tych kwiatach. Warto też przeczytać "Podziękowania" na samym końcu książki. Ta część mówi dużo o tym, co było bodźcem dla autorki do napisania tej powieści, na kim się wzorowała i kto pomagał jej przy poznawaniu róż.

Podsumowując, "Sztuka uprawiania róż z kolcami" to bardzo dobra książka, która zasługuje na przeczytanie. Sama pewnie niejednokrotnie po nią sięgnę. Czyta się ją bardzo miło i szybko i chociaż traktuje też o chorobie jest pogodna. Daje nadzieję na lepsze jutro i uczy postrzegania świata nie tylko w czarno- białych barwach, ale też w innych kolorach tęczy. Pokazuje, że czasami potrzebujemy drugiej osoby, która by nam w tym pomogła, która by nauczyła się obchodzenia się z różą, która ma kolce. Książkę oceniam na 8/10.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania 
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu!        

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa M


środa, 5 czerwca 2013

38. Requiem - Lauren Oliver



Tytuł: Requiem
Tytuł oryginału:  Requiem
Autor: Lauren Oliver
Seria: Delirium, tom 3
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Rok pierwszego wydania: 2013



'Nie przestaje mnie zdumiewać, że ludzie są nowi każdego dnia. Że nigdy nie są tacy sami. Trzeba ich ciągle wymyślać. Zresztą oni też muszą ciągle wymyślać samych siebie' 

Kiedyś Lena była dziewczyną, która trzymała się zasad a ich łamanie budziło w niej odrazę i strach. Kiedyś odliczała dni do swojego zabiegu, deliria była dla niej czymś strasznym, okropnym, godnym potępienia. Teraz jednak należy do ruchu oporu. Jest w nim nawet kimś bardzo ważnym. Udowodniła już swoją wartość i inni liczą się z jej zdaniem. Jakże inna jest ta postawa od Leny z przeszłości. Tamta słaba, delikatna i bojaźliwa dziewczyna zmieniła się w twardą i odważną buntowniczkę.


'Idealna suknia. Idealny mąż. Idealne szczęśliwe życie. Doskonałość jest obietnicą, a zarazem potwierdzeniem, że nasza droga jest słuszna' 

Tymczasem w Portland Hana prowadzi spokojne życie, z dala od problemów i nieszczęść. Jest już bowiem po zabiegu i została sparowana. Teraz czeka na swój ślub z nowym burmistrzem miasta, aby już zawsze być szczęśliwa. Z czasem jednak odkrywa, że remedium nie podziałało na nią właściwie. Wciąż dręczą ją sny, często myśli o Lenie i ich wspólnej przeszłości, zaczyna podejrzewać coraz więcej nieprawidłowości w zachowaniu swojego narzeczonego. Postanawia dowiedzieć się całej prawdy, oczywiście w tajemnicy przed rodzicami i przyszłym mężem. To co odkryje może zniszczyć jej wizję szczęśliwej przyszłości.


'Może nasze uczucia doprowadzają nas do szaleństwa. Może miłość rzeczywiście jest chorobą i lepiej by nam było bez niej. Ale wybraliśmy inną drogę. W końcu to jest właśnie celem ucieczki przed remedium: mamy wolność wyboru. Mamy nawet wolność wybierania źle' 

Nowy burmistrz Portland postanowił już więcej nie ukrywać tego, że Odmieńcy wciąż żyją. Po ostatnich zamieszkach ma zamiar zmienić wiele spraw. Jego celem jest zupełnie odmienna polityka niż ojca. W Głuszy natomiast ludzie szykują się do rewolucji. To ma być coś wielkiego i zdają sobie z tego sprawę. W środku konfliktu znajduje się Lena, która musi poradzić sobie nie tylko z rewolucją, ale także ze swoimi własnymi uczuciami. Nie wie, czy Julian, czy Aleks może dać jej szczęście i coraz częściej wątpi w to, że miłość nie jest chorobą i nie przynosi nieszczęść. Co postanowi Lena? Czy dokona dobrego wyboru? Czy uda się doprowadzić do rewolucji?

"Requiem" Lauren Oliver jest ostatnim tomem z trylogii "Delirium". Przyznam, że wiele się po niej spodziewałam. "Pandemonium" zrobiło na mnie ogromne wrażenie i miałam nadzieję na coś jeszcze lepszego. Niestety trochę się rozczarowałam. Ta długo wyczekiwana książka okazała się trochę sprzeczna z moimi oczekiwaniami. Ale może od początku...

Tym razem autorka pokusiła się o opis akcji nie tylko z perspektywy Leny, ale także Hany. Już na początku wydawało mi się to świetnym pomysłem i z przyjemnością zagłębiłam się w treść lektury. Widać, że Lauren Oliver do samego końca miała mnóstwo pomysłów dla tej serii. Ale im dalej czytałam, tym bardziej niecierpliwiłam się kiedy poznawałam rzeczywistość Hany. Świat byłej najlepszej przyjaciółki głównej bohaterki był miłą odskocznią od ciągłej walki w Głuszy. Mogłam dowiedzieć się co dzieje się w Portland, jak postrzegają świat wyleczeni. Hana nie była jednak do końca wyleczona więc nie miałam pełnego obrazu. Szybko doszłam do wniosku, że Głusza przemawia do mnie bardziej. Z Leną byłam od samego początku, nie mogłam się przestawić na inną narrację. Tym bardziej, że u Odmieńców działo się o wiele więcej. Tam aż czekałam z niecierpliwości na kolejny rozdział.

"Requiem" przeczytałam bardzo szybko. Bodajże w półtorej wieczora. Całą serię autorki dosłownie się połyka i nie ma się dość. Chociaż jest to trylogia głównie dla młodzieży, bo i oni raczej najchętniej po nią sięgną, myślę, że dla starszych również okazałaby się interesująca. Jest w niej bowiem mnóstwo wartościowych przekazów, myśli i odczuć, z którymi na pewno niejednokrotnie każdy z nas się spotyka. To właśnie to moim zdaniem sprawiło, że seria okazała się bestsellerem. Czytając "Requiem" myślałam, że głównym przesłaniem jest problem miłości i kontroli nad własnym życiem, wyboru i poświęcenia. Ale w ostatnim tomie "Delirium" moja teoria zeszła na drugi plan. A wszystko przez to dziwne i zagadkowe zakończenie...

Przyznaję, nie tego się spodziewałam. Książka jest bardzo dobra, wciągająca, ale to nie to. Konflikt Leny między dwoma chłopakami: Julianem, którego uratowała, sprowadziła do Głuszy, zaraziła delirią, a Aleksem, który wraca nie wiadomo jakim cudem, czującym niechęć do dziewczyny i urazę nie jest najważniejszym wątkiem w powieści. Tak naprawdę to "Delirium" traktuje głównie o miłości. Tutaj ustępuje ona dla problemu rewolucji, walczenia o wolność i możliwość wyboru. A przede wszystkim o przezwyciężaniu własnych słabości, zburzeniu murów. Cała ostatnia strona jest jednym wielkim cytatem i przesłaniem całej trylogii.

Co do zakończenia, było dla mnie rozczarowaniem. Doceniam to, że autorka chciała dogodzić wszystkim swoim czytelnikom doskonałym uwieńczeniem serii. Zastosowała otwarte zakończenie, aby każdy mógł dopowiedzieć sobie własną wersję wydarzeń. Nie spotkałam się z tym pierwszy raz, ale wolałabym gdyby Lauren Oliver odpowiedziała chociaż na połowę pytań. Co się jednak nie stało, a w zamian dostajemy ich jeszcze więcej. Chciałabym mieć jasną sytuację i wiem, że to, iż ciągle myślę o tej książce, serii było czymś zamierzonym przez samą autorkę. Od początku miała wizję całej tej historii, wiedziała jak poprowadzić akcję, a tym bardziej wiedziała jak wywołać tyle emocji przez nietypowe zakończenie. Teraz już ciągle będę się zastanawiać co z Leną, Aleksem, Julianem, Raven, Haną, rewolucją, delirią, przyszłością.... No więc, "Requiem" moim zdaniem jest lepsze od "Delirium" ale trochę gorsze od "Pandemonium". Dlatego oceniam powieść na 8,5/10

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: 
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu!

niedziela, 2 czerwca 2013

37. Królowa Śniegu - Hans Christian Andersen


Tytuł: Królowa śniegu. Baśń w siedmiu opowiadaniach
Tytuł oryginału: Sneedronningen
Autor: Hans Christian Andersen
Wydawca: Wydawnictwo M
Ilustracje: Vladyslav Yerko
Rok pierwszego wydania: 1845




'Królowa Śniegu była piękna i zgrabna, ale cała z lodu, z olśniewającego, błyszczącego lodu; a jednak żyła: oczy patrzały jak dwie jasne gwiazdy, lecz nie było w nich spokoju ani wytchnienia'

Historia zaczyna się od opowieści o lustrze stworzonym przez samego diabła. Miało ono tę właściwość, że wszystko co dobre i piękne było odbijane przez nie tak, że stawało się brzydkie i szkaradne. Pewnego razu lustro zostało rozbite i rozprysło się na miliony kawałeczków, niektórych bardzo małych jak ziarenka piasku. Kiedy taki odłamek wpadł do czyjegoś oka widział on wtedy wszystko w zły sposób, świat był okropny i nieidealny. Jeden z takich okruchów dostał się do oka i serca małego Kaya. Chłopiec stał się niegrzeczny i niemiły dla swojej przyjaciółki Gerdy, nic go nie cieszyło, nawet ich róże. Kiedy przyszła zima chłopiec przywiązał swoje saneczki do sań pięknej pani, która okazała się być Królową Śniegu. Mała Gerda postanowiła odnaleźć Kaya, wyruszając bez żadnych wskazówek w daleką podróż.

'Ładny z ciebie nicpoń, że się tak po świecie włóczysz- powiedziała do Kaya- chciałabym wiedzieć, czy zasługujesz na to, żeby z twojego powodu pędzić na koniec świata!'

Hans Christian Andersen to duński pisarz, który napisał prawie 160 baśni. Jedną z jego najbardziej znanych opowieści jest "Królowa Śniegu". Jest ona inna od pozostałych, ponieważ autor nie wzorował się tak jak zawsze ludowymi opowieściami, ale ta historia powstała od początku do końca w jego wyobraźni. Jak każda baśń, także "Królowa Śniegu" może być interpretowana na wiele sposobów. Pełno w niej symboli i ukrytych znaczeń, które postaram się odnaleźć.

Już na samym początku naszą uwagę zwraca mały ogródek na dachu, który urządziły dzieci i w którym się bawią. Hodowanie róż sprawia im wielką przyjemność i miło spędzają przy tym czas. Jest to symbol dzieciństwa, niewinności. Kay i Gerda są szczęśliwi i wydaje się, że tak będzie zawsze. Ale nie jest. Kiedy zegar na wieży kościelnej wybija piątą, a do oka i serca chłopca dostaje się odłamek czarciego lustra zaczyna się u niego okres dojrzewania. Nie cieszą go już rzeczy, które wydawały mu się piękne całkiem niedawno. Z dnia na dzień staje się niemiły i zimny, wszędzie doszukuje się wad i skaz. Znajduje jednak coś, co jest według niego idealne, doskonałe. Są to płatki śniegu, których symetria i niepowtarzalność go zachwycają. Jest to wielki kontrast z różami, które kiedyś sprawiały mu radość. Kay zaczął posługiwać się rozumem, nie uczuciami, nie widział już świata oczami dziecka. Wtedy pojawia się Królowa Śniegu, czyli uosobienie piękna i ideału Kaya. Ale jest jednocześnie tajemnicza, zła i związana z diabelskim lustrem. Od razu zwabia chłopca do swojego zamku. Jej królestwo symbolizuje świat postrzegany zimnym rozumem, pozbawionym miłości i ciepła.

Jeżeli wgłębimy się w teść baśni Andersena zauważymy, że jest to opowieść o dorastaniu. Kay zaczął dorastać w chwili wpadnięcia mu do oka i serca odłamków lustra. Ale Gerda również zaczęła się zmieniać, jednak wyrzekła się tego dla przyjaciela. Nastąpiło to wtedy, gdy oddała rzece swoje czerwone trzewiczki (symbol kobiecości). Tylko w ten sposób mogła go odnaleźć, poświęcając samą siebie. Gerda jest bardzo silna, przeszła przez wiele prób, poznała wielu ludzi, których udało jej się skłonić do pomocy, a przede wszystkim nie poddała się, szła ciągle przed siebie, chociaż nawet nie miała punktu odniesienia, nie mogła wiedzieć gdzie jest Kay. Porównując chłopca i Gerdę widzimy jaki jest słaby, uległy, nieciekawy. A jednak mimo wszystko dziewczynka postanawia go odszukać. Bardzo ważne dla zrozumienia przesłania baśni są opowieści kwiatów w ogrodzie kobiety, która umiała czarować. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nie są one związane z historią Gerdy i są zbyteczne, niepotrzebne. Ale można odczytać z nich ukryte znaczenie. Wszystkie kwiaty mówią o dorosłości, jednocześnie przestrzegając dziewczynkę, aby się nie zmieniała, pozostała dzieckiem. Zupełnie tak, jakby Andersen uważał dorastanie za coś złego...

"Królowa Śniegu" to również baśń, w której bohaterowie są bardzo samotni. Widzimy to od Gerdy, poprzez wszystkie spotkane przez nią osoby, kończąc na samej Królowej Śniegu. Mimo, że nie jest ona zdolna do kochania, ma przecież serce z lodu, sprowadza Kaya do swojego królestwa. Ale Kay także jest samotny. Kiedy widział świat inaczej niż inni nikt tego nie rozumiał. Zrozumienie znalazł dopiero u Królowej Śniegu i wydawać by się mogło, że to tam było jego miejsce. Być może nie chciał być odnaleziony. Ale to wszystko było tylko złudzeniem, tak jak Królowa Śniegu, która jest czymś do czego dążymy, rezygnując ze wszystkiego, ale jest to jednocześnie dla nas zgubne.

Baśń Andersena jest bardzo religijna. Widzimy to już na samym początku, kiedy dzieci uczą się jednego z psalmów. Nic więc dziwnego, że w czasach radzieckich większość opowiadań duńskiego pisarza była cenzurowana, ponieważ poruszała tematy "antyradzieckie" - wiarę w Boga. Gerda odnajduje Kaya dzięki modlitwie. Kiedy zbliża się do zamku Królowej z jej oddechu powstają aniołki, które pokonują straż. Wszystko dzieje się w czasie odmawiania modlitwy Ojcze nasz. Siła dziewczynki bierze się z ufności i wiary w Boga, ale także w ludzi, ich dobro i miłość.

Historia kończy się szczęśliwie. Kay zostaje uratowany, a bohaterowie wracają do swoich domów już jako dorośli, ale w sercach będący dziećmi. Gerda zaśpiewała chłopcu psalm: "Róża przekwitła i minie; Pójdź, pokłońmy się Dziecinie" pokazując mu i nam w ten sposób, że świat nie jest idealny i nie powinniśmy doszukiwać się w nim nieprawidłowości, ale pokochać go takim jakim jest. Jest lato, a róże symbolizujące miłość i poświęcenie kwitną w małym ogródku na dachu. Następuje zakończenie, w którym bohaterowie zapominają o Królowej Śniegu. Trochę tak, jakby Andersen na siłę chciał pokazać nam, żeby nie przejmować się przeszłością. Nie czujemy nawet smutku, gdy dowiadujemy się o śmierci wrony, bo zostało to zlekceważone. Baśnie Andersena nie są łatwe i poruszają sprawy, z którymi muszą poradzić sobie nie tylko dzieci.  

Powiem może teraz co nieco o wydaniu tej baśni jakie proponuje nam Wydawnictwo M. Książka jest dosyć dużych rozmiarów, co jest wygodne przy czytaniu i jest zdecydowanie jedną z zalet. Okładka w twardej oprawie z obwolutą i śliskie, dobrej jakości kartki również sprawiają, ze jest to wydanie godne polecenia. Jedyne do czego mam zastrzeżenia to zbyt małe litery i za dużo tekstu na stronie. Ale nie miałam z tym większego problemu.
Muszę też wspomnieć o ilustracjach jakie znajdziemy w tej "Królowej Śniegu", bo są one chyba jej największym atutem. Wiadomo oczywiście, że w baśniach obrazy stanowią bardzo ważną część, gdyż pozwalają nam sobie wyobrazić i wciągnąć się jeszcze bardziej w historię.  Rysunki Vladyslava Yerko, który zdobył nagrodę za ilustracje do "Królowej Śniegu", są magiczne i niepowtarzalne. Wywołują u odbiorcy pewien rodzaj niepokoju. Patrząc już na samą okładkę mamy wrażenie, że piękna królowa przenika nas wzrokiem. Odczuwamy bardzo wiele uczuć, co Vladyslav Yerko uzyskał samym tylko spojrzeniem narysowanej postaci. Jego ilustracje są bardzo barwne, mają intensywne kolory, w których dominuje złoto, czerwień i kolor zielony. Są pełne dynamizmu, niemal każda osoba na nich przedstawiona jest ukazana w ruchu. Obrazki charakteryzują się też wielką dbałością o szczegóły. Ilustrator dopracował swoje dzieło od większych elementów, aż po drobne zdobienia na kolumnach czy koronie Królowej Śniegu. Na ilustracjach dzieje się naprawdę dużo, tak, że nie sposób wszystkiego dojrzeć za pierwszym razem. Zawsze znajdzie się jeszcze coś, czego wcześniej nie dostrzegliśmy. Bardzo niewiele brakowało do kiczu, przesady, jednak Vladyslav Yerko trzymał się blisko tej granicy sprawiając, że jego dzieła są zapamiętywane i niezwykłe.

Baśń "Królowa Śniegu" polecam wszystkim. Sam Andersen porównywał swoje baśnie do pudełka, gdzie dzieci oglądają opakowanie, a dorośli mają zajrzeć do wnętrza. "Królowa Śniegu" uczy nas wielu rzeczy, a każdy może w niej odnaleźć coś zgoła innego. To niesamowite, że w tak prosty sposób Andersen umiał opowiedzieć coś najmłodszym czytelnikom,  przesyłając zarówno dzieciom jak i dorosłym morał tym razem zawarty w biblijnych słowach: "A jeśli nie staniecie się jako dzieci, nie osiągniecie Królestwa Bożego!"

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania 
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu!  
Czytam fantastykę!

Za ponowne spotkanie z tą niesamowitą baśnią serdecznie dziękuję Wydawnictwu M.


sobota, 1 czerwca 2013

Hello June - czyli cytat na miesiąc czerwiec


Dzisiaj pierwszy czerwca, czyli jak pewnie każdy wie Dzień Dziecka. To także dzień urodzin mojej siostry, ale też dzień, kiedy na moim blogu ukazuje się post z akcji "Cytat miesiąca". Zanim podam cytat na czerwiec, napiszę co nieco o tym miesiącu.

Czerwiec to szósty miesiąc w roku. Swoją nazwę wziął od pewnego owada, a mianowicie czerwca polskiego, który był zbierany właśnie w tym miesiącu i z którego wyrabiało się czerwony barwnik. Owad ten był niegdyś bardzo ważny i w XV/XVI w. był jednym z najważniejszych towarów eksportowych Polski.
Wielu ludzi uważa czerwiec za miesiąc kwiatów. Oczywiście to stwierdzenie jak najbardziej pasuje do tego miesiąca. To wtedy zaczyna kwitnąć większość kwiatów w naszych ogrodach, między innymi róże, a wokół słychać śpiew ptaków i brzęczenie pszczół. Czerwiec jest miesiącem na skraju wiosny i lata. Dopiero pod jego koniec następuje pierwszy dzień lata. Co za tym idzie zbliżają się wakacje i snujemy plany na te letnie miesiące.
W czerwcu świętujemy takie dni jak Dzień Dziecka(1 czerwca), Światowy Dzień Środowiska(5 czerwca), Dzień Przyjaciela(9 czerwca), Dzień Ojca(23 czerwca), Noc Świętojańska(23/24 czerwca), Dzień Przytulania(24 czerwca).

A teraz CYTAT MIESIĄCA


"Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch po­dob­nych nocy,
dwóch tych sa­mych pocałunków,
dwóch jed­na­kich spoj­rzeń w oczy."

Pewnie większość osób kojarzy te słowa. Kiedy tylko przeszukując cytaty znalazłam ten, wiedziałam, że to jest myśl tego miesiąca. Nie będę tu tłumaczyć tych słów. Każdy zapewne wie, że chodzi w nim o przemijanie i cieszenie się chwilą obecną :) Cały wiersz Wisławy Szymborskiej "Nic dwa razy", bo o nim mowa, robi na mnie ogromne wrażenie. Dlatego zachęcam do zapoznania się z całym utworem naszej noblistki.